29.01.2012

„Księga zemsty dla miłośników zwierząt” Patricia Highsmith


Jaki niezwykły pomysł na książkę – poczciwe zwierzęta, kotki, fretki i chomiki przedstawione w roli morderców ludzi! Z początku czułam się bardzo zaskoczona tematyką opowiadań z Księgi zemsty dla miłośników zwierząt, jednak szybko zaczęłam kibicować zwierzętom i uważać, że to, co robią, to nie żadna zemsta, lecz obrona przed okrucieństwem.

Czy nie jest marzeniem wielu miłośników zwierząt, by pewnego razu foka obdzierana żywcem ze skóry popchnęła dręczyciela tak mocno, by stoczył się do oceanu? By kotka, której potomstwo ludzie wsadzają do worka i topią, nie wepchnęła do tegoż worka swego dręczyciela i nie podrapała go ku nauczce? By nieogłuszona, przytomna kura wieszana na pasie taśmy obróbki powiesiła na tymże pasie swojego kata choćby na kilkanaście sekund?

Takie przewrotne myśli musiały snuć się po głowie Patricii Highsmith, gdy tworzyła Księgę zemsty dla miłośników zwierząt. Każde opowiadanie przedstawia krzywdę zwierzęcia, cierpienie zadawane mu przez człowieka. Kotek, na którego życie czyha niedobry człowiek, niezadowolony koziołek, świnka poirytowana zapachem trufli, których musi szukać, ale zjeść już nie może, koń, z którego chcą zrobić zbrodniarza, wielbłąd, któremu nie pozwalają się napić czy wreszcie wenecki szczur, na którego zawzięcie polują chuligani... Te zwierzęta żyłyby sobie spokojnie i nie próbowałyby atakować, gdyby człowiek ich nie sprowokował, nie doprowadził do jakiejś strasznej granicy.

Opowiadania, choć w większości napisane według podobnego schematu, wciągają i wywołują trochę patologiczne zadowolenie. Trzeba przyznać, że Highsmith umie budować nastrój grozy, bo opowiadania zaczynające się realistycznym obrazkiem z życia nie wiadomo kiedy nabierają złowrogiego charakteru.

Przedstawieni przez autorkę ludzie szokują gruboskórnością i brakiem wyobraźni. I nie chodzi tu tylko o sam fakt dręczenia zwierząt, ale także o to, że męczy się je na oczach wrażliwych dzieci. W opowiadaniu Dzień rozrachunku dorosły chwali się dobrze prowadzoną farmą drobiową, z dumą pokazuje spiłowane dzioby kur, mikroskopijne „oszczędne” klatki, nie rozumiejąc, że tam, gdzie on widzi pieniądz, dziecko dostrzega ból okaleczonych, niesłychanie stłoczonych kurek. Z kolei w historii o chomikach ojciec usiłuje zgładzić sympatyczne gryzonie na oczach synka, który je kocha. Występuje też w tej książce ojciec, który, przyczyniwszy się do śmierci jedynego dziecka, stwierdza bez większych emocji: „Co za dzień!”. Czy to takie niepokojące, że poczułam satysfakcję, gdy tacy ludzie zostali ukarani?... Bo poczułam – taka jest prawda.

Highsmith uświadamia, ze zirytowane, wystraszone zwierzę może stać się niebezpieczne, a swoją zemstą przypadkowo utrafić w osobę niewinną. Szczególnie tragiczne w tym kontekście jest opowiadanie o weneckim szczurze.

Książka mroczna, pożyteczna, skłaniająca do myślenia, wywołująca dreszczyk i niepowtarzalna. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek spotkała się z podobnym ujęciem tematu, zawsze zwierzęta przegrywały z podłym człowiekiem.

---
Napisane 2010-04-11.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz