22.07.2017

„Miasteczko w Islandii” Guðmundur Andri Thorsson


„Miasteczko w Islandii” jest książką nietypową, ponieważ jej akcja toczy się w ciągu... kilku minut. Ale o bohaterach dowiadujemy się wiele z retrospekcji. Tych bohaterów jest kilkunastu. Oto parę informacji o niektórych z nich.

Svenni mieszka samotnie. Jest pedantyczny i obowiązkowy, jednak czasami zamyka się w domu i raczy alkoholem, wspominając traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa. Również pastor, mający poczucie, że rozminął się z powołaniem, lubi potajemnie wypić. Jósa, elegancka starsza pani, samotnie obchodzi swoje urodziny. Małżeństwo wspomina syna, który na oczach własnego dziecka popełnił samobójstwo. Poeta Smiryll spogląda przez kuchenne okno i męczy się, daremnie próbując napisać wiersz, bo natchnienie miewa tylko podczas nocy spędzanych na plaży. Andrés, pracownik muzeum, zna każdy kamień w miasteczku i wie wszystko o jego dawnych i obecnych mieszkańcach. Kata objeździła cały świat, a teraz zajmuje się prowadzeniem chóru. Roztargniony staruszek Lalli, syn człowieka, który w młodości odebrał dziewczynę przyjacielowi umierającemu na gruźlicę, spotyka swoją niewidzianą od dwudziestu lat siostrę.

15.07.2017

„Adam i Ewy” Monika Orłowska


Od dawna żadna bohaterka książkowa nie zirytowała mnie tak mocno, jak Ewa z powieści Moniki Orłowskiej pt. „Adam i Ewy”. To połączenie cierpiętnicy z niesamