Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czeska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czeska. Pokaż wszystkie posty

26.11.2025

„Nieboszczycy na balu” Ladislav Fuks

„Nieboszczycy na balu” Ladislava Fuksa wbrew tytułowi nie są horrorem. To historia w całości realistyczna. Nie znajdziemy w niej trupów wstających z grobów czy opisów rozkładających się zwłok, ale za to wśród bohaterów są osoby omyłkowo uznane za zmarłe, wracające znienacka do swoich domów i budzące zdumienie oraz strach. Jednym z takich „zmartwychwstałych” ludzi jest pan Drazda. Spędziwszy trochę czasu w szpitalu, zostaje wypisany. Zbiera więc swoje rzeczy i wraca na ulicę Różaną, gdzie mieszka w ładnej kamieniczce z galeryjkami. A tam – żadnej radości. Ktoś na jego widok wytrzeszcza oczy. Ktoś krzyczy. Ktoś uznaje go za ducha wywołanego przez spirytystkę z sąsiedztwa. Ktoś ucieka. Ktoś mdleje przerażony…

22.09.2024

„Portret Marcina Blaskowitza” Ladislav Fuks

„Portret Marcina Blaskowitza” zaczyna się bardzo tajemniczo: oto Michał, będący narratorem tej powieści, zaprasza na rozmowę niejakiego pana Potockiego, pisarza, którego niezbyt ceni. Przygotowuje alkohol, przekąski, oraz... pistolet. Wita gościa, opowiada mu długą historię ze swojego życia, usiłuje sprawiać wrażenie serdecznego, ale w myślach nazywa go łotrem i debilem. Kłębią się w nim złe emocje, takie jak chęć zemsty, nienawiść, poczucie krzywdy. Mijają godziny, za oknami willi zapada noc, a on z coraz większym wzburzeniem ciągnie swoją opowieść, pełną gorzkich, a nawet makabrycznych szczegółów. My, czytelnicy, powoli zaczynamy rozumieć, skąd w nim tyle żalu i goryczy, ale niemal do końcowych stron nie wiemy, dlaczego o wszystko, co złe, obwinia akurat Potockiego. Dlaczego to właśnie na nim chce się zemścić?... 

30.12.2014

„Pokusa” Jan Otčenášek



Bohater „Pokusy”, Jerzy, ma 42 lata i pochodzi z Pragi. Urlop spędza w Jugosławii, gdzie poznaje młodą Niemkę Inge. Opalają się na pięknej wyspie Katarinie i rozmawiają. Akcja toczy się w roku 1966, ważna jest więc sytuacja polityczna. Jerzy, jako człowiek zza żelaznej kurtyny, zazdrości mieszkance RFN, dostrzega swoją gorszą sytuację materialną, brak obycia i swobody, liczne kompleksy. Czuje się też zawstydzony i oburzony faktem, że Inge nie zna ani jednego czeskiego słowa, on zaś dobrze mówi po niemiecku; do nauki tego znienawidzonego języka zmuszono go za czasów protektoratu. Wypomina to dziewczynie, a po chwili czuje absurdalność swojego zachowania – Inge urodziła się przecież tuż przed wojną i nie ma nic wspólnego z polityką... 

19.03.2014

„Łoże z baldachimem” Karel Houba


Nie skłamię, jeśli napiszę, że „Łoże z baldachimem” to najciekawsza czeska książka, jaką kiedykolwiek przeczytałam. Długo ją omijałam, bo zniechęcało mnie to łoże w tytule – obawiałam się, że będzie to opowieść o jakiejś rozpieszczonej panience, która bez końca odpoczywa i kaprysi. Tymczasem nic z tych rzeczy. W łożu z baldachimem sypiał chłopiec, który na skutek zawirowań historii z wybrańca losu stał się człowiekiem prześladowanym, uważanym za wroga klasowego. Życie bohatera zostało przedstawione na tle historii i polityki, a czyta się to wspaniale.

Akcja „Łoża z baldachimem” toczy się na dwóch planach czasowych. Paweł, opuszczony przez żonę po piętnastu latach małżeństwa, czeka na telefon od niej. W międzyczasie próbuje zrozumieć, dlaczego ich małżeństwo się rozsypało, i dokonuje rozrachunku ze swoim życiem. Wspomina godziny spędzone na pomaganiu ojcu w prowadzeniu sklepu kolonialnego, pierwsze zauroczenia, prześladowaną Żydówkę, kolegę zesłanego do obozu koncentracyjnego... 

31.01.2013

„Myszy Natalii Mooshaber” Ladislav Fuks


Dziwne są te „Myszy Natalii Mooshaber”. Gdybym poznawanie twórczości Ladisłava Fuksa zaczęła właśnie od nich, chyba bym się zraziła do tego ciekawego pisarza.

