Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria Współczesna Proza Światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria Współczesna Proza Światowa. Pokaż wszystkie posty

23.01.2020

„Karen W.” Gerti Tetzner


Tytułowa bohaterka „Karen W.” Gerti Tetzner ma dwadzieścia dziewięć lat. Tworzy na pozór szczęśliwy związek z Petersem, ale coraz częściej ma wrażenie, że marnuje swoje siły i młodość, że się dusi. Chce czegoś, ale nie wie czego... W końcu doznaje olśnienia: powinna opuścić miasto! Nie pożegnawszy się z mężem, wraz z kilkuletnią córeczką Bettiną przyjeżdża na wieś, na której spędzała dzieciństwo i której od dawna nie odwiedzała. Ma gdzie mieszkać, bo po ojcu odziedziczyła dom, potrzebuje tylko pieniędzy na utrzymanie, zatrudnia się więc w spółdzielni produkcyjnej. Wiejskie kobiety traktują ją z dystansem, lecz ona na to nie zważa:  chce zostać na wsi, więc zostanie. Dla odmiany jej  pogodna, śmiała córka zostaje przyjęta bardzo życzliwie i nawiązuje przyjaźnie z dziećmi z sąsiedztwa, a także z weterynarzem wynajmującym parter ich domu. I tak mijają miesiące.

23.04.2018

„Na wieży” Gert Hofmann


Niemieckie małżeństwo z „Na wieży” Gerta Hofmanna podczas zwiedzania Sycylii przypadkowo trafia do Dikaiarchaeii. Turyści rzadko tu przyjeżdżają, bo w miasteczku nie ma ani dostępu do morza, ani żadnych zabytków. Na domiar złego wszystko jest zdewastowane i przerażająco brudne. Młodzi Niemcy już po kilku minutach czują obrzydzenie, ale nie mogą uciec, bo ich samochód z popsutym sprzęgłem stoi w miejscowym warsztacie. Wynajmują więc pokój w hotelu, lecz cóż to jest za pokój! Ciasny, duszny, bez łazienki, z łóżkiem, po którym łażą insekty. 

6.03.2018

Christoph Hein „Obcy przyjaciel”


Nie interesują mnie niepokoje i losy innych ludzi. Mam zbyt wiele zajęcia ze sobą, ze swoją pracą. Mogę zapisywać tabletki i dawać zastrzyki, reszta to już nie sprawa medycyny. Nie jestem spowiednikiem, nie aplikuję pociechy. Dodawanie komuś otuchy uważam za głupie i nieszczere”*.

Poglądy Klaudii, bohaterki „Obcego przyjaciela” Christopha Heina, mogą szokować. Ta czterdziestoletnia lekarka uważa, że zwierzanie się komuś ze swoich zmartwień jest równoznaczne z traktowaniem tego kogoś jak wiadra na śmieci. Nie chce być ani wypytywana o prywatne sprawy, ani wtajemniczana w niczyje problemy. Z takim nastawieniem trudno o przyjaciół, prawda? Cieplejszymi uczuciami obdarza jedynie Henry'ego – starszego pana z sąsiedztwa, który również nie lubi zwierzeń i wścibstwa. Spędzają ze sobą noce, odbywają wycieczki za miasto. Pomiędzy nimi rodzi się dziwna przyjaźń – choć może „przyjaźń” to za duże słowo. Bo kiedy Henry niespodziewanie umiera, Klaudia nie żegna go ani jedną łzą. Nie wie nawet, czy warto iść na pogrzeb...

16.07.2015

Z Belgradem w tle, czyli „Ci dwaj mężczyźni” Selenicia

Podstarzały, wykształcony Vladan pochodzi z bogatej rodziny serbskich patriotów. Ale po drugiej wojnie światowej władze ograbiły go ze spuścizny po przodkach i mógł mieszkać tylko w niewielkiej części ogromnego domu. Pozostałe pokoje zajmowali przymusowi lokatorzy. Niszczyli oni posiadłość, a Vladana wyśmiewali i uważali za relikt przeszłości, za żywy dowód ich zwycięstwa nad wrogami klasowymi. Jakby tych nieszczęść było mało, Vladan zapałał namiętną miłością do niepełnoletniego Albańczyka. Oferował mu dach nad głową, wyżywienie, naukę...

