11.03.2016

„Wróg ludu” Henrik Ibsen


„Wróg ludu” to jeden z najbardziej znanych dramatów Henrika Ibsena. Główny bohater nazywa się Stockmann. Przez wiele lat z trudnością utrzymywał żonę i dzieci. Brat, który jest burmistrzem, często mu pomagał finansowo, a w końcu załatwił mu dobrze płatną posadę lekarza w Zakładzie Hydropatycznym. Stockmann z zapałem wziął się do pracy i wkrótce dokonał straszliwego odkrycia: woda doprowadzana do uzdrowiska jest skażona, kuracjusze nie są leczeni, tylko podtruwani. Przygotował więc raport, który chce wysłać do gazet oraz członkom Zarządu. I zaczyna się...

Z odkryć doktora nikt się nie cieszy. Władze miasta nie mają zamiaru przebudować sieci wodociągowej, bo po pierwsze wiązałoby się to z ogromnymi kosztami, po drugie trzeba by na kilka sezonów zamknąć uzdrowisko i mieszkańcy miasta nic by przez ten czas nie zarobili, po trzecie wreszcie jeśli rozeszłaby się wiadomość o skażonej wodzie, żaden kuracjusz nie chciałby już do nich przyjechać. Burmistrz, który od zawsze uważał swego brata za człowieka zaczepnego, nierozważnego, niepotrzebnie wypowiadającego się w dosadny sposób na różne drażliwe tematy, próbuje zmusić go do wycofania zarzutów. Biedny doktor oskarżany jest o chęć zniszczenia rodziny i mieszkańców miasta, a nawet nazwany wrogiem społeczeństwa.

„Wróg ludu” to ciekawy, gorzki dramat o wciąż aktualnej tematyce, ukazujący m.in. konflikt pomiędzy dobrem społeczeństwa a dobrem rodziny oraz zachłanność ludzi na pieniądze. Prawie wszyscy bardziej cenią korzyści finansowe niż prawdę, a ludzie najszlachetniejsi, najuczciwsi, tacy właśnie jak Stockmann, nie tylko nie są lubiani i podziwiani, ale często uważa się ich za szkodników, za zakały społeczeństwa. Ibsen podkreśla, że aby zrobić coś dobrego, nie wystarczy mieć słuszność, potrzebne są jeszcze siła i spryt. Doktor takich cech nie ma. Wierzy naiwnie, że będzie umiał zmienić świat, ale wszyscy rozumieją, że to postać słaba, skazana na klęskę. Przykre to, ale takie jest życie.

---
Henrik Ibsen, „Wróg ludu”, w: „Dramaty”, przeł. z niem. Cecylia Wojewoda, Wydawnictwo Poznańskie, 1977.

12 komentarzy:

  1. Znam tylko jego "Norę" Może też kiedyś poznałam "Dzika kaczkę". A to dzięki teatrowi telewizji.
    Może kiedyś sięgnęłabym po jego inne dramaty.
    Poszukam w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Norę” też znam, była o niej kiedyś bardzo ciekawa dyskusja na blogu Czytanki Anki. I znam „Dziką kaczkę” oraz „Upiory”. Obiektywnie muszę przyznać, że „Wróg ludu” jest nieco słabszy od wyżej wymienionych. To znaczy dobry, ale „Dzika kaczka” i „Upiory” są tak przejmujące, tak genialnie napisane, że „Wróg ludu” zostaje trochę w ich cieniu.

      Usuń
    2. Ja nie przepadam za formą dramatu...dlatego wolałam go oglądać na scenie.
      Ale może uda mi się do Ibsena powrócić.

      Usuń
    3. Ja lubię, choć nie czytam za często. Dramaty szybko się czyta, zwykle mają zajmującą akcję, ciekawe dialogi. Czytałabym częściej, tyle że nie mam dramatów w domu, a kiedy idę do biblioteki, zwykle zapominam coś z tego gatunku wypożyczyć :)

      Usuń
    4. Ja coś tam mam, ale stoją mi na półce "Intrygantki " Schmitta ...jak zobaczyłam, że to forma dramatu odłożyłam...byłam zawiedziona.

