Któż z nas jako nastolatek nie marzył, by wymieniać się listami z osobą mieszkającą w innym kraju i nieznającą nas osobiście? Taką właśnie korespondencję prowadzili szesnastolatkowie Katherine Lind i Robin Fennel. Dziewczyna została nawet zaproszona na wakacje do rodziny chłopaka. Po sześciu latach, akurat w trakcie drugiej wojny światowej, ponownie przyjechała do Anglii, tym razem bez zaproszenia, apatyczna i zagubiona. Minęło kilkanaście miesięcy, nim postanowiła przypomnieć Fennelom o sobie. W pewną styczniową sobotę dostała list od Robina. Ten właśnie dzień, przerywający monotonię jej życia, oraz pamiętne wakacje zostały szczegółowo opisane przez Philipa Larkina w pięknej powieści pt. „Zimowe królestwo”.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najwyżej ocenione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najwyżej ocenione. Pokaż wszystkie posty
5.07.2017
3.03.2017
„Wełna” Lars Gustafsson
Lars Herdin jest samotny i zrezygnowany. Już jako dziecko postanowił, że kiedyś popełni samobójstwo. Nie miał ku temu żadnych szczególnych powodów, po prostu czuł nieznośną pustkę i nie potrafił nawiązać z nikim serdecznych więzi. Teraz, mając trzydzieści cztery lata, nadal uważa, że to rozsądna decyzja. Wyznaczył nawet konkretną datę i obmyślił sposób: zatrucie spalinami w garażu sąsiada.
30.06.2016
Vilhelm Moberg „Twoja chwila na ziemi”
Powieść pt. „Twoja chwila na ziemi” opowiada o życiu Alberta Carlssona. Od kilku dziesięcioleci przebywa on w Kalifornii, ale, jak mówi, „jedynie w sensie cielesnym, a żyję w tym miejscu na ziemi, gdzie się urodziłem”[1]. Bez końca wspomina Smalandię. Mieszkał na wsi w jednej izbie z ojcem, matką, trzema siostrami i starszym bratem Sigurtem. Rodzice zmuszali go do ciężkiej pracy w polu i biciem karali za nieposłuszeństwo, ale nie narzekał. Pewnego razu stało się coś strasznego: zmarł jego brat...
Vilhelm Moberg poruszył takie tematy jak smutny los tułacza, życie na szwedzkiej wsi na początku dwudziestego wieku, samotność, utrata wiary, pierwsza miłość, bunt przeciwko rodzicom, żałoba. Jeszcze w żadnej książce nie spotkałam się z tak poruszającym opisem rozpaczy po śmierci brata. Autor pokazał, jak burzliwe uczucia towarzyszą żałobie. Albert z dnia na dzień się zmienił. Przestał być posłusznym synem. Tak znienawidził rodziców, których obwiniał o tragedię, że wyjechał na drugi koniec świata. Tym samym skazał się na samotność, bo, jak mówi Moberg, nieprawdą jest, że ten, kto zamieszkał za granicą, ma dwie ojczyzny. On nie ma żadnej. Nigdzie nie czuje się dobrze, nigdzie nie uważają go za swego.
1.05.2016
„Mój cień” Christine Falkenland, czyli książka, którą czytałam z fascynacją, a zarazem przerażeniem
„Mój cień” Christine Falkenland przeczytałam dwa miesiące temu, ale zwlekałam z napisaniem recenzji. Nie dlatego, że książka mnie znudziła. Wprost przeciwnie: wstrząsnęła mną mocno i potrzebowałam czasu, by zebrać myśli. Opisana historia wydała mi się bardzo wiarygodna i przerażająca. Autorka poruszyła wiele trudnych tematów, pokazała m.in., jak może zachowywać się kobieta niespełniona i zazdroszcząca innym oraz jak pod wpływem niepełnosprawności zmienia się charakter człowieka.
Na początku można Racheli współczuć. Miała wypadek, okulała. Chora noga codziennie ją bolała. Ale nie to było najgorsze. Najbardziej drażniły ją przymusowa bezczynność oraz odrzucenie. Czuła się tak, jakby pomiędzy nią a innymi ludźmi wyrósł mur. Już nie brała udziału w życiu, a tylko je obserwowała. Mężczyźni omijali ją wzrokiem, tak jakby nie istniała. Kiedy w końcu jeden z nich – wdowiec Georg – zaproponował jej małżeństwo, szybko się zgodziła. Gdyby wiedziała, co ją czeka!...
