Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty

2.03.2024

„Nad czarną wodą” Halina Górska. Stara powieść o biednych dzieciach z Powiśla


„Nad czarną wodą” to stara powieść napisana przez Halinę Górską i opowiadająca o dzieciach z Powiśla, spędzających wolny czas w świetlicy, którą samodzielnie sprzątają, remontują i którą lubią o wiele bardziej niż własne domy. I nic w tym dziwnego, bo te domy często są nędzne, ciasne, pełne przemocy. Jeden z głównych bohaterów, Jacek, jest bity przez ojca alkoholika. Inny mieszka u ciotki i nieraz musi siedzieć na mrozie i czekać, aż agresywny wuj wytrzeźwieje. Dla takich dzieci jak oni świetlica wydaje się cudem. Mogą w niej odrabiać lekcje, czytać książki, dostają nawet posiłek, toteż dbają o nią ze wszystkich sił. 

4.10.2021

„Wszystko powiem Lilce!” Henryk Lothamer

 

Dziesięcioletni Antolek, piętnastoletnia Lilka oraz siedmioletnia Irka, bohaterowie powieści „Wszystko powiem Lilce!”, od wielu miesięcy mieszkają sami, bez opieki nikogo dorosłego. Czy to możliwe? Owszem – bo akcja dzieje się tuż po zakończeniu wojny. Dziadkowie rodzeństwa zginęli od wybuchu bomby, tatę Niemcy rozstrzelali, a mama podczas powstania wyszła z domu i już nie wróciła. Od tamtej pory dzieci muszą same sobie radzić – zdobywać jedzenie, przynosić wodę z odległej studni i przede wszystkim pilnować, by nikt nie odebrał im mieszkania. Jeśli zostaną zabrane do sierocińca, stracą je. Tymczasem im bardziej stabilizuje się życie w Warszawie, z tym większą starannością pracownicy opieki społecznej wyłapują samotne dzieci. Antolek wie, że to tylko kwestia czasu, kiedy zostanie rozłączony z siostrami, i bardzo się tej chwili boi.

6.01.2021

„Sadyba Robinsona” Ludwik Świeżawski


Akcja „Sadyby Robinsona” Ludwika Świeżawskiego toczy się tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Główny bohater tej powieści, szesnastoletni Rysiek, przeżył niemało, bo i powstanie warszawskie, i pobyt w obozie, i samotny powrót z Niemiec. A po przyjeździe do Polski odkrył, że nikt z jego rodziny nie ocalał. Chłopiec postanowił więc zamieszkać na ziemiach odzyskanych. Przemierzając Karkonosze, zauważył przepiękne, dziewicze miejsce – i to właśnie ono stało się jego nowym domem.

21.08.2020

„Dzień, noc i pora niczyja” Ewa Nowacka


Czternastoletnia Róża, bohaterka powieści „Dzień, noc i pora niczyja” Ewy Nowackiej, musi spędzić wakacje u jakichś nieznanych staruszków. Nie ma na to chęci, jednak na jej pytania i protesty mama odpowiada stanowczo: „Zbyt wiele zawdzięczam tym ludziom, żebym mogła im odpowiedzieć, że moja córka nie ma ochoty ich poznać”. Niezadowolona nastolatka jedzie więc do osób, które ją zaprosiły, i szybko nabiera przekonania, że są antypatyczne oraz ekscentryczne. Nie dbają o ogród, nie pozwalają odsłaniać ani otwierać okien, choć na dworze panuje upał, mówią zagadkowo, a co najgorsze, nocami zamykają dziewczynę w pokoju na klucz. Chora na serce starsza pani często myli ją z Basią, czyli matką Róży, i przestrzega przed jakimś urojonym niebezpieczeństwem. Dobrze, że chociaż w przerwach między posiłkami pozwalają gościowi wychodzić samemu do miasteczka i trochę odetchnąć.

7.05.2020

„Magdalena” Monika Warneńska


„Ja też miałam dawniej prawdziwy dom. Teraz mam dach nad głową i kąt do spania. To nie to samo”* – żali się nastoletnia Magdalena z powieści Moniki Warneńskiej. Dziewczyna nie dość, że traci w wypadku ojca, to jeszcze musi zrezygnować ze swojego pokoju, bo do malutkiego mieszkania, które dzieli razem z mamą, wprowadzają się intruzi, czyli starsza siostra Magdy z mężem i dzieckiem. Roszczeniowa i kłótliwa Alina bez skrupułów dezintegruje życie prawowitych mieszkanek. Nie pozwala im zapraszać gości, chowa telewizor, wyłącza telefon, we wszystkich pomieszczeniach wiesza pieluchy i akurat wtedy, gdy Magda wraca ze szkoły i chce coś zjeść, urządza w kuchni kąpiele dla niemowlaka. Jak w takich warunkach Magda ma przygotowywać się do matury, a mama, z zawodu korektorka, pracować? 

