Willa Draker, główna bohaterka „Tańca zegara” Anny Tyler, jako dziecko marzyła o wielkiej, zżytej rodzinie. W wieku sześćdziesięciu lat nadal ma takie marzenia, tyle że nie wierzy już w ich realizację. Jej mąż to człowiek nietowarzyski, zajęty sobą, rozkapryszony. Synowie, choć ofiarowała im mnóstwo czasu i miłości, wyrośli na oschłych, egoistycznych mężczyzn i nie za bardzo chcą matkę widywać. Siostra też unika spotkań. Willa usiłuje utrzymać choć minimalny kontakt z nimi, ale coraz wyraźniej widzi, że czeka ją pusta, przygnębiająca starość. Starość bez ciepła, bez poczucia, że się jest komuś potrzebną, bez zjazdów rodzinnych i – co najboleśniejsze – bez wnuków.
Czym sobie bohaterka na taki los zasłużyła? Niczym. Zawsze starała się nie ranić innych, nie kłopotać swoją osobą i nie powtórzyć błędów matki, która często robiła awantury, uciekała na wiele godzin z domu, a nawet biła córki. Ojciec był łagodny, ale niestety nie reagował na ekscesy żony. Od czasów dzieciństwa „nic tak nie przerażało Willi jak rozzłoszczona kobieta”[1]. Ale choć zachowywała się odwrotnie niż matka i z zapałem usługiwała bliskim, i tak nie otrzymała nagrody za swoją dobroć.