25.01.2016
„Niebłahe igraszki” Hjalmar Söderberg
„Niebłahe igraszki” to przepiękna, pasjonująca powieść, której głównym wątkiem jest burzliwa miłość pomiędzy Arvidem i Lydią. Zakochali się oni w sobie, gdy byli jeszcze bardzo młodzi, ale ponieważ Arvid ociągał się z oświadczynami, niecierpliwa Lydia wyszła za innego. Z czasem i Arvid wstąpił w związek małżeński, ale nie umiał pokochać żony, coraz bardziej tęsknił za Lydią. I oto po latach spotkał Lydię ponownie. Tym razem szybko się porozumieli i zostali kochankami.
21.12.2015
„Młodość Martina Bircka” Hjalmar Söderberg
Martin Birck pochodzi z ubogiej rodziny z klasy średniej. Marzy mu się kariera literacka, poza tym pragnie namiętnie kochać i robić to, co naprawdę go interesuje. Ale nic z tego, bo musi przesiadywać w urzędzie, zajmować się rachunkami i wysłuchiwać nudnych rozmów. Walczy z uczuciem rozczarowania, pociesza się myślą, że jego jałowe życie kiedyś stanie się wartościowe, i tak mijają lata...
W „Młodości Martina Bircka” Hjalmar Söderberg portretuje człowieka, który nie umie pogodzić się z prozą życia, chciałby czegoś więcej, ale nie ma środków finansowych ani odwagi, by cokolwiek zmienić. Stara się więc dopasować do otoczenia, ukrywa swoją prawdziwą naturę. Jest wrażliwy i zacny, ale też tchórzliwy i niezdecydowany. Nie mówi matce, że stał się ateistą, bo nie chce jej zasmucać. Uważa, że nie stać go na utrzymanie rodziny, toteż nie proponuje swojej przyjaciółce małżeństwa. Ukrywa też swoje wiersze, bojąc się wyszydzenia – wszak w oczach ludzi początkujący poeta to śmieszny, godny pogardy dziwak.
12.02.2015
James Michener „Powieść”
„Powieść” Jamesa Michenera czytałam przez trzy tygodnie. To długo, bardzo długo. Ktoś mógłby zapytać: taka ta książka nudna? O nie! Nie jest nudna, wprost przeciwnie, cudna i tak pasjonująca, że chciałam jak najdłużej sycić się jej klimatem i obcować z bohaterami, bo bohaterowie to osoby, dla których literatura jest sensem życia. To pisarze, redaktorzy, profesorowie, czytelniczka. Wszyscy oni przepełnieni są miłością do książek i z pasją albo tworzą, albo czytają, albo organizują spotkania autorskie. Powieść o takiej tematyce idealnie trafia w mój gust i sprawia, że mam chęć czytać jeszcze więcej.
11.10.2014
„Wielkie przygody małego ancykrysta” Józef Morton
Wspaniała! Od dawna nie zdarzyło mi się trafić na tak zabawną, pełną życia książkę. I pomyśleć, że napisał ją Józef Morton – ten sam, którego po przeczytaniu „Spowiedzi” uznałam za ponuraka. „Wielkie przygody małego ancykrysta” są powieścią o wiele lepszą, barwniejszą, z szybko mknącą akcją, ciekawym bohaterem i wspaniale odtworzonym klimatem przedwojennej wsi.
Główny bohater nazywa się Maniek, ma prawie czternaście lat i mnóstwo wrogów. Wciąż wymyka się z domu lub szkoły i psoci. Bez litości dokucza sąsiadom, a pewnego razu wchodzi w konflikt z największymi osobistościami wsi – księdzem i nauczycielem. Obawiając się zemsty, opuszcza ojcowski dom i wędruje po okolicy, przeżywając wiele najrozmaitszych, nie zawsze bezpiecznych przygód.