28.08.2019

„W stronę tamtego lasu” Krystyna Siesicka


Sara, główna bohaterka „W stronę tamtego lasu”, ma dwadzieścia sześć lat i kocha Jana, sławnego kierowcę rajdowego. Ale choć Jan odwzajemnia jej uczucia, nie potrafi być szczęśliwa, bo ciągle męczy ją strach o jego życie. Każde zawody to dla niej wielki stres: czy chłopak nie zostanie kaleką? Czy nie zginie? W końcu, udręczona, ucieka z miasta i przyjeżdża do leśniczówki należącej do wuja Bernarda i cioci Ludmiły. W tym spokojnym miejscu, w ciszy, chce zastanowić się nad sensem kontynuowania znajomości z Janem, a także napisać powieść dla nastolatek.

Wuj uważa, że powinna zarabiać na życie w inny sposób. Dziewczynki teraz oglądają telewizję, odwykły od czytania. Po co im książki, są zrozpaczone, kiedy dostają je w prezencie[1] – twierdzi. Z kolei Ludmiła bardzo kibicuje Sarze i koniecznie chce zostać pierwszą czytelniczką jej powieści. Niestety, jako beta reader jest denerwująca, bo zamiast ograniczyć się do wskazania błędów nalega, by autorka zmieniła fabułę, imię bohaterki, kolor włosów, słowem – zbyt mocno ingeruje w treść. W efekcie Sara czuje się coraz bardziej zdezorientowana, pisanie przestaje sprawiać jej przyjemność. Siesicka pokazuje w tym wątku, jak ważną sprawą dla pisarza jest wybór testowego czytelnika. Zbyt krytyczny, zbyt ekspansywny zabije książkę, sprawi, że autor straci do niej serce.

25.05.2019

„Pamiętaj, że tam są schody” Krystyna Siesicka


Gary Smith z „Pamiętaj, że tam są schody” Krystyny Siesickiej to Brytyjczyk w średnim wieku, zawsze elegancko ubrany, uważany za dżentelmena. Pracuje w warszawskim liceum jako nauczyciel angielskiego. Jest wychowawcą trzeciej klasy, do której uczęszczają m.in. Matylda, Agata, Szymon, Jakub i Wiktoria. Jest również wujkiem odwiedzającej go dość często siedemnastoletniej paryżanki Michelle. Kiedyś miał żonę, ta jednak z pomocą swojej matki tak mu dokuczyła, że biedak poczuł się „sprasowany obcasikami dwóch dam”[1] i zniechęcił do kobiet. Teraz mieszka tylko z kotem i nie narzeka, bo „jak miał żonę zamiast kota, było mu gorzej”[2]. 

14.11.2018

„Mój ocean niespokojny” Krystyna Siesicka



Krystyna Siesicka prosi trzy kobiety będące siostrami, czyli Alicję, Weronikę i Justynę, by podzieliły się z nią wspomnieniami, które mogłaby wykorzystać jako materiał na książkę. Wkrótce otrzymuje wiele kartek z notatkami. I te właśnie notatki oraz komentarze autorki tworzą powieść o pięknym tytule „Mój ocean niespokojny”. 

Wszystkie trzy siostry w młodości kochały się w tym samym chłopcu – Antku. Ostatecznie poślubiła go Alicja, która myśli, że on, marynarz, ma łatwiejsze życie, bo żegluje po spokojnych oceanach, podczas gdy ona, zmuszona do zajmowania się dorastającą, zbuntowaną córką Klimą, tkwi w oku cyklonu. Weronika z kolei nie ma ani męża, ani dzieci. Niewykorzystane uczucia macierzyńskie przenosi na siostrzeńców. Zawsze staje po ich stronie, nie krytykuje i nie narzeka, nic więc dziwnego, że ci uważają ją za idealną ciocię. A Justyna prowadzi pracownię krawiecką i wrogo patrzy na Anusię, dziewczynę swojego syna Pelucha.