9.06.2015

„Ból” Radij Pogodin


Żołnierze wynieśli z wojny ból duszy, ból kości, a niektórzy, jak Waśka, ból porażonego kontuzją mózgu* – tak o bohaterze swojej powieści, rozgrywającej się w Leningradzie w roku 1946 i zatytułowanej „Ból”, napisał Radij Pogodin. Waśka Jegorow istotnie zachowywał się tak, jakby z jego głową nie wszystko było w porządku: miewał halucynacje, wpadał w dziwne stany, podczas których nie dostrzegał, co się wokół niego dzieje, ciągle przypominał sobie krwawe sceny z okresu wojny, nadużywał alkoholu. Na domiar złego się jąkał. W tej trudnej sytuacji nikt nie mógł wesprzeć go na duchu, gdyż wszystkie bliskie mu osoby zginęły albo na froncie, albo podczas blokady Leningradu. Samotnie musiał walczyć z demonami przeszłości – i to jest właśnie głównym tematem powieści. 

7.05.2015

„Piętaszek, czyli otchłanie Pacyfiku” Michel Tournier



W książce pt. „Piętaszek, czyli otchłanie Pacyfiku” spotkamy tych samych bohaterów, których wymyślił Daniel Defoe, a więc Robinsona Crusoe, Piętaszka i psa. Spędzili oni wiele, wiele lat na bezludnej wyspie. Ale Michel Tournier nie „ściągnął” wszystkiego od Defoe, bo niektóre elementy historii pokrywają się, a inne nie. Inne są powody uratowania Piętaszka, inne relacje pomiędzy mężczyznami, inny stan ich posiadania, inny czas akcji (Robinson Tourniera urodził się w roku 1737, zaś Defoe w roku 1632) i wreszcie zupełnie inne zakończenia. Poza tym powieść Tourniera liczy niewiele stron, akcja gna bardzo szybko. Po kilkustronowym wstępie, w którym została opisana katastrofa statku, Robinson już tkwi na swojej wyspie. I niewiele dowiadujemy się o jego przeszłości, autor koncentruje się na opisach teraźniejszości oraz analizowaniu uczuć Robinsona.

Jaki był Piętaszek w wersji Tourniera? Cóż, robił różne dziwne rzeczy. Wyrywał z ziemi drzewa i sadził je koroną do dołu, a korzeniami do góry. Chciał oswajać szczury, które były prawdziwą plagą wyspy. Z poświęceniem karmił sępy: kładł na słońcu wnętrzności kozła, a gdy „na powierzchni na pół płynnego ścierwa zaroiły się miliardy białych larw”[1], wkładał to zepsute mięso do swoich ust, przeżuwał, po czym wpychał do gardła ptaka. Wobec innych zwierząt Piętaszek potrafił zachowywać się okrutnie: w książce znajduje się poruszająca scena torturowania żółwia. Odznaczał się też niefrasobliwością i nieodpowiedzialnością, toteż Robinson niewiele miał z niego pożytku. 

A jaki był Robinson? Pierwsza jego cecha to ogromna skłonność do filozofowania. Pisząc dziennik, ten niewykształcony syn sklepikarza wznosił się na istne wyżyny umysłowe i snuł pełne rozmachu, głębokie refleksje. Trudno zrozumieć, skąd wziął się jego niezwykły rozwój umysłowy, bo przecież Robinson oprócz Biblii nie posiadał żadnych książek, dzięki którym mógłby poszerzać swoją wiedzę i słownictwo. Druga dziwna cecha Robinsona polegała na tym, że swoje skłonności erotyczne kierował ku... wyspie. Uważał, że wyspa jest jego kochanką i że w wyniku ich miłości wyrastają rośliny o nazwie mandragora. Co jakiś czas z jękiem wkładał swoją męskość w piasek lub w pień drzewa – aż dziwne, że nie nabawił się jakiegoś zakażenia. Bardziej zrozumiałe byłoby, gdyby skazany na samotność bohater kierował swój popęd ku zwierzętom, ale Tournier koniecznie chciał być oryginalny, wymyślił więc drzewo. Hm. 

