Narrator „Zmarzliny” Tomasza Białkowskiego nazywa się Piotr Dębski i ma dwadzieścia jeden lat. Właśnie kupił dla niepełnosprawnej matki wózek elektryczny. Ale nie kierowała nim chęć ułatwienia jej życia, wprost przeciwnie: wózek posłuży do tego, by przetransportować ją na dworzec i tam zostawić. Panuje mróz, więc znienawidzona matka najprawdopodobniej szybko zamarznie. Mając sparaliżowane ciało, nie zdoła przecież ani wezwać pomocy, ani odjechać w cieplejsze miejsce. Z morderczymi zamiarami Piotr nosił się już od dawna, ale dopiero teraz zdobył informacje, które przelały czarę goryczy, i postanowił „parszywy węzeł wzajemnego ranienia przeciąć drastycznie”. Przeciąć drastycznie, czyli zabić rodzicielkę. Jako człowiek prymitywny i mściwy nie widzi innego sposobu na uwolnienie się od jej towarzystwa.