31.07.2018

„Kamila” Ewa Barańska


Są osoby o niepojętej uległości, stworzone do roli ofiar. Nikt dokładnie nie wie, dlaczego tak jest. Może brakuje im pewności siebie, może są fatalistami wierzącymi w nieuchronność zła, może czerpią na paraliż woli i zamiast się bronić, zastygają w bezruchu? Złoczyńcy rozpoznają ich w nawet największym tłumie*.

Ewa Barańska postanowiła napisać książkę dla młodzieży o samobójstwie nastolatki. Trudna rzecz, trzeba być mistrzem pióra, by temu podołać. Czy Barańskiej się udało? Zanim odpowiem na to pytanie, wspomnę o głównych bohaterkach. Narratorką jest Diana, bliska znajoma tragicznie zmarłej Kamili Rutki. Choć już odbył się pogrzeb, nie umie zapomnieć o dramatycznym wydarzeniu. Wciąż je rozpamiętuje i zadaje sobie pytanie, dlaczego koleżanka wyskoczyła z okna. Czy można było jej pomóc? Dlaczego wszyscy tak łatwo pogodzili się z tragedią i nikt nie został ukarany? Prześladowcy Kamili chodzą sobie jak gdyby nigdy nic. Diana, nie mogąc uporać się z nadmiarem myśli i wspomnień, zaczyna pisać pamiętnik. 

20.09.2017

Romek Pawlak: „Dziewczyna z lustra”. Recenzja oraz nieprzyjemna informacja


Zacznę od nieprzyjemnej informacji. Wbrew temu, co twierdzi Akapit Press, „Dziewczyna z lustra” Romualda Pawlaka nie jest nowością, tylko wznowieniem „Dziury w sercu”. W książce i na stronie wydawnictwa nie dostrzegłam żadnej wzmianki na ten temat. Sprzedawanie starych powieści pod zmienionym tytułem i z napisem „wydanie pierwsze” lub „nowość” uważam za jedną z najbrzydszych praktyk wydawniczych. Przecież kupujący może się nie zorientować, że nabywa odgrzewany kotlet, i zmarnować pieniądze.

27.08.2017

„Powiem Julce” Krystyna Siesicka


Teresa jako szesnastolatka straciła w powstaniu warszawskim rodziców oraz dom. To jeszcze nie koniec nieszczęść: wsadzono ją do bydlęcego wagonu i powieziono w stronę Auschwitz. Z bliżej nieokreślonych powodów Niemcy po drodze wyrzucili „ładunek”. Leżącą na łące, niemal nieżywą dziewczynę znaleźli właściciele pobliskiego majątku ziemskiego i umieścili w swoim dworku. Otoczona troską, szybko wróciła do zdrowia. Oczywiście fizycznego, bo psychiczny ból nie umilkł chyba nigdy. To tu, w Pastuszkach, po raz pierwszy się zakochała, a także zyskała przyjaciółkę na całe życie – Zofię. I tutaj doczekała nadejścia „wybawicieli” ze wschodu. 

9.08.2017

„Chłopiec z lodu” Guido Sgardoli


Doktor Warren, fizyk jądrowy, brał udział w konstrukcji bomby atomowej. Gdy dowiedział się, że użyto jej do uśmiercenia ludzi i że zginął jego jedyny syn, wpadł w depresję. Po wojnie znalazł pracę na stacji meteorologicznej na Grenlandii. Któregoś bardzo mroźnego dnia postanowił usiąść na brzegu oceanu, zamknąć oczy i pozwolić, by natura zrobiła swoje. I kiedy szukał dogodnego miejsca do popełnienia samobójstwa, zauważył coś dziwnego – w jednej z brył lodu tkwiło dziecięce ciało. Zdumienie doktora wzrosło, gdy okazało się, że chłopiec żyje.

25.06.2017

„Wodne strachy” Brenda Bellingham













Szesnastoletnia Chloe mieszkająca z ojcem i macochą chce wreszcie nawiązać kontakt z rodziną swojej nieżyjącej matki. Podczas wakacji przyjeżdża więc do kanadyjskiego miasteczka Salmon Arm, gdzie poznaje ciocię Annę, na pół sparaliżowaną babcię oraz rówieśnika z sąsiedztwa. W okolicy znajdują się piękne lasy, wodospad, plaże, jezioro. Jednak dziewczyna, zamiast odpoczywać, czuje coraz większy niepokój. Nabiera podejrzeń, że ciocia ją oszukuje, a mama wcale nie zginęła w wypadku. Może popełniła samobójstwo albo została zamordowana? I dlaczego nie wolno zbliżać się do domku wynajmowanego przez nietowarzyską rzeźbiarkę?