4.09.2014
Michael Schofield „Pomóc Jani”
„Pomóc Jani” to historia prawdziwa, napisana przez ojca dziewczynki, u której zdiagnozowano schizofrenię. Michael i Susan mieszkali sobie szczęśliwie w Los Angeles. Ich śliczna córeczka miała bardzo wysoki iloraz inteligencji. Nie niepokoili się zachowaniem Jani, pomimo że nie lubiła ona towarzystwa rówieśników, wściekała się, gdy ktoś nie chciał wierzyć w jej fantazje, i źle reagowała na wszelkie zmiany. Ojciec uważał, że tak genialna istota jak jego córka może pozwolić sobie kilka dziwactw. Jednak kiedy dziewczynka z niezwykłą furią zaczęła atakować nowo narodzonego braciszka, rodzice nie mogli już dłużej się oszukiwać. Zrozumieli, że Jani jest niebezpieczna dla siebie i otoczenia. Rozpoczęła się wędrówka po gabinetach lekarskich i szpitalach...
5.06.2014
„Wilcze dziecko. Niezwykła historia Liesabeth Otto urodzonej w Prusach Wschodnich” Ingeborg Jacobs
„Wilcze dziecko” to jedna z najlepszych książek z literatury faktu, z jakimi zetknęłam się kiedykolwiek. Większa część akcji toczy się w ZSRR, ale bohaterka nie jest Rosjanką, tylko Niemką. Nazywa się Liesabeth Otto. Miała zaledwie kilka lat, gdy straciła kontakt z rodziną i całkiem sama znalazła się na terenach zajętych przez Armię Czerwoną. W czasach wojennych i powojennych każdy Niemiec, nawet tak malutki jak ona, uważany był za faszystę, a pomaganie faszystom było surowo zabronione. Kilkuletnia Niemka musiała więc radzić sobie sama. Zaczęła żyć tak jak tysiące bezprizornych, czyli osieroconych dzieci pozbawionych jakiejkolwiek opieki, błąkających się po wsiach, miastach i lasach ZSRR. Dzieci te nie chodziły do szkoły, spały byle gdzie, żebrały, kradły, prawie nigdy się nie myły. Często wyrastały na przestępców. Doświadczały niewyobrażalnej nędzy, były ofiarami gwałtów i chuligańskich wybryków.
Co się stało z Liesabeth, gdy dorosła? Cóż. Nie miała zameldowania ani pracy, więc władze radzieckie ukarały ją za włóczęgostwo zesłaniem do obozu. Nikt nie postarał się o to, by Niemka mogła wrócić do swojego kraju, a i ona wraz z upływem lat coraz bardziej bała się nieznanej ojczyzny. Przebywała w różnych łagrach, a potem jeździła po różnych miastach, szukając pracy. Prawie nigdzie nie mieszkała dłużej niż rok. Na kartach książki pojawiają się wspomnienia z jej pobytu na Litwie, w Nazarowie, w Kaliningradzie i wielu, wielu innych miejscach.
2.02.2014
„Amy Foster” Joseph Conrad
Tak sobie myślę, że Conrad miałby o wiele więcej czytelników, gdyby pierwszymi jego utworami, z jakimi się stykamy, nie były trudne „Jądro ciemności” i „Lord Jim”, lecz coś prostszego i krótszego, np. „Amy Foster”. Nowela ta spodobałaby się chyba każdemu. Jest w niej pasjonująca akcja, potężna miłość, plastyczne opisy przyrody, złowieszczy klimat, kobieta, której zachowania nie można jednoznacznie ocenić, i mężczyzna z tragiczną przeszłością.
Narrator „Amy Foster” odwiedza swojego przyjaciela, który prowadzi praktykę lekarską w nadmorskiej miejscowości. Towarzyszy mu podczas jazdy do pacjentów. Jedna z osób, które spotykają po drodze, to młoda, nieładna kobieta o bezmyślnym spojrzeniu – Amy Foster. Doktor wspomina, że leczył jej męża, po czym opowiada niesamowitą historię związaną z nią i z rozbitkiem, którego kilka lat temu morze wyrzuciło na brzeg. Rozbitek nie znał języka angielskiego, był brudny i przerażony. Nie spotkał się z miłym przyjęciem: zuchwałe angielskie dzieci rzucały w niego kamieniami, a dorośli uważali go za niebezpiecznego dzikusa, który może zrobić im krzywdę. Zginąłby, gdyby nie Amy Foster. Ona jednak domyśliła się, że przybysz nie ma złych zamiarów i że jest bliski śmierci z głodu, zimna i wycieńczenia. Dzięki niej otrzymał pożywienie oraz schronienie.
25.06.2013
„Eugenia Grandet” Honoriusz Balzac
Eugenia Grandet nie miała łatwego życia. Była córką największego bogacza w okolicy, ale odżywiała się gorzej niż dzieci dzierżawców. Nie miała wygodnych butów ani ciepłych ubrań. Zimą marzła w nieogrzewanym domu i ciągle musiała łatać ojcowską bieliznę. Biedactwo nie buntowało się... do czasu.