29.01.2015

Jurij Trifonow „Zamiana”



Starzy ludzie, zanim umrą, często długo chorują, zakłócając bieg życia swoich dzieci, które muszą zorganizować opiekę, zwalniać się z pracy, dawać pieniądze. Często dzieci udają czułość, ale w głębi duszy są złe, zmęczone i zastanawiają się, jak skorzystać na śmierci rodzica. W takiej właśnie sytuacji znalazła się rodzina Ksenii Fiodorowny. Ksenia Fiodorowna była dobrą kobietą, dbającą o dom i ciepło rodzinne, ale teraz, kiedy zachorowała, tylko córka Lora troszczy się o nią. Syn Dmitriew wprawdzie kocha matkę, ale znajduje się pod ogromnym wpływem żony Leny, a Lena myśli tylko o korzyściach materialnych. Nigdy nie chciała mieszkać razem z teściową, ale teraz postanowiła, że pokój teściowej i ich pokój w komunałce zamienią na dwupokojowe mieszkanie. Pomęczą się trochę ze starowinką, która przecież z nowotworem długo nie pożyje – i mieszkanie zostanie dla nich. I Lena nakazała mężowi, by natychmiast załatwiał formalności związane z zamianą...

27.09.2014

„Fakultet snów” Georges Olivier Chateaureynaud


Po powieść tę sięgnęłam przypadkowo, po prostu zainteresował mnie tytuł. „Fakultet snów” – brzmi to ładnie i tajemniczo. Okazało się, że jest to historia o trzech panach, których można określić wspólnymi nazwami: dziwacy, nieudacznicy, marzyciele. Wszyscy przeżyli smutne dzieciństwo, nie zaznali czułości ani troski ze strony rodziców. Nie mają żon ani nikogo, kto by o nich dbał. Bujają w obłokach, czasami myślą o samobójstwie. Każdy z nich z innych powodów odwiedza miejsce nazwane przez Chateaureynauda „fakultetem snów”.

Hugo ma ambicje literackie i pracuje w bibliotece. W pracy zachowuje się nie całkiem uczciwie – z jego winy pewna czytelniczka została niesłusznie oskarżona o przetrzymywanie książki. Do tej pory Hugo mieszkał z dwoma chow-chow w wielkim domu z ogrodem, ale został wywłaszczony. Czeka go przeprowadzka do klitki w bloku. Jest zrozpaczony, nie wyobraża sobie życia w betonowej dżungli. I jak zmieści w blokowej klitce dwa wielkie psy i tysiące książek?...

Manoir wychował się w sierocińcu. Obecnie pracuje jako urzędnik w ministerstwie. Nie czuje się bezpiecznie i spokojnie, gdyż męczą go dziwne, obrzydliwe sny. Wieczorami wymyka się więc ze swojego mieszkania i błąka po paryskich uliczkach albo odwiedza kina.  

A trzeci bohater, Quentin, ma wielkie problemy finansowe. Ciągle traci pracę, a kiedy już zostaje zatrudniony jako robotnik przy montażu ciężarówek, nie potrafi utrzymać się z niewielkiej pensji. Głoduje, marznie. Z lękiem, a zarazem fascynacją obserwuje życie kloszardów, bo wie, że tylko krok dzieli go od bezdomności. 

Tacy są właśnie główni bohaterowie „Fakultetu snów”. Kto nie lubi czytać o marzycielach i samotnikach, lepiej niech nie sięga po tę powieść, gdyż się zanudzi. Akcja toczy się bardzo wolno, francuski autor skupia się na przedstawieniu psychiki postaci, pokazaniu ich inności i fobii. Wiele miejsca zajmują opisy opuszczonych budów i miejsc przeznaczonych do rozbiórki.