Najważniejszą postacią książki jest pani Natalia Mooshaber, niezadowolona ze swojego życia i ze swoich dzieci. Pragnęła, by syn Wezr został żołnierzem, tymczasem on zachowywał się jak rzezimieszek – okradał matkę z pieniędzy, prowadził nieuczciwe interesy i w końcu trafił do więzienia. Córka Nabula włóczyła się, uprawiała prostytucję, a gdy postanowiła wyjść za mąż, wygoniła matkę z przyjęcia weselnego. Pani Natalia marzyła o prowadzeniu kiosku, a musiała zajmować się porządkowaniem grobów. Poza tym czuła się zobowiązana do tego, by zastawiać mnóstwo pułapek na myszy.

10.11.2012

„Czas Czerwonych Gór” Petra Hůlová oraz blogowa zabawa Liebster blog







Bohaterki „Czasu Czerwonych Gór” Petry Hůlovej mieszkają w Mongolii – kraju umiejscowionym pomiędzy Rosją a Chinami. Powieść została napisana narracją pierwszoosobową, a narratorkami są kobiety z jednej rodziny: Alta, jej córki Dzaja, Ojuna i Nara oraz wnuczka Dolgorma. Niektóre z nich całe życie spędziły w koczowniczym obozowisku w górach, inne zamieszkały w Ułan Bator. Każda ze swojego punktu widzenia opisuje własne życie, dzieli się wrażeniami, smutkami. Nie rozczulają się nad swoim losem. Opowiedziane przez nich historie są raczej gorzkie.

Hůlova nie idealizuje Mongołów, przedstawia ich jako ludzi nienawidzących Chińczyków, myjących się rzadko i niechętnie, pokrytych skorupą brudu. Śmiecie składają na podwórku albo – jeśli mieszkają w Ułan Bator – wyrzucają przez okno. Zwłoki bliskich osób zostawiają na stepie, dzikim zwierzętom na pożarcie. Pierwszoplanowe bohaterki nie należą do kobiet inteligentnych. Nie czytają książek, nie rozumieją, że tłuste jedzenie im szkodzi. Wychowywane zostały w przekonaniu, że wartościowa kobieta musi rodzić dużo dzieci, a ta, która nie rodzi, jest godnym pożałowania dziwadłem.

W takim namiocie koczowniczym wychowały
się bohaterki Czasu Czerwonych Gór
Powieść przeczytałam z zainteresowaniem. Najbardziej zaciekawiły mnie losy Dzaji. Dzaja przez długi czas nie rozumiała, dlaczego jest mniej kochana przez mamę niż Megi i Ojuna i dlaczego wygląda inaczej niż siostry: ma dziwne, skośne oczy i niski wzrost. Musiało minąć wiele lat, by do dziewczyny dotarło, że nie jest pełnej krwi Mongołką, że jej matka zdradzała męża. Mężczyzna, którego uważała za ojca, najbardziej kochał Megi, ale dobry był dla wszystkich dziewczynek.

Petra Hůlová, autorka tej książki, to Czeszka. Urodzona z roku 1979, ukończyła mongolistykę i kulturoznawstwo. Napisała też powieść pt. „Stacja Tajga”, którą niebawem zamierzam przeczytać.



A teraz zabawa blogowa, do której zaprosiła mnie Viv.  Dziękuję za zaproszenie i odpowiadam na pytania:

1. Jaka była twoja pierwsza, przeczytana samodzielnie książka?
„Kot, który zawsze chadzał własnymi drogami” Kiplinga.

2. Chuchasz, dmuchasz na książki czy nie przejmujesz się i zaginasz rogi, zakreślasz?
O nie, nigdy nie zakreślam, nie zaginam rogów i w żaden sposób nie niszczę książek. Nie lubię, gdy ktoś niszczy książki. Osoba, która książki niszczy, pożycza i ich nie oddaje lub też wypowiada się o nich lekceważąco, budzi mój gniew. Nie lubię takich osób.

3. Przeczytałaś (łeś) kiedyś szeroko pojętego gniota, który mimo to ci się podobał?
A tak. Kiedyś przeczytałam z zapartym tchem kilka książek Danielle Steel, potem zmieniłam zdanie na ich temat.

4. Co cię skłoniło do założenia bloga?
U mnie najpierw była Biblionetka przez około 4 lata. Dobrze pamiętam dzień, kiedy wpadłam na pomysł założenia bloga – 18 I 2012. Skopiowałam swoje wszystkie stare recenzje i okazało się, że na blogu mam całkiem sporo rzeczy. Na Biblionetkę nadal zaglądam, ale o wiele rzadziej, bo czas, jaki mogę poświęcić na buszowanie po internecie, jest mocno ograniczony. Lubię swojego bloga i prowadziłabym go nawet w przypadku, gdyby nikt na niego nie zaglądał. Ale oczywiście kiedy ktoś tu zajrzy, bardzo się cieszę. :)

5. Skąd wzięła się nazwa twojego bloga?
Nie miałam pomysłu na tytuł. Najpierw wymyśliłam tytuł „Przede wszystkim o książkach”, potem zmieniłam na „Koczowniczka o książkach”.

