29.01.2012

„Dręczyciele” Artur Honegger

Narratorem „Dręczycieli” Artura Honeggera jest Szwajcar Bernie, który wspomina swoje dzieciństwo i wczesną młodość. Przebywał w rodzinie zastępczej, ale za drobne psoty przeniesiono go do domu poprawczego. Akcja tej książki przeważnie dzieje się w zakładach wychowawczych oraz w gospodarstwie prymitywnego chłopa. Bernie opowiada głównie o krzywdach doznanych ze strony dorosłych, którzy z racji wykonywanego zawodu powinni nieść dzieciom pomoc i wsparcie. Tylko jakie wsparcie zaoferowali mu wychowawcy, zastępcza matka, gospodarz, czy wreszcie - duchowny Gottlieb?

Książka Honeggera trochę przypominała mi „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego. W obu tych książkach samotny mały chłopiec obserwuje i doświadcza przemocy ze strony różnego rodzaju prymitywnych ludzi, a w tle toczy się wojna. W obu książkach panuje dołujący klimat, świat jest nieprzychylny, wrogi. A chłopiec - pierwszoosobowy narrator - tylko relacjonuje, nie użala się nad sobą, rzadko wspomina o bólu czy strachu, choć nam cierpnie skóra, gdy wyobrażamy sobie opisywane wydarzenia. I obie te książki podobno są autobiograficzne. Jednak „Malowany ptak” napisany został bardziej obrazowym językiem i czytając, miałam wrażenie, że Kosiński starał się opisami okrucieństw zaszokować czytelnika, natomiast w „Dręczycielach” okrutnych scen jest mniej, narrator wspomina o nich, bo musi, bo tak właśnie wyglądały jego „najpiękniejsze” lata. I pisze także o rzeczach dobrych, o sympatii, z jaką czasami się spotykał.

Książka pokazuje Szwajcarię jako kraj prymitywny, odpychający. Zdarzają się wzmianki o Polsce, niestety, niezbyt pochlebne. Słysząc o ataku Hitlera na Polskę, Szwajcarzy wypowiadają komentarze w rodzaju „ci przeklęci Polacy nie są warci funta kłaków” i martwią się tylko tym, by do nich wojna nie dotarła.

Honegger pokazał, jak w przedwojennej Szwajcarii wyglądała opieka nad sierotami. W placówkach opiekuńczych często pracowali sadyści i okrutnicy. Nikt nie zastanawiał się, dlaczego niektórzy wychowankowie byli maltretowani i popełniali samobójstwa, nikt nie sprawdzał, w jakich warunkach pracują chłopcy oddani gospodarzom na praktyki.

Książkę polecam osobom, które nie boją się czytać o bolesnych faktach.

---
Napisane 2009-02-03.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz