2.10.2022

„O zmierzchu” Hwang Sok-yong

Najnowsza powieść wydana w Serii z Żurawiem nosi tytuł „O zmierzchu” i została napisana przez Hwang Sok-yonga. Warto zapamiętać to nazwisko, bo podobno jest silnym kandydatem do nagrody Nobla. Książka ma dwoje narratorów – dobiegającą trzydziestki Jeong U-hui oraz sześćdziesięcioletniego Parka Min-u. Łączy ich to, że mieszkają w Seulu, a różni sytuacja finansowa i podejście do życia. U-hui robi to, co najbardziej lubi, czyli pracuje w teatrze, jednak zarabia tak mało, że nocami musi dorabiać w sklepie. Rozwija więc swoje pasje, ale płaci za to ogromną cenę: jest wciąż niewyspana, niedożywiona, samotna. Nie stać jej na wynajęcie lepszego lokum niż zagrzybiona suterena, nie może przygarnąć nawet zwierzaka, bo czym by go karmiła, kiedy się nim zajmowała?

14.09.2022

„Zarządca Sanshō” Ōgai Mori

„Zarządca Sanshō” Ōgaia Moriego to moje pierwsze spotkanie z serią Tajfuny Mini, bardzo udane. W zbiorku znajdują się trzy opowiadania: „Hipnoza”, „Hanako” oraz tytułowe. Akcja tego ostatniego została osadzona w jedenastym wieku i nawiązuje do znanej japońskiej ballady. Kobieta z arystokratycznego rodu wraz z dwójką małych dzieci i służącą wyrusza w daleką drogę, by odnaleźć przebywającego na zesłaniu męża. Tymczasem Japonia z okresu Heian nie jest przyjaznym miejscem dla tak niedoświadczonych podróżnych. Najpierw okazuje się, że z powodu wydanego przez władze zarządzenia nikt nie może udzielić im schronienia, a potem pojawia się dziwny mężczyzna i proponuje pomoc. Opowiadanie to ma częściowo przewidywalną fabułę, bo przecież łatwo jest odgadnąć, co grozi grupce naiwnych bohaterów, a mimo to czyta się je z uczuciem napięcia i wzruszenia. Autor znakomicie buduje nastrój, pokazuje zarówno wielką podłość, jak i dobroć, poświęcenie. 

12.09.2022

„Kobiety z klasą” Steinunn Sigurðardóttir

Maria, narratorka „Kobiet z klasą” Steinunn Sigurðardóttir, osiąga sukces w dziedzinie zdominowanej przez mężczyzn, zostaje mianowicie sławną specjalistką od wulkanów. Lubi na własne oczy śledzić kształtowanie się powłoki ziemskiej. Któregoś razu spada z lodowca. Opisuje to tak: „Z całych sił przyciskałam ręce do ciała, słysząc, jak łamią się wraz z końcem żywota”[1]. Czytając te słowa, pomyślałam, że Maria umarła, jednak chwilę potem wyjaśnia się, że do żadnego końca żywota nie doszło, bo bohaterka nadal żyje, ma się dobrze – i leci do Paryża. 
 

26.08.2022

„Słoń z Étretat” Joanna Stoga

Nieraz zdarzało mi się nazwać swojego tatę zdziecinniałym staruszkiem, bo po kryjomu objadał się sernikiem albo pięć razy powtarzał tę samą historyjkę, ale po przeczytaniu „Słonia z Étretat” Joanny Stogi stwierdzam, że nie wiedziałam, co mówię. Bo dopiero kiedy poznałam ojca głównej bohaterki, zrozumiałam, co znaczy słowo „zdziecinniały”. Tata Kassi tak się cofnął w rozwoju, że utracił umiejętność ludzkiej mowy i dbania o siebie. Trzeba bezustannie pilnować, by nie wypadł przez okno, zabawiać go figurkami z żołędzi, wyprowadzać do parku czy na plac zabaw. Jeśli się pójdzie z nim na pocztę, poprzestawia stojaki z kopertami, a jeśli córka zechce spędzić noc ze swoim chłopakiem, to niesforny tata będzie się kręcił pod drzwiami, chował ubrania gościa albo naciągał je na siebie. I nic mu nie można powiedzieć, bo najzwyczajniej w świecie nie zrozumie pretensji i pouczeń, za to wyczuje niechęć i zamknie się w sobie albo nawet zmoczy w spodnie.

