28.01.2012

Maria Nurowska „Sprawa Niny S.”

Czy warto kupić „Sprawę Niny S.”? Moim zdaniem nie warto, bo to książka beznadziejna - chaotycznie napisana, nieporządna, nieprzekonująca i wtórna. 

Zamordowano grubego radcę o nazwisku Baran. Śledztwo prowadzi komisarz Zawadka, który przesłuchuje trzy kobiety: Ninę - kochankę ofiary oraz jej dwie córki, Gapcię i Lilkę. Przesłuchiwane kobiety gadają bardzo rozwlekle, opowiadają o ciążach, o miłostkach sprzed lat, o utraconym majątku, o różnych swoich tajemnicach i o karierze pisarskiej Niny, bo tak się składa, że Nina jest pisarką. Biedny komisarz słucha i słucha, czasem je ponagla, ale kobiety z uporem trajkoczą dużo i nie na temat. A potem komisarz czyta dziennik pisarki Niny, jej długaśne wywody o powstaniu „Listów z rampy” i innych dzieł. Postanawia, że musi przeczytać te „Listy z rampy”, bo dzięki nim lepiej zrozumie Ninę.

I teraz pytanie: czy prawdziwe śledztwo tak wygląda? Który komisarz, mając przed sobą osobę podejrzaną o morderstwo, zamiast prowadzić śledztwo czyta jej wypociny sprzed wielu lat?! Oj, nie udało się Marii Nurowskiej uknuć dobrej kryminalnej intrygi; żaden to kryminał, raczej kiepskie romansidło i popis megalomanii autorki. Nietrudno się domyślić, że za postacią Niny kryje się sama Maria Nurowska i że chwaląc twórczość pisarki z powieści, chwali samą siebie.

Akcja toczy się powoli jak ślimak, a najbardziej nużą partie dotyczące twórczości Niny: relacje, jak to pochwalił ją sam Iwaszkiewicz, jak popularna stała się w Niemczech, jak pisała historię o dwóch starych Niemkach z zamku na Pomorzu i o tym, jak na prośbę znajomej spisała jej wspomnienia z getta, pokazała życie prostytutki i ku jej zdziwieniu owe „Listy z rampy” stały się bestsellerem w Niemczech. I o tym, jak pojechała do Monachium porozmawiać z panią Elizą von Saarow...

Coś mi to przypomina, skądś to znam - myślałam, ziewając nad powieścią Nurowskiej. Zaraz, czy nie czytałam niedawno „Księżyca nad Zakopanem” i „Niemieckiego tańca” tejże autorki? Czy nie poznałam już historii o dwóch biednych Niemkach i historii kobiety, która była prostytutką w getcie? Nie wiem, dlaczego Nurowska powtarza w kolejnych książkach te same historyjki. Czy uważa, że czytelnicy cierpią na sklerozę i nie zauważą wtórności? Czy nie sądzi, że to nieuczciwe, by czytelnicy płacili raz jeszcze za te same opowiastki? 

Cała ta „Sprawa Niny S.” to żenada. Nie polecam.

Napisane 2009-10-19.

1 komentarz:

  1. Nie dałam rady przeczytać do końca tej książki.

    OdpowiedzUsuń