6. W jakie miejsce zapragnęłaś (zapragnąłeś) pojechać po tym, jak przeczytałaś (łeś) o nim w książce?
W wiele miejsc... Ostatnio, po przeczytaniu „Świni w pałacu” Tessy de Loo, do Albanii.

7. Jaką książkę szczególnie chciałabyś (chciałbyś) polecić, podsunąć swoim dzieciom?
Wiele, na przykład książki Lindgren, Musierowicz. Ale dzisiaj dzieci nie przepadają za takimi książkami, wolą H. Pottera.

8. Lubisz się spotykać z ludźmi zafiksowanymi na książkach, czy wolisz samotnie się realizować w tym zakresie?
Lubię towarzystwo osób rozmiłowanych w książkach, tyle że takich osób znam niewiele. Chętnie jeździłabym na biblionetkowe spotkania, ale jest mi na nie za daleko. W dyskusyjnych klubach książek nie biorę udziału. Byłam kilka razy i nie spodobało mi się to – więcej zdjęć niż dyskusji, osoby dyskutujące nie znały dobrze treści książki itd.
I jeszcze dodam, że nie uważam się za osobę „zafiksowaną” na punkcie książek. Nie wydaję ostatnich pieniędzy na książki, nie czytam, kiedy dziecko jest chore lub gdy sąsiadka zza ściany woła: „Pomocyyyy!”.  :)

9. Chichrałaś (chichrałeś) się kiedyś na głos w środkach transportu publicznego, czytając książkę?
W miejscach takich jak autobus, pociąg, poczekalnia lekarska rzadko czytam, bo mam trudności ze skupieniem uwagi, a jaki sens czytać, gdy się nie rozumie dobrze treści? Najchętniej czytam w domu. Ulubiona pora na czytanie to wieczór. Lubię ciszę, spokój. Lubię czytać książkę od razu całą, czyli zaczynam np. o osiemnastej i siedzę aż do pierwszej, drugiej, a nawet trzeciej. A potem przez dwa albo trzy dni mogę nic nie czytać. 

10. W szkole byłaś (byłeś) outsiderem, siedzącym w kącie z książką, czy duszą towarzystwa, a książki były zarezerwowane na przebywanie w domu? A może w szkole nie czytałaś (łeś)?
Czytałam w szkole pod ławką. Moim ulubionym przedmiotem był język polski, ale nie miałam szczęścia do dobrych nauczycieli polskiego. Co do pierwszej części pytania – znajdowałam się gdzieś pośrodku. Duszą towarzystwa nigdy nie byłam, ani w szkole, ani nigdzie indziej, bo jestem osobą skrytą i raczej spokojną, mniej mówię, więcej słucham. Nie lubię też babskich plotek, wyśmiewania kogoś.

11. Kontynuację jakiej książki chciałabyś (chciałbyś) przeczytać?
W tej chwili nic mi nie przychodzi do głowy.

14.02.2012

„Hanulka Jozy” Květa Legátová

Dziś Dzień Zakochanych, zapragnęłam więc napisać o książce, której bohaterami są zakochani. I długo szukałam w pamięci odpowiedniego tytułu, bo tak się składa, że znam mnóstwo książek o ludziach rozgoryczonych, nienawidzących się, a o dobrych i kochających się o wiele mniej. W końcu przypomniałam sobie o „Hanulce Jozy”, minipowieści napisanej przez starszą wiekiem Czeszkę, Květę Legátovą.

Akcja „Hanulki Jozy” dzieje się podczas drugiej wojny światowej. Pierwszoplanową bohaterką jest młoda lekarka, która na prośbę ukochanego wykonywała zadania dla Ruchu Oporu. Roznoszenie ulotek i pukanie do obcych drzwi uważała za podniecającą, lecz bezpieczną grę, w ogóle nie czuła grozy wojennych czasów. I nagle gestapo wpadło na jej trop. Młoda kobieta musiała rozpaczliwie walczyć o życie.

I kiedy drżała o swoje bezpieczeństwo, pojawił się wybawca. Był to jeden z jej pacjentów, nieatrakcyjnie wyglądający góral Joza. Miał on chęć ożenić się z lekarką i zawieźć ją do swojej wsi. Cóż, pomysł ten nie spodobał się młodej kobiecie, jednak człowiek bardzo wiele zrobi dla ocalenia swego życia, toteż zgodziła się. Kiedy znalazła się na wsi, dowiedziała się, że Joza uważany jest tam za głupka i odmieńca. Potrafił stanąć w obronie myszy obdzieranych na żywca ze skóry, przez co narażał się na śmieszność i niezrozumienie. Hanulce nie podobało się też, że Joza mieszka w bardzo prymitywnej chacie i że trzeba zakasać rękawy i wziąć się do dojenia krów oraz do innych gospodarskich zajęć, do których nie przywykła.