Główna bohaterka „Wodnych strachów” to osóbka interesująca i budząca sympatię. Z pozoru jest pewna siebie, w środku – wrażliwa, przekonana, że dzieje się z nią coś złego. To przecież nienormalne, by dziewczynę w jej wieku męczyły ataki paniki i koszmarne sny. Dziwne też, że w ogóle nie pamięta matki i nie tęskni do niej. Determinacja, z jaką dąży do poznania prawdy, zasługuje na wielki podziw.

Anna i Roz (matka Chloe) urodziły się jako bliźniaczki. Stanowiły swoje lustrzane odbicia, czyli jedna posługiwała się lewą ręką, druga prawą. Na pozór tylko po tym można je było odróżnić. Jednak kiedy dorosły, okazało się, że późniejszy ojciec Chloe wcale nie musiał patrzeć im na ręce, by wiedzieć, z którą z sióstr ma do czynienia. Pokochał Roz, a zapytany, dlaczego po jej śmierci nie poślubił identycznie wyglądającej Anny, wyjaśnił: „Bliźniaczki jednojajowe nie są klonami. Są odrębnymi jednostkami. Nie pytaj mnie, dlaczego pokochałem jedną bliźniaczkę, a nie drugą. Nie wiem tego”*.

Czytając tę powieść, można najeść się dużo strachu, gdyż Brenda Bellingham umiejętnie tworzy klimat narastającego zagrożenia. Kilka scen wręcz mrozi krew w żyłach. Można też porozmyślać, czy ojciec, ukrywając przed Chloe bolesne fakty z przeszłości, postąpił mądrze. Moim zdaniem źle, bo doprowadził do tego, że córka zaczęła obwiniać się o śmierć matki. Dobrze, że za wszelką cenę postanowiła odkryć prawdę.

Trochę szkoda, że tłumaczka niekiedy przesadza z liczbą powtórzeń (vide zdjęcie pod recenzją), poza tym słowa „przybrany” i „przyrodni” traktuje jak synonimy. Bracia przyrodni to nie to samo co przybrani. Chloe miała akurat przyrodnich, bo ona oraz Matthew i Jason pochodzili od tego samego ojca. Ale to będzie przeszkadzało tylko bardziej wymagającym czytelnikom. Młodzież śmiało może po „Wodne strachy” sięgać. 

---
* Brenda Bellingham, „Wodne strachy” („Drowning in secrets”), przeł. Monika Tietze, C&T, 2005, str. 123.


Taki krótki fragment (ze str. 94), a słowo „woda” powtarza się pięć razy, „jej”– cztery, „twarz” – trzy, „fala” również trzy... Czyżby tłumaczka Monika Tietze chciała zostać rekordzistką powtórzeń?

19.06.2017

„Gra w śmierć” Stefan Casta


Kim wyjechał na biwak z rówieśnikami, których, jak sądził, dobrze znał. Kiedy nastolatkowie rozbili namioty w lesie i wypili alkohol, stali się agresywni. Kim został okrutnie okaleczony i ledwo uszedł z życiem. O tym akcie agresji, walce o przetrwanie oraz zachowaniu ofiary po powrocie do domu opowiada „Gra w śmierć” Stefana Casty.

Przez powieść przewijają się wątki miłosny oraz wietnamski. Jim, opiekun Kima, jest Amerykaninem. Podczas wojny z Wietnamem kazano mu latać samolotem i zrzucać bomby na wioski. W końcu, nie mogąc tego wytrzymać, zdezerterował i osiadł w Sztokholmie. Potem na krótko wrócił do Azji, by załatwić adopcję kilku sierotom i przynajmniej w ten sposób odkupić swoje winy. Kim często opowiada koleżance o cierpieniach dzieci z zaatakowanych krajów, a idąc lasem, ma wrażenie, jakby wędrował przez dżunglę. Te nawiązania do Wietnamu nie są przypadkowe, w zakończeniu zostaje wyjaśnione, skąd się wzięły.