Pewnego dnia do ich domu przybył kuzyn Karol z Paryża, wychowany zupełnie inaczej niż Eugenia: rozpieszczano go, przyzwyczajano do zbytku. Eugenia zakochała się w nim i z potulnej, zahukanej istotki zaczęła zmieniać się w kobietę odważną, upartą, zdolną nawet do tego, by przeciwstawić się ojcu. Wiele ryzykowała, bo na początku dziewiętnastego wieku nieposłuszne dziewczęta mogły zostać wydziedziczone i odesłane do klasztoru. A jednak Eugenia nie zlękła się, dla miłości gotowa była podjąć ogromne ryzyko.
15.03.2013
Stanisław Dygat „Jezioro Bodeńskie”
„Jezioro Bodeńskie” to powieść, która wymaga skupienia, nie nadaje się do czytania w autobusie czy też w poczekalni u lekarza. Niewiele w niej akcji, dużo miejsca zajmują rozmyślania narratora, a narrator nie budzi sympatii. To leniuch, który jeszcze przed wybuchem wojny przez większość czasu leżał w łóżku i snuł górnolotne myśli o życiu. Nawet kiedy składał wizyty podobającej mu się Ludce Natolskiej, spoczywał na kanapie w jej domu. Ludka karciła go: „Kiedy nauczysz się dobrych manier? Ledwie przyjdziesz, chwytasz gazetę i w ogóle rozpierasz się w fotelu”[115]. Uwagi nie pomagały, młody inteligent nadal zachowywał się nieelegancko. „Położyłem się na jej tapczanie i wziąłem gazetę”[131] – wyznaje. Nic dziwnego, że dziewczyna go porzuciła.
W czasie drugiej wojny światowej narrator wraz z mnóstwem innych „narodowościowych bękartów”[17] znalazł się w obozie w Konstanty w zachodniej części Niemiec. Młodemu Polakowi dokuczały tęsknota i nuda. Czas spędzał na czekaniu na listy z Warszawy, chodzeniu z książką pod pachą i prowadzeniu leniwych rozmów z Janką, Suzanne oraz Renée Bleist. Czytał „Kordiana” i uświadamiał sobie, że niewiele wie o Polsce. Wstydził się tego, że nie walczy z Niemcami tak jak inni: „Kiedy w czasie nalotu słyszę odgłosy wojny tak blisko, to nie wiem, co ze sobą zrobić ze wstydu i chęci, żeby się stąd wydostać i znaleźć tam, gdzie dziś jest moje miejsce”[210]. Uważał, że niewola, w jakiej się znalazł, jest niemęska, że Niemcy lekceważą internowanych; wyrazem tego lekceważenia jest zostawianie na noc tylko jednego strażnika. Więzień nie wiedział, że ucieczka z obozu do Szwajcarii była prawie niemożliwa: przeszkodę tworzyło Jezioro Bodeńskie. Śmiałek musiałby przepłynąć 10 km wpław i ominąć niemieckie motorówki, które krążyły po jeziorze, wyłapując zbiegów.
Narrator wiele razy postanawiał zdobyć się na jakiś bohaterski czyn i w ostatniej chwili rezygnował. Bał się, poza tym uważał, że nie został przeznaczony na bohatera i męczennika: „Czy ja od tego, żeby narodom przewodzić? Ja będę gdzieś tam przewodził, a tymczasem w moim gmachu szkolnym listy będą czekać na mnie”[234].
„Jezioro Bodeńskie” Dygata napisane zostało pięknym językiem. Dużo w niej metafor. W dialogach występuje wiele słów niemieckich i francuskich. Zdanie „A tymczasem wybuchła wojna i dostałem się do niewoli” powtarza się w powieści kilka razy. Książka kierowana jest raczej do ambitniejszych czytelników, bo miłośnicy czytadeł zmęczą się nią po kilkunastu albo nawet po kilku stronach.
---
Stanisław Dygat, „Jezioro Bodeńskie”, Świat Książki, 2008. Liczby w nawiasach to oczywiście numery stron.