14.08.2022

„Szczęśliwi nadzy ludzie” Kateryna Babkina

„Szczęśliwi nadzy ludzie” Kateryny Babkiny to książeczka bardzo krótka, licząca zaledwie pięćdziesiąt stron, ale wyjątkowo ładna i treściwa i aż prosząca się o to, by po przeczytaniu wszystkich opowiadań jeszcze do nich powrócić. Tych opowiadań jest siedem. Łączy je to, że w każdym narrację prowadzi kobieta, najczęściej będąca w sile wieku, choć zdarza się też staruszka, a nawet mała dziewczynka. Te narratorki opowiadają o ukraińskiej codzienności i o zwyczajnych ludziach – o dziadku rodzonym bądź przygarniętym, o nieokazującym czułości mężu, o koleżance z dzieciństwa, przy tym może to być koleżanka nieżyjąca już od wielu lat albo taka, która miała straszne dzieciństwo, lecz dzięki swojej zaradności wyjechała do Izraela i potem do Stanów. 

„Ludzie z Innhaug. Oline” Anne Karin Elstad

„Ludzie z Innhaug. Oline” to pierwsza część sagi napisanej przez Anne Karin Elstad i opowiadającej o kobietach mieszkających we dworze Innhaug. Dwór ten jest bardzo zadbany i nic w tym dziwnego, bo gospodarze – Ole i jego żona Gjertrud – nigdy w ciągu dnia nie odpoczywają, a ponadto wpajają domownikom przekonanie, że dorosłemu człowiekowi wstyd jest siedzieć z założonymi rękami. Uczą też wszystkich, że trzeba wierzyć w Boga i okazywać sobie życzliwość. I choć akurat panuje wojna (akcja rozgrywa się w latach 1809-1812), choć Norwegowie muszą oddawać sporo żywności dla wojska, w tym dworze nikt nie głoduje. Gospodarze, ich syn Bård z żoną Karen i malutkim dzieckiem, dziewiętnastoletnia Oline oraz niepełnosprawna Magret mogliby spać spokojnie, gdyby nie trapiły ich inne problemy, niezwiązane z sytuacją materialną. Te problemy to choroba, żałoba, rozstanie, trudna miłość, odrzucenie, pogarda, a także...  nieudane życie seksualne.  

31.07.2022

„Zaciśnięte pięści Judasza Iskarioty” Per Gunnar Evander

Nawet ktoś, kto wierzy we wszystko, co zapisano w Ewangeliach, nie może uważać się za znawcę życia Jezusa i apostołów, gdyż w księgach sporządzonych przez Mateusza, Marka, Łukasza czy Jana występują białe plamy. Te niejasności i przemilczane sprawy od wieków fascynują pisarzy, którzy często wykorzystują swoją ponadprzeciętną wyobraźnię, empatię, a także umiejętność malowania słowami, by stworzyć spójną wizję tamtych wydarzeń i przekazać ją innym. Do takich autorów należy Per Gunnar Evander, bardzo zainteresowany postacią kojarzącą się z niesamowitą podłością oraz zdradą, czyli Judaszem. To właśnie ten najbardziej kontrowersyjny z apostołów jest głównym bohaterem krótkiej powieści zatytułowanej „Zaciśnięte pięści Judasza Iskarioty”. To z jego punktu widzenia zostają ukazane wydarzenia poprzedzające śmierć Jezusa, poznajemy jego (i tylko jego) myśli i emocje – i jeśli uwierzymy szwedzkiemu pisarzowi, w trakcie czytania będziemy coraz bardziej zmieszani, a może nawet zawstydzeni. Bo może Judasz nie powinien wzbudzać aż takiej odrazy, jaką wzbudza? Może jego zdrada wynikała z innych powodów, niż myślimy?...

