„Łuskanie bobu w blasku księżyca” to przepięknie napisany i poruszający zbiorek czterech krótkich tekstów z akcją osadzoną na chińskiej prowincji. Najbardziej przypadło mi do gustu „Piękno”. Zaczyna się ono bardzo intrygująco, bo od zdania: „Meng Zi w najgorszych snach nie przewidywał, że ożeni się z kobietą chorą na kiłę” (s. 23). Pragnął żony skromnej, nietkniętej i taka właśnie wydawała mu się Yue’er. Po ślubie okazało się, że zarażona jest kiłą. Nie prowadziła rozwiązłego trybu życia, po prostu ojciec kazał jej pracować w rodzinnej knajpie, licząc na to, że córka przyciągnie klientów. Jeden z nich uwiódł tę młodziutką piękność, a następnie porzucił. Nieszczęsna dziewczyna leczona jest zarówno w szpitalu, jak i tradycyjnymi chińskimi metodami, jednak ma pecha, bo antybiotyki uszkadzają jej serce i wątrobę. W opowiadaniu tym autor przejmująco pokazuje bezsilność i lęk przed śmiercią, walkę z chorobą, z pożądaniem, z nienawiścią mieszkańców wioski, a także rodzenie się miłości, bo choć Meng Zi początkowo czuje się oszukany, z czasem zaczyna rozpaczliwie kochać żonę.
5.07.2026
24.05.2026
„Socjalna. W spirali przemocy, biedy i zaburzeń psychicznych” Karolina Wasilewska
Karolina Wasilewska przez dziesięć lat pracowała we wrocławskim MOPS-ie, siłą rzeczy zebrała więc sporo obserwacji dotyczących zarówno działania tej instytucji, jak i jej klientów. Spostrzeżenia te wykorzystała do napisania książki „Socjalna. W spirali przemocy, biedy i zaburzeń psychicznych”, w której zamieściła autentyczne historie kilkunastu osób potrzebujących zasiłku, opiekunki czy innej pomocy.
27.10.2025
„Emigranci” Vilhelm Moberg
Szwecja, lata pięćdziesiąte dziewiętnastego wieku. Młodziutki Karl Oskar zaciąga pożyczkę, odkupuje od rodziców gospodarstwo i żeni się z Krystyną. Lecz choć robi wszystko, co możliwe, nie potrafi wyżywić szybko powiększającej się rodziny. Zamiast spłacać długi, brnie w kolejne. Traci krowę, owce. Na jego ziemi nic nie chce rosnąć, i nic dziwnego, bo jest to piach pokryty kamieniami. „Jak gdyby w tym właśnie miejscu kamienie spadały z nieba przez wszystkie sześć dni stworzenia świata” (s. 20). Na domiar złego ciągle dochodzi do klęsk żywiołowych. Młody gospodarz uświadamia sobie, że marnuje najlepsze lata życia na wyniszczającą, daremną harówkę i niczego nie osiągnie, a na starość będzie ciężarem dla dzieci. A przecież i on, i żona są silni, pracowici, zaradni i gdyby tylko dostali szansę, gdyby mieli lepsze miejsce do życia, mogliby wiele zdziałać.