Casta używa prostego, potocznego języka, niekiedy stosuje dziwne metafory. Na przykład palec Kima „zanurza się w jej wilgotnym ptasim gnieździe, gdzie są tylko niektóre ptaki: mały perkoz, sieweczka i słonka”[1]. Sądzę, że tak pruderyjne opisy pasowałyby do romansu dla zakonnic, w książce dla młodzieży – śmieszą. Autor nieumiejący swobodnie opowiadać o erotyce w ogóle nie powinien poruszać tego tematu. 

11.06.2017

„Beethoven i dżinsy” Krystyna Siesicka



„Beethoven i dżinsy” Krystyny Siesickiej to opowieść o rodzinie Lenkiewiczów – Miśce, Alku, Asi i Stefanie. Ten ostatni zajmuje się badaniami ślimaków i zachowuje równie flegmatycznie jak te zwierzątka. Nie stara się rządzić w domu, a w gniew wpada jedynie wtedy, gdy ktoś sprawi przykrość Asi, w której po dwudziestu latach małżeństwa nadal jest zakochany. 

Asia pracuje jako stomalog. Lubi obserwować swoje dzieci i wiedzieć o nich wszystko. Niestety, dorastają i już nie mają chęci zwierzać się matce, tym bardziej, że ona nie akceptuje ich wyborów. Przeszkada jej, że syn nawiązał znajomość z młodzieżą z półświatka, a córka zakochała się w niewidomym. 

11.04.2017

„Ulica Świętego Wawrzyńca” Krystyna Siesicka

Ostatnio z powodu wyjazdu mam utrudniony dostęp do netu, stąd opóźnienie w pisaniu opinii o książkach. W marcu przeczytałam ich całkiem sporo, głównie polskich. Wszystkie – z dwoma wyjątkami – okazały się dobre lub bardzo dobre. Dziś kilka zdań o jednej z tych uznanych za nieciekawe, czyli o „Ulicy Świętego Wawrzyńca” Krystyny Siesickiej. 

Trwają wakacje. Nastoletni Wojtek Jary spędza czas ze stryjecznym bratem Ludwiczkiem, odwiedza wikarego i codziennie zachodzi na stację, bo ma nadzieję, że zobaczy Wiankę – dziewczynę, w której się zakochał. W międzyczasie próbuje pisać wiersze. Jego ojciec, burmistrz, zachorował na świnkę, mama porządkuje dom, a dziadka śledzi dziwny starszy pan...

2.02.2017

„–?... – Zapytał czas” Krystyna Siesicka


Weterynarz Fabian bez porozumienia z trzema Juliami, które kocha, czyli żoną, matką i szesnastoletnią córką, kupił starą plebanię w małym mieście. Dwie młodsze panie przeprowadzają się z przyjemnością. Zajęte poznawaniem otoczenia i ludzi, nie od razu zauważają, co dzieje się z babcią. A ona przeżywa wielką burzę uczuciową. To miasteczko i dom pamięta z młodych lat. Ukrywała przed rodziną fakty ze swojej przeszłości i oto przypadek sprawił, że znowu znalazła się w tym miejscu. Teraz intensywnie wspomina, a zarazem boi się, by prawda nie wyszła na jaw – wnuczka jest przecież bystrą, wścibską osóbką, zainteresowaną historią domu...

Rodzina z powieści bardzo się kocha. W jej skład, poza trzema Juliami i Fabianem, wchodzi dużo zwierząt. Babcia to istny pirat drogowy; powinna stracić prawo jazdy. Jej wnuczka jest na pozór zwyczajną nastolatką, ale w głębi duszy ogromnie tęskni do wszystkiego, co staroświeckie. Z uporem odwiedza sklep należący do ekscentrycznej Yolandy i ogląda używane sprzęty. A Fabian posunął się do tego, że wbrew woli żony zmienił córce imię z Moniki na Julia. Jak mówi żartem, potrafi kochać tylko Julie. 

27.12.2016

„Chcę żyć! Historia Nadine – nosicielki wirusa HIV” Marliese Arold


Niespełna siedemnastoletnia Nadine z Niemiec dowiaduje się, że jej były chłopak Florian – jedyny, z którym uprawiała seks – jest nosicielem wirusa HIV. To nie koniec nieszczęść. Okazuje się, że i ona się zaraziła. Powoli uświadamia sobie, z ilu rzeczy będzie musiała zrezygnować. Boi się, że niedługo umrze, a zanim to nastąpi, rodzice, koleżanki i nowy chłopak odsuną się od niej, uznają ją za osobę niebezpieczną i niemoralną. Przecież niemal wszyscy uważają, że wirusem można zarazić się tylko poprzez branie narkotyków i intymne kontakty z homoseksualistami. Takie informacje rozpowszechniają nawet nauczyciele.