11.02.2013
„Lourdes” Emil Zola
Z Paryża do Lourdes jedzie pociąg. Wiezie sparaliżowanych, chorych na raka, na gruźlicę. Wszyscy ci nieszczęśnicy są już znużeni swoim cierpieniem i nieskutecznym leczeniem, mają jednak zbyt wiele energii na to, by spokojnie czekać na śmierć. Ostatnią szansą na ratunek wydaje im się pielgrzymka do Lourdes, miejsca słynącego z cudownych uzdrowień.
Wśród podróżnych znajduje się Piotr Froment, ksiądz, który w Boga i w cuda nie wierzy. Towarzyszy on pięknej Marii, która siedem lat temu straciła władzę w nogach i spędza czas w drewnianej skrzyni podobnej do trumny. Piotr kocha Marię od dziecka, czule się nią opiekuje i nie chcąc sprawić jej przykrości, nie mówi o swoim sceptycznym nastawieniu do pielgrzymki. Widzi, że dla osób takich jak Maria wiara jest jedynym pocieszeniem.
2.01.2013
„Muzeum ciszy” Ogawa Yoko
„Muzeum ciszy” to powieść dosyć nietypowa jak na serię z miotłą, gdyż jej narratorem jest mężczyzna. Liczy on sobie około 30 lat i zajmuje się zakładaniem muzeów. W chwili, gdy zaczyna się akcja książki, narrator przyjeżdża do małego japońskiego miasteczka i otrzymuje nową posadę. Pracodawczyni, nazywana przez niego „staruchą”, to ekscentryczna właścicielka dużej posiadłości i zrujnowanego pałacu. Przez całe życie zbierała ona różnorakie pamiątki po zmarłych osobach i teraz chce otworzyć muzeum. Nie zależy jej na tym, by do muzeum przybywały tłumy odwiedzających, kieruje nią pasja, chęć ocalenia przedmiotów.
10.12.2012
Susan Hill „Ptak nocy”
Książkę tę przeczytałam już dawno, ale że na dysku mam kilka zdań na jej temat, postanowiłam sklecić krótką notatkę. Zacznę od tego, że lubię Susan Hill, ale nie jako autorkę kryminałów, wolę jej stare utwory takie jak Albatros, Wiosną owego roku, Jestem królem zamku oraz Dziwne spotkanie. Ptak nocy też bardzo mi się podobał.
W książce tej angielska autorka opowiada o przyjaźni, jaka łączyła dwóch mężczyzn o bardzo różnych charakterach: Harvey to człowiek praktyczny, zdolny do wielkich poświęceń, natomiast Francis był wrażliwym, niezaradnym, skłonnym do załamań poetą. Harvey zaczął pełnić rolę bariery między nim a wścibstwem i natręctwem ludzi z zewnątrz*, czuwał nad tym, by przyjaciel nie dostał się do szpitala psychiatrycznego, pozwalał też, by podczas ataków obłędu Francis wyładowywał na nim swoje humory. O dziwo, Harvey i Francis nie od razu przypadli sobie do gustu. Poznali się w bibliotece, ale przyjaźń ich narodziła się dopiero po pewnym czasie, kiedy to udali się na nocny spacer po obsypanym śniegiem parku.
10.10.2012
„Uciekaj, króliku” John Updike
„Poczułem nagle, że staram się utrzymać na siłę cały ten bałagan, który ona robi... miałem takie uczucie, że jestem oblepiony połamanymi, pustymi szklankami... miałem po dziurki od nosa telewizji, spóźnionych kolacji i tak dalej, i że z tego nie ma wyjścia. Aż nagle strzeliło mi do głowy, że wyjście jest, i to łatwe, po prostu wziąć i wyjść z domu, i niech wszystko diabli wezmą”[1].
Pewnego dnia Harry Angstrom, zwany Królikiem, pod wpływem impulsu porzucił syna Nelsona i żonę Janice. Miał dosyć nieudanego życia z kobietą, która spędzała czas na oglądaniu telewizji, paleniu papierosów, piciu alkoholu i nie umiała nawet gotować (parówki w jej wykonaniu były zawsze popękane i skręcone). Wsiadł do samochodu i pojechał w stronę Zachodniej Wirginii.