      Usuń
    5. Czyli z góry odrzucasz książki, które są napisane w formie dramatu. A do czytania dramatów łatwo się przyzwyczaić. Nie sięgam po dramaty zbyt często, ale jeszcze nie zdarzyło się, bym sięgnęła i odłożyła nieprzeczytany, a z powieściami często tak się dzieje :)

      Usuń
  2. To prawda, że tematyka tego utworu jest wciąż - niestety - aktualna. Ostatnio to dla mnie ważne kryterium oceny książek - tych zaliczanych do klasyki (na ile są ważne po latach), jak i nowości (tutaj rzecz jest trudniejsza, ale próbuję sobie wyobrazić, na ile książka napisana wczoraj, którą czytam dziś, może zainteresować kogoś jutro ;-) ). Fabuła "wroga ludu" przypomniała mi film "Erin Brockovich" z Julią Roberts. Tam też mamy walkę z potężnym koncernem, który zanieczyszcza wodociągi w małym miasteczku i przyczynia się do zapadalności mieszkańców na różne paskudne choróbska. Ibsen byłby dzisiaj świetnym hollywoodzkim scenarzystą ;-)
    Pamiętam, jakie wrażenie zrobiła na mnie "Nora" i "Dzika kaczka", czytane lata temu w liceum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle dramaty Ibsena są zaskakująco aktualne. Im lepszy pisarz, tym więcej prawdy o naturze ludzkiej przemyca do swoich utworów. A jeszcze kiedy posługuje się językiem w miarę prostym, odpornym na sezonowe mody, ma szansę na to, że będzie czytany po upływie stu i więcej lat :)
      We „Wrogu ludu” jedna rzecz mnie nieco niepokoiła: główny bohater wydawał mi się chwilami naiwny aż do przesady. Na przykład kiedy przygotował swój raport, spodziewał się, że dostanie od dyrekcji uzdrowiska podwyżkę. W ogóle nie przychodziło mu do głowy, że ktoś może nie cieszyć się z jego odkryć. Tak jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką moc ma pieniądz i że ludzie są różni, nie wszyscy prawdę i uczciwość stawiają na pierwszym miejscu.
      Na mnie największe wrażenie wywarły „Upiory” i „Dzika kaczka”. Przejmujące.

      Usuń
    2. I to jest chyba klucz do tego, aby książka nie miała terminu przydatności do "spożycia" - trzeba pisać o ludzkiej psychice. Bo ta jest, mam wrażenie, niezmienna. A mimo to (a może właśnie dlatego?), zawsze interesująca.
      A czy nie jest to, być może, celowy zabieg Ibsena? Naiwny, nieskażony wiedzą o prawdziwej naturze świata bohater, służy uwypukleniu kontrastu między uczciwością a brudnymi sprawkami, między naiwnością a przebiegłością i sprytem? "Wroga ludu" jeszcze nie czytałam, więc to tylko hipoteza na gorąco.

      Usuń
    3. Od dawna się zastanawiam, czy jest tak, że świat się zmienia, a my, ludzie, wraz z nim, czy też świat się zmienia, a my zostajemy tacy sami :)
      Rzeczywiście, zabieg ten mógł być celowy. Tym bardziej, że „Wróg ludu” to nie powieść, tylko dramat. W dramacie dozwolone są pewne przerysowania, przejaskrawienia.

      Usuń
    4. Zdecydowanie jestem zwolenniczką tej drugiej opcji. Im jestem starsza, tym wyraźniej dostrzegam, że zmieniają się tylko formy i dekoracje. Istota człowieczeństwa, jego jasne i ciemne strony, jest wciąż ta sama. Czy nie dlatego możemy czytać "stare" książki bez ryzyka ich niezrozumienia? :-)

      Usuń
    5. Właśnie, istota człowieczeństwa pozostaje bez zmian :-) Doskonale umiemy się wczuć w psychikę ludzi sprzed wieków. Miłość, żałoba, poczucie obowiązku, poczucie krzywdy - te i inne uczucia są uniwersalne.

      Usuń

Proszę nie wstawiać linków do blogów.