Chateaureynaud użył bogatego słownictwa, stworzył długie, kunsztowne opisy miejsc i stanów duchowych. W zdumiewający sposób pokazał, jak ciężko jest żyć osobom wyizolowanym i zamkniętym w sobie. Powieść niewątpliwie ma wiele wartości, jedyna zaś jej wada polega na tym, że właściwie nie wywołuje emocji. Czytałam ją z podziwem dla umiejętności autora i z obojętnością na los bohaterów, choć zazwyczaj ten typ ludzi budzi we mnie wielkie współczucie. 

Moja ocena: 5/6.

---
Georges Olivier Chateaureynaud, „Fakultet snów” („La Faculté des Songes”), tł. Krystyna Arustowicz, PIW, 1987.

13.08.2014

„Pożegnanie z Matiorą” Walentij Rasputin


Po tę książkę sięgnęłam dzięki intrygującej recenzji Ambrose. I nie zawiodłam się. :-)

Tematem „Pożegnania z Matiorą” Walentija Rasputina jest przesiedlanie ludzi w związku z rozwojem zakładów przemysłowych. Mieszkańcy przepięknej, istniejącej od trzystu lat wsi Matiory położonej na wyspie o tej samej nazwie muszą się do jesieni wyprowadzić. Otrzymali mieszkania w domkach zbudowanych na wzór miejski, ale, szczególnie ci starsi, nie cieszą się z tego, gdyż przywykli do przestrzeni, do pieców, do łaźni, do bliskości rzeki Angary. Poza tym przewidują, że życie w mieście będzie droższe niż na wsi, gdzie każdy miał swoje krowy, kury, ziemniaki i warzywa.

27.03.2014

„Pomocnik” Bernard Malamud


Bernard Malamud to jeden z najbardziej znanych pisarzy amerykańskich, uhonorowany nagrodą Pulitzera za „Fachmana”, niesamowitą powieść o prześladowaniu Żydów w Rosji. „Pomocnik” również porusza tematykę żydowską, ale jest mniej przygnębiający. 

Akcja toczy się na początku lat pięćdziesiątych na Brooklynie, gdzie rodzina Boberów prowadzi sklepik kolonialny. W tym właśnie ponurym, ciągle pustym, przypominającym grób sklepie rozgrywa się wiele scen książki. Morris Bober wiele lat temu, obawiając się pogromów, uciekł z Rosji. Liczył na lepsze, bezpieczniejsze życie w Ameryce, jednak rozczarował się, gdyż pomimo heroicznych wysiłków jego rodzina nadal klepie biedę. Sklepik kolonialny, który kupili, nie przynosi zysków. On i jego żona mocno chorują, córka Helena musi przerwać studia i podjąć pracę. Powinni właściwie sprzedać sklep i wyprowadzić się, ale nie potrafią, gdyż Morris boi się zmian. Zresztą nikt nie chce dać im godziwej ceny. I kiedy już Morrisowi wydaje się, że sięgnął dna, pojawia się Frank Alpine, czyli tytułowy pomocnik. Proponuje, że w zamian za kąt do spania i wyżywienie pomoże mu w pracy. 

10.10.2012

„Uciekaj, króliku” John Updike



„Poczułem nagle, że staram się utrzymać na siłę cały ten bałagan, który ona robi... miałem takie uczucie, że jestem oblepiony połamanymi, pustymi szklankami... miałem po dziurki od nosa telewizji, spóźnionych kolacji i tak dalej, i że z tego nie ma wyjścia. Aż nagle strzeliło mi do głowy, że wyjście jest, i to łatwe, po prostu wziąć i wyjść z domu, i niech wszystko diabli wezmą”[1].
Pewnego dnia Harry Angstrom, zwany Królikiem, pod wpływem impulsu porzucił syna Nelsona i żonę Janice. Miał dosyć nieudanego życia z kobietą, która spędzała czas na oglądaniu telewizji, paleniu papierosów, piciu alkoholu i nie umiała nawet gotować (parówki w jej wykonaniu były zawsze popękane i skręcone). Wsiadł do samochodu i pojechał w stronę Zachodniej Wirginii.