I nawet rozumiem, dlaczego doszło do ucieczki. Oczekiwałam jednak, że Królik szybko się opamięta i wróci do domu, że nie zostawi dwuletniego dziecka z ciężarną, nieudolną, skłonną do załamań Janice. Wielu z nas żyje w podobnie złych warunkach albo nawet gorszych, biegając pomiędzy pokojem dziecięcym a kuchnią, sklepem a marudnym małżonkiem, a jednak nie porzucamy rodziny, bo zadajemy sobie pytanie: „Co będzie z moimi dziećmi i z moim domem, kiedy odejdę? Czy warto?” - i dochodzimy do wniosku, że jednak nie warto, że lepiej dla dobra dzieci się pomęczyć. Bohater powieści o tym nie pomyślał.
Królik ożenił się w wieku 24 lat, a przedtem odnosił wielkie sukcesy jako sportowiec. „Grałem pierwszorzędnie w koszykówkę. Naprawdę pierwszorzędnie. A jeżeli człowiekowi coś się udaje pierwszorzędnie, wszystko jedno co, to już nie ma serca do tego, co wychodzi gorzej. A to, co miałem z Janice, mój Boże, takie to małe było, takie liche”[2] - mówi o sobie.
Janice nie jest ani dobrą żoną, ani dobrą matką. Nie umie podołać codziennym obowiązkom, potrafi uderzyć synka po twarzy, a będąc w ciąży, pije alkohol. Nie lubi własnej matki, uważa ją za osobę nieprzyjazną i groźną. Dziadkowie wiedzą o tym, że młoda matka pije, a jednak nie starają się jej pomóc, nie boją się też o bezpieczeństwo malutkich wnucząt.
Updike przedstawił przygody uciekającego Królika, ale też pokazał, jak jego odejście wpłynęło na osoby, które zostały porzucone. Bo podczas gdy mężczyzna przeżywał erotyczne uniesienia i cieszył się życiem, jego żonie i dzieciom działo się gorzej, o wiele gorzej.
Tak sobie czytałam i czytałam książkę Updike'a, zżymając się na nieodpowiedzialnych, niesympatycznych bohaterów, i nagle, około 250 strony, zaczęłam się bać. Następuje zwrot akcji, robi się bardzo strasznie...
„Uciekaj, króliku” nie jest powieścią przyjemną. Chyba nigdy nie będę miała ochoty do niej wrócić. Ale uważam, że została napisana po mistrzowsku i przekazuje wiele prawd o ludzkiej naturze.
Moja ocena: 5/6.
---
[1] Updike John, „Uciekaj, Króliku”, przeł. Demkowska-Bohdziewicz Ariadna, PIW, 1988, str. 107.
[2] Tamże, str. 108.
26.09.2012
„Biedni ludzie” Fiodor Dostojewski
Pierwsza przyjęta do druku powieść Fiodora Dostojewskiego powstała w roku 1845 i nosi tytuł Biedni ludzie. Składa się z listów pisanych przez młodziutką Warwarę Dobrosiełową oraz Makarego Dziewuszkina, 47-letniego urzędnika. Łączy ich dalekie pokrewieństwo. Mieszkają w Petersburgu. Są bardzo samotni, wrażliwi, wielkoduszni i zmagają się z nędzą – nie stać ich na wynajęcie porządnego pokoju, na kupienie nowego ubrania oraz dobrego jedzenia. Starają się sobie pomagać, Dziewuszkin oprócz listów posyła Warwarze winogrona, cukierki i kwiatki doniczkowe.
Listy Dziewuszkina są dłuższe i bardziej egzaltowane od listów Warwary, pełne górnolotnych wyrażeń i pieszczotliwych słów. Nazywa on kuzynkę „kruszynką”, „serdeńką”, „aniołkiem”, „ptaszyną”. Opisuje swoje życie w nędznej kamienicy, nikczemną gospodynię, hałaśliwych sąsiadów, dzieli się też przemyśleniami na rozmaite tematy. Ma ambicje literackie. Czci pisarzy i książki, ale raczej nie ma dobrego gustu. Zachwyca się na przykład utworem niejakiego Rataziajewa: Och, jak on pisze! Pióro takie zamaszyste, stylu po prostu nadmiar[1], ale kiedy w jednym z listów zamieszcza fragment owego utworu, widać, że ten podziwiany przez niego pisarz to zwyczajny grafoman. Czasami Dziewuszkin sam siebie nazywa starcem: nie porzucasz mnie, starca[2], co jest bardzo dziwne, jako że ma dopiero 47 lat.