22.12.2016

„Liczenie słoni” Elżbieta Isakiewicz


Książkę o uroczym tytule „Liczenie słoni” przeczytałam po raz pierwszy, kiedy miałam trzynaście lat. Bardzo mną wstrząsnęła, przez wiele dni myślałam o nieszczęśliwych dziewczynach w niej opisanych. Ojciec ich zmarł, a matka się rozpiła. Starsza siostra, Julka, próbowała tej młodszej, dziewięcioletniej, stworzyć namiastkę domu. Po szkole spieszyła więc do mieszkania, by sprzątać, palić w piecu, gotować i pocieszać małą Frankę, która z przerażeniem nasłuchiwała dobiegających z dużego pokoju jęków i bełkotu „chorej” mamy. 

Elżbieta Isakiewicz poruszyła takie tematy jak alkoholizm, poświęcenie i ogromne cierpienie dzieci z patologicznych rodzin. To cierpienie wynika nie tylko z braku miłości i bezpieczeństwa, ale i poczucia niższości, odrzucenia przez tak zwanych porządnych ludzi, a także wstydu, że się matki nienawidzi. Julka czasami myśli o samobójstwie. Kiedy widzi, że młodsza siostra nie docenia jej wysiłków, nie umie zapanować nad złością i nieraz zaczyna krzyczeć. A jaka jest Franka? Podczas pierwszego czytania uważałam ją za naiwne dziecko niepotrafiące zrozumieć, że matka nadużywa alkoholu. Teraz odniosłam wrażenie, że dziewczynka zna prawdę, ale odrzuca ją od siebie, potrzebując złudzeń.

„Liczenie słoni” po ponownym czytaniu podoba mi się tak samo, jak po pierwszym. Dostrzegam, z jaką sprawnością autorka je napisała, jak wiarygodnie ukazała piekiełko rodzinne i skomplikowane uczucia bohaterek. Ciekawie prezentuje się też warstwa obyczajowa. Mowa jest o pustych sklepach, kolejkach po chleb i coś do chleba – a w późnych latach osiemdziesiątych kolejki wyglądały inaczej niż teraz, o wszechobecnym alkoholizmie (w wydawnictwie, gdzie pracowała matka, wszystkie redaktorki piły!). Książka jest bardzo mądra i wzruszająca. Polecam!

---
Elżbieta Isakiewicz, „Liczenie słoni”, Nasza Księgarnia, 1990.

30.11.2016

„Ten gruby” Barbara Ciwoniuk


Barbara Ciwoniuk, autorka powieści dla młodzieży, stara się poruszać ciekawe i aktualne tematy. W „Tym grubym” napisała o wstydzie z powodu swojego wyglądu, walce z otyłością, niepełnosprawności, buncie przeciwko rodzicom i wielu innych sprawach. Główni bohaterowie to na pół sparaliżowana Adrianna oraz gruby Jacek. Ona od kilku lat nie opuszcza mieszkania. Nie utrzymuje kontaktów z rówieśnikami, zajmuje się jedynie rozmowami z matką i nauczycielami oraz patrzeniem przez okno. Z kolei Jacek postanawia za wszelką cenę schudnąć. Nie jest to łatwe, bowiem głupia matka prośbami i groźbami zmusza go do pochłaniania olbrzymich porcji jedzenia. Na szczęście ojciec wpada na pomysł, by wysłać chłopca do swojej siostry, która jest dyrektorką gimnazjum i – jak się potem okaże – koleżanką matki Adrianny. Łatwo się domyślić, że w pewnym momencie drogi nastolatków się przetną. 

Czytając dialogi tworzone przez Barbarę Ciwoniuk, można dostać bólu głowy. Jacek mówi o sobie tak: „Przede wszystkim chcę się usamodzielnić, nauczyć dbać o siebie... przyrządzać sobie zdrowe śniadania i kolacje, prać skarpety... no i walczyć o własne ja, a jeśli będzie trzeba, to nawet się bić”[1], „bo ja jestem sam, uwięziony w tym ohydnym sadle”[2]. „Wiem, że mam grubą dupę (...) jako otyły nastolatek mam pięćdziesiąt procent szans na zostanie otyłym dorosłym i że taka nadwaga zwiększa ryzyko zachorowania na choroby serca, nowotwory i inne...”[3]. Przecież to nie jest język mówiony!