26.11.2012

„Refren kolczastego drutu” August Kowalczyk


August Kowalczyk, który zmarł całkiem niedawno (29 lipca 2012), to znana w Polsce postać. Był aktorem - wystąpił m.in. w „Układzie krążenia” i w „Stawce większej niż życie”. Zasłynął także jako człowiek, któremu udało się uciec z obozu koncentracyjnego. O tej ucieczce często opowiadał na spotkaniach z młodzieżą.

„Refren kolczastego drutu” został wydany dopiero w 1995 r. Kowalczyk przedstawił w tej książce właściwie to samo, o czym mówił na spotkaniach, tyle że obszerniej i dokładniej. Opisał więc, w jaki sposób trafił do Oświęcimia, jak wyglądała obozowa codzienność i jak udało mu się uciec. Nie zapomniał przy tym wspomnieć z wdzięcznością o osobach, które - ryzykując życiem - pomogły mu się ukrywać: o pani Helenie Stupkowej, jej mężu Janie, pani Łucji Sklorz oraz o mieszkańcach Bojszowic.

W przeciwieństwie do wielu innych byłych więźniów Kowalczyk postanowił nie unikać trudnych i wstydliwych tematów. Przyznał się więc do tego, że miewał w obozie kontakty homoseksualne, że czasami bił innych więźniów, a podczas bicia odczuwał przyjemność: Czwarty raz nie uderzyłem. Ręka zawisła w powietrzu, a w spodniach ciepło wypełniło rozgrzane nagie ciało. Byłem o krok od nieznanej mi jeszcze męskiej rozkoszy*. Na szczęście kiedy uświadomił sobie, że powoli staje się sadystą, zaprzestał bicia.

W obozie Kowalczyk
 otrzymał numer 6804.
Kowalczyk przebywał w Oświęcimiu półtora roku. Nie głodował tak mocno jak inni, bo pracował poza obozem i utrzymywał kontakty z cywilami, poza tym pełnił funkcję blokowego. 

Książka wzbogacona została wieloma wyciągami z dokumentów oraz zdjęciami archiwalnymi. Składa się z trzech części o następujących tytułach: „Przygoda w cieniu świata”, „Okruchy z dna”, „Szesnaście powrotów”. Dwie pierwsze części przeczytałam z ciekawością, a ostatnia mnie znudziła. Pod względem literackim „Refren kolczastego drutu” nie jest szczególnie piękny, niektóre wydarzenia opisane zostały zbyt pobieżnie. Przydałaby się też korekta.

Zastanawiam się, czy to napisać... ale niech będzie. Z przykrością wyznaję, że świadectwo Kowalczyka nie wstrząsnęło mną tak mocno, jak inne tego typu. Takimi książkami jak „Nadzieja umiera ostatnia”, „Czy to jest człowiek”, „Dzieciństwo w pasiakach” i wieloma innymi przejmowałam się bardzo, przeżywałam je, natomiast „Refren kolczastego drutu” nie wywarł na mnie większego wrażenia. Może nabrałam niechęci do Kowalczyka za to, że znęcał się nad innymi więźniami?... Nie wiem.

4/6.

---
* August Kowalczyk, „Refren kolczastego drutu: trylogia prawdziwa”, wyd. Pszczyna: Urząd Miejski, 1997, str. 170.

7 komentarzy:

  1. Bardzo lubię książki poruszające tematykę wojenną, zatem "Refren kolczastego drutu" z pewnością przypadłby mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest w mojej bibliotece! Co za radość. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W przypadku, kiedy ktoś czyta dużo tego typu literatury, to po jakimś czasie zaczyna dzielić przeczytane opowieści. Wszystkie są oczywiście wstrząsające, ale kiedy mija pierwszy szok, to widzi się autorów nie jako bohaterów, a jako ludzi. Ja niestety też mam swoje "antypatie" np. nie lubię bohatera "Buntu w Sobiborze", czy trudno mi czuć sympatię dla świętoszkowatej Wandy Półtawskiej. Jest to przykre, bo niezależnie od tego jakimi byli ludźmi, to przeżyli piekło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sylwuch i AnnRK, myślę, że warto przeczytać te wspomnienia :-)
    Szczególnie ciekawe i dramatyczne są opisy ucieczki, bo aby zmylić pogoń Kowalczyk przebierał się w damskie ubranie. Ucieczka nastąpiła w dniu 10.06.1942 roku. Warto wiedzieć, że w odwecie za ucieczkę hitlerowcy rozstrzelali 20 osób i zagazowali ok. 300 Polaków z karnej kompanii...


    OdpowiedzUsuń
  5. Mamalgosiu, całkowicie zgadzam się z Twoim komentarzem :-)
    Tak, wszystkie opowieści są wstrząsające, jednak niektórych ocalonych darzymy większą sympatią, innych mniejszą. Co do mnie, nie kryję, że większą sympatię czuję do więźniów, którzy nie wyładowywali na słabszych swojej frustracji, starali się innym pomagać, a ci, którzy donosili, bili innych, wcinali specjały ze swoich paczek na oczach umierających z głodu "muzułmanów" nieco mnie gniewają...
    "Buntu w Soliborze" ani książki Wandy Półtawskiej jeszcze nie znam. Dopiszę sobie do listy i za jakiś czas przeczytam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Polecam:""Czesałam ciepłe króliki". Niedawno się ukazała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za polecenie! Patrząc na tytuł, nie odgadłabym, że ta książka porusza tematykę obozową. Postaram się przeczytać.

      Usuń

Proszę nie wstawiać linków do blogów.