Pierwszą cechą, która dziwi i urzeka w tej książce, jest niedzisiejszy, prosty, lecz elegancki styl. Krótkie zdania, krótkie akapity, melodyjność. Druga zaleta to ukazanie piękna wsi i radości z życia w prymitywnej „rezydencji”. Autorka przypomina nam, że można być szczęśliwym także w miejscu, gdzie panuje bieda i diabeł mówi dobranoc. Trzecią zaletą jest realizm. Przez tę książkę przewijają się pełne goryczy obrazki: oto ciężarna kobieta, zmuszona przez męża do zrzucania siana, spadła z drabiny. Oto pijacy znęcają się nad rodzinami, dzieci chodzą głodne i zaniedbane. Oto młodziutka dziewczyna złamała obie nogi, lecz rodzice (dosyć zamożni) pożałowali pieniędzy na lekarza. Położyli ją w łóżku i czekali na to, by samoistnie wyzdrowiała. Niestety, nie wyzdrowiała, popełniła samobójstwo. Autorka nie idealizuje mieszkańców gór, pokazuje ich bezduszność, chciwość, prostactwo. A czwarta zaleta utworu Legátovej to sympatyczni bohaterowie. Są zakochani, a jednak nie myślą tylko o sobie, starają się pomagać ludziom mniej szczęśliwym.

Jeśli ktoś ma chęć na krótką, wzruszającą opowieść o miłości, polecam „Hanulkę Jozy”.

10.02.2012

„Pan Teodor Mundstock” Ladislav Fuks

Ladislav Fuks, znany czeski pisarz, zadebiutował późno, bo mając już 40 lat. Jego pierwsza powieść ukazała się w roku 1963 i stała się literacką sensacją. Ta powieść to „Pan Teodor Mundstock”.

Czasy okupacji hitlerowskiej. Prawie wszyscy Żydzi zostali już wywiezieni do obozów koncentracyjnych, w mieście pozostali tylko nieliczni. Wśród tych, którzy zostali, znajduje się Teodor Mundstock. Ten starszy pan został przydzielony do sprzątania ulic. Odziany w czarny płaszcz z gwiazdą Dawida, codziennie zbiera odpady, liście, śmiecie. Jest tak przerażony, że nie ma odwagi podnieść głowy, rozejrzeć się, otrzepać płaszcza. Po pracy wraca do domu, gdzie czeka na niego gołąbek. Mężczyzna głoduje. Nie umie się uspokoić i odetchnąć. Wie, że wkrótce i on będzie musiał wsiąść do bydlęcego wagonu i pojechać w nieznane. Martwi się też losem swoich przyjaciół, państwa Sternów. Widzi, że ci ludzie - także Żydzi - znajdują się na skraju załamania nerwowego. Stara się ich pocieszyć, bo uważa, że najgorszą rzeczą na świecie jest utrata nadziei. Ale to pocieszenie polega na karmieniu ich iluzjami. Pomimo najszczerszych chęci biedny stary Żyd niczego więcej nie może dla nich zrobić.

Pan Mundstock nie ożenił się nigdy. Spotykał się kiedyś z panną Ruth Krauss, lecz nie udało im się stworzyć związku. Dziewczyna była wciąż smutna, apatyczna, zastraszona, bała się wychodzić z domu, unikała ludzi. 

W powieści Fuksa panuje atmosfera klaustrofobii, namacalnego strachu, beznadziei. Bohater jest tak bardzo przerażony i nieszczęśliwy, że czasami traci kontakt z rzeczywistością, miewa halucynacje. Gołębia uważa za kurkę, wydaje mu się, że ktoś mu towarzyszy. Tę nieistniejącą  postać nazywa panem Moonem. Fuks napisał bardzo dużo o życiu wewnętrznym pana Mundstocka i wplótł do powieści jego obszerne monologi. Ponieważ w książce jest wiele opisów halucynacji, nieuważny czytelnik mógłby mieć kłopoty z odróżnieniem, co dzieje się naprawdę, a co jest wytworem wyobraźni bohatera.

Bardzo, bardzo polecam tę powieść, a jednocześnie ostrzegam więc, że jest ona niełatwa w odbiorze i przejmująca, bo pokazuje straszliwy los Żydów, ich bezradność, strach. 

---
Ladislav Fuks, „Pan Teodor Mundstock”, tł. Andrzej Piotrowski, PAX, 1966.