16.02.2012
„Dwa księżyce” Maria Kuncewiczowa
„Dwa księżyce” to opowieść o Kazimierzu Dolnym, ukochanym miejscu Marii Kuncewiczowej. Pisarka urodziła się wprawdzie w Rosji, ale najbardziej pokochała to nieduże, malownicze miasteczko, pełne Żydów, artystów, gęsi, kur, rybitew, pięknych kamieniczek i rybackich chatek. Jako młoda kobieta przyjechała do Kazimierza Dolnego i zobaczyła domek otoczony sadem, „utopiony w lebiodach i pokrzywach”[1]. Posesja była wystawiona na sprzedaż. Mąż pani Marii, Jerzy, miał akurat więcej pieniędzy, więc dokonał zakupu. I wkrótce z ogrodu zniknęły pokrzywy, a pojawiły się malwy, nasturcje, róże. Dom napełnił się książkami i obrazami, a Kuncewiczowa poczuła chęć, by ukochane miejsce uwiecznić w książce. I w roku 1933, „w brzeziniaku, przy drewnianym stole wkopanym we mchy i ziemię”[2], napisała „Dwa księżyce”.
31.01.2012
„Matka” Pearl Buck
Nie mogę odżałować, że dopiero teraz zetknęłam się z twórczością Pearl Buck. Oczarowała mnie jej „Matka”, powieść o Chince porzuconej przez męża, borykającej się z losem i z wychowaniem trójki dzieci.
Gdzieś na chińskiej prowincji stała maleńka chatka, w której mieszkało młode małżeństwo. W chatce tej i dzieci, i dorośli spali w tym samym łóżku, mało tego, do łóżka przywiązany był bawół, a pod spodem chowały się kury. Posiłki składały się z ryżu dla wszystkich i kapusty tylko dla mężczyzny. Pomimo tych okropnych warunków kobieta czuła się szczęśliwa. Aż do czasu, gdy jej przystojny mąż odszedł.
Wieśniaczka nie przyznała się sąsiadom do tego, że została opuszczona. Ale w praktyce była samotną matką. Zmordowana ciężką pracą na polach, nie miała sił i cierpliwości na zajmowanie się dziećmi. Przez pierwszą część książki bardzo nie lubiłam tej matki, która stawiała przed maluchami miskę ryżu - i na tym kończyła się jej opieka. Niesprawiedliwie traktowała synów, a co najgorsze, nie zauważyła, że jej jedyna córka ślepnie, że chodząc koło chatki, kierowała się nie wzrokiem, ale węchem, dotykiem i pamięcią. Kiedy matka wreszcie to zauważyła, nie spieszyła się z szukaniem ratunku, latami nie znajdowała czasu na kupienie balsamu, który rzekomo mógłby pomóc.
Matka na początku książki zachowuje się niezrozumiale i mówiąc wprost, podle, ale potem się zmienia. Początkowa niechęć do niepełnosprawnej córeczki przerodziła się w zaciekłe pragnienie uchronienia jej przed złym losem. Tylko czy nie będzie za późno? I czy biedna chłopka może cokolwiek zrobić dla chorej córki w kraju, w którym nawet zdrowych dziewcząt nie ceniono? Przeczytajcie. W pewnym momencie mogą Wam łzy popłynąć z oczu...
Oczywiście wątek córki nie jest główny ani jedyny. Są jeszcze inne wątki, jest też obraz Chin z czasów przed nastaniem komunizmu. Można dowiedzieć się, jak aranżowano małżeństwa u biednych ludzi, jak robiono aborcję, co to jest „żar”, co wieśniacy myśleli o komunistach. Ciekawostką jest, że bohaterowie Buck nie mają imion: to Syn, Młodszy Syn, Córka, Matka, przy tym bohaterka przez innych nazywana jest Gosposią. Książka napisana została prostym, lecz pięknym językiem.
Po przeczytaniu „Matki” szukałam jakichś informacji o Pearl Buck i z niemałym zdumieniem dowiedziałam się, że własną upośledzoną córkę oddała do zakładu, następnie - ponieważ po operacji wycięcia guza nie mogła już rodzić - adoptowała mnóstwo obcych, zdrowych dzieci. Bardzo osobliwe zachowanie. A podczas czytania odniosłam wrażenie, że osoba, która napisała tak wzruszającą książkę o matczynej miłości, sama musiała być wspaniałą, oddaną matką... Cóż, wartości książki nie ocenia się po zachowaniu autorki. Książka jest przepiękna i wzruszająca. Polecam.
---
Napisane 2008-11-10.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