I nawet rozumiem, dlaczego doszło do ucieczki. Oczekiwałam jednak, że Królik szybko się opamięta i wróci do domu, że nie zostawi dwuletniego dziecka z ciężarną, nieudolną, skłonną do załamań Janice. Wielu z nas żyje w podobnie złych warunkach albo nawet gorszych, biegając pomiędzy pokojem dziecięcym a kuchnią, sklepem a marudnym małżonkiem, a jednak nie porzucamy rodziny, bo zadajemy sobie pytanie: „Co będzie z moimi dziećmi i z moim domem, kiedy odejdę? Czy warto?” - i dochodzimy do wniosku, że jednak nie warto, że lepiej dla dobra dzieci się pomęczyć. Bohater powieści o tym nie pomyślał. 

Królik ożenił się w wieku 24 lat, a przedtem odnosił wielkie sukcesy jako sportowiec. „Grałem pierwszorzędnie w koszykówkę. Naprawdę pierwszorzędnie. A jeżeli człowiekowi coś się udaje pierwszorzędnie, wszystko jedno co, to już nie ma serca do tego, co wychodzi gorzej. A to, co miałem z Janice, mój Boże, takie to małe było, takie liche”[2] - mówi o sobie.

Janice nie jest ani dobrą żoną, ani dobrą matką. Nie umie podołać codziennym obowiązkom, potrafi uderzyć synka po twarzy, a będąc w ciąży, pije alkohol. Nie lubi własnej matki, uważa ją za osobę nieprzyjazną i groźną. Dziadkowie wiedzą o tym, że młoda matka pije, a jednak nie starają się jej pomóc, nie boją się też o bezpieczeństwo malutkich wnucząt.

Updike przedstawił przygody uciekającego Królika, ale też pokazał, jak jego odejście wpłynęło na osoby, które zostały porzucone. Bo podczas gdy mężczyzna przeżywał erotyczne uniesienia i cieszył się życiem, jego żonie i dzieciom działo się gorzej, o wiele gorzej.

Tak sobie czytałam i czytałam książkę Updike'a, zżymając się na nieodpowiedzialnych, niesympatycznych bohaterów, i nagle, około 250 strony, zaczęłam się bać. Następuje zwrot akcji, robi się bardzo strasznie...

„Uciekaj, króliku” nie jest powieścią przyjemną. Chyba nigdy nie będę miała ochoty do niej wrócić. Ale uważam, że została napisana po mistrzowsku i przekazuje wiele prawd o ludzkiej naturze.

Moja ocena: 5/6.

---
[1] Updike John, „Uciekaj, Króliku”, przeł. Demkowska-Bohdziewicz Ariadna, PIW, 1988, str. 107.
[2] Tamże, str. 108.

29.01.2012

„Morze, morze” Iris Murdoch

Książka ma formę pamiętnika pisanego przez pewnego emeryta, który spełnił swoje marzenie i zamieszkał w domku nad morzem. Nie jest mu jednak dane cieszyć się spokojem, bo oto... spotyka swoją pierwszą miłość. Hartley ma już ponad sześćdziesiąt lat, obwisłą skórę i figurę nie taką jak kiedyś, lecz cóż z tego! Uczucie Charlesa wciąż jest bardzo żywe. Emeryt nabiera przekonania, że tym razem nie powtórzy błędów młodości i nie pozwoli, by ukochana mu się wymknęła.

I już koniec siedzenia w fotelu; pchany potężną siłą Charles będzie biegał po skałach jak młodzik, będzie też obmyślał sposoby zdobycia i „uratowania” Hartley, gdyż wydaje mu się, że jej mąż jest człowiekiem agresywnym, silnym i despotycznym. I Charles przygotowuje bardzo sprytny, niecodzienny plan. W małym domku nad morzem zaczną dziać się rzeczy dziwne, straszne i nie zawsze zgodne z prawem...