20.07.2022

„Przetańczyć noc świętojańską” Hannu Salama

Akcja głośnej powieści Hannu Salamy „Przetańczyć noc świętojańską”, uznanej w latach sześćdziesiątych za skandaliczną, rozpoczyna się pewnego czerwcowego wieczoru, kiedy to wszyscy szykują się do zabawy z okazji Juhannusa – Święta Flagi Fińskiej, a zarazem nocy świętojańskiej. Kto żyw, spieszy na hulankę do okolicznego domu kultury. Zarówno gości z miasta, jak i gospodarzy oraz parobków rozpiera żądza, której nie starają się stłumić. Kobiety pozwalają ciągnąć się w krzaki – i w sumie autor częściej opisuje wizyty w tych krzakach, bójki i wymiotowanie niż tytułowe tańce. Jeszcze zanim zaczyna się zabawa, w wyniku nieuwagi przy rozpalaniu ogniska wybucha pożar – a to dopiero preludium do nieszczęścia, do którego dojdzie rano.

10.07.2022

„Kroniki ewakuacji” Margarita Wodecka

Druga przeczytana przeze mnie ukraińska powieść, czyli „Kroniki ewakuacji” Margarity Wodeckiej, okazała się o wiele mniej ciekawa niż „Córeczka” Tamary Dudy, bo ani bohaterowie nie fascynują, ani wydarzenia nie są opisane dogłębnie, ani styl autorki nie zachwyca. Ci bohaterowie to Margosza – narratorka książki – oraz jej rodzina i przyjaciele. Wszyscy są dobrze sytuowani, zaradni, ich problem nie polega na tym, skąd wziąć pieniądze, tylko jak ich nie stracić, skoro z domów mogą zostać skradzione, a banki też nie budzą zaufania. Dopóki krewni Margoszy mieszkali w ZSRR, nie mieli właściwie powodów do narzekań, i dopiero kiedy ich miasto stało się częścią nowo powstałej Ukrainy, poczuli niepokój. A gdy „w związku ze zbrojnym konfliktem na wschodzie państwa”[1] zaczęło im grozić powołanie do udziału w ATO, zrozumieli, że najwyższa pora opuścić tonący okręt. Ktoś przeniósł się do Turcji. Ktoś do Izraela. Ktoś przyjął obywatelstwo rosyjskie. Narratorka uważa, że każdy mądry mieszkaniec Ukrainy siedzi na walizkach i wcześniej czy później stamtąd ucieknie. „Ze swoją mentalnością, aspiracjami i poczuciem godności osobistej za bardzo odbiegamy od panujących tam wyobrażeń o idealnym obywatelu”[2] – podsumowuje.

27.06.2022

„Małż” Marta Dzido

Magda, narratorka „Małża” Marty Dzido, ma dwadzieścia kilka lat i zna trzy języki. Tylko czy to wystarczy do znalezienia pracy? W normalnych czasach na pewno by wystarczyło, jednak akcja powieści dzieje się na początku dwudziestego pierwszego wieku, kiedy to kwitło bezrobocie i zdobycie sensownego zajęcia graniczyło z cudem. W ogłoszeniach proponowano przeważnie prace albo zupełnie nieopłacalne, albo upokarzające, a i o takie ludzie się bili, i takie łatwo było stracić. Magda przegląda oferty, stoi w długich kolejkach, by usłyszeć niezobowiązujące „oddzwonimy”, a w międzyczasie rozmyśla nad sensem kontynuowania związku z Mateuszem i coraz wyraźniej uświadamia sobie, że brakuje jej tego, co w życiu najważniejsze – umiejętności dostosowywania się do otoczenia, przymykania oczu na wszechobecną bylejakość. Tak więc w znalezieniu i utrzymaniu dobrej pracy przeszkadzają jej nie tylko tragiczne warunki panujące we wczesnokapitalistycznej Polsce, ale też cechy charakteru.