29.01.2012

„Nie jestem wariatką” Marie-Christine d'Welles




Czytelniku, z tej książki nie dowiesz się o przeżyciach osoby chorej psychicznie, ponieważ Marie-Christine wcale nie była chora. Po prostu jej mama uważała, że obecność córki w domu jest niepożądana. Wciąż umieszczała gdzieś dziewczynkę - na pensji, w sanatorium, a w końcu... w prywatnej klinice psychiatrycznej. Czy można zamknąć zdrową osobę w takim miejscu, szpikować silnymi lekami, poddawać różnorakim terapiom? Ależ można! Jest tylko jeden warunek – trzeba mieć dużo pieniędzy.

Książka opowiada o pobytach dziewczynki w klinice i jej rozpaczliwych próbach udowodnienia, że nie jest wariatką. O lęku, że znowu tam trafi, o daremnym szukaniu ciepła u matki, o walce z narastającą depresją. Na szczęście Marie-Christine poznaje także życzliwych ludzi – ale czy uda się im pomóc dziewczynce, której wrogami są bogaty uparty dziadek i egoistyczna matka? 

Marie-Christine d'Welles nie urodziła się po to, by zostać pisarką, stąd pewna słabość stylu. Chciała po prostu opowiedzieć niezwykłą historię, wyrzucić z siebie ból, żal. Zaletą książki jest autentyzm, szczere odmalowanie uczuć niepotrzebnego, traktowanego przedmiotowo, w pewnym sensie bezdomnego dziecka. 

Akcja książki „Nie jestem wariatką” toczy się we Francji. D'Welles opisała to, co działo się dwadzieścia lat wcześniej, kiedy miała lat czternaście. O obecnym życiu napisała niewiele, prawie nic, ale można się domyślać, że wydarzenia z dzieciństwa zaważyły na całej jej przyszłości. Ta autobiograficzna powieść to jeszcze jedna relacja o bardzo smutnym dzieciństwie. Polecam osobom wrażliwym.

4/6.

4 komentarze:

  1. Dzięki Tobie przeczytałam tę książkę, przed chwilą skończyłam. I nie mogę zrozumieć, dlaczego ta matka nie kochała swojej córki, pozbywała się jej z domu; aby mieć kłopot z głowy? Przecież 13-14 letnia dziewczynka może już sama w dzień być w domu, może pomóc prowadzić ten dom. Ona potrzebowała tylko zrozumienia, ciepła i miłości. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć oddanie jej do internatu, gdy matka zajmowała się mężem w szpitalu... ale potem. Prywatna Klinika też się nie popisała. Zrobić sobie "bankomat" z matki kosztem zdrowej córki... Dobrze, że trafiła na życzliwych ludzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tego nie rozumiem i chyba nie zrozumiem nigdy, nie umiem się wczuć w sposób rozumowania takich matek. Jak można zrobić własnemu dziecku takie świństwo? I jak lekarz mógł trzymać w klinice i faszerować silnymi lekami o wielu skutkach ubocznych dziewczynkę całkowicie zdrową pod względem psychicznym? Dla niektórych lekarzy etyka lekarska i zwyczajna ludzka przyzwoitość nic nie znaczą, pieniądze są wszystkim, dla pieniędzy dopuszczą się każdej niegodziwości...
      Takie książki zawsze czyta się z niedowierzaniem, a jednak to, co w nich opisano, było prawdą.

      Usuń
    2. I to jest z tego wszystkiego, że to była prawda, najgorsze...

      Usuń
    3. Gdyby to wymyślił jakiś pisarz, zarzucano by mu pewnie, że poniosła go wyobraźnia pisarska...
      Z trochę podobnych książek czytałam ostatnio "Tylko nie mów mamie" Toni Maquire. To prawdziwa opowieść o dziewczynce, która była molestowana przez własnego ojca, a matka wiedziała o wszystkim i w żaden sposób córce nie pomogła. Wstrząsająca książka.

      Usuń

Proszę nie wstawiać linków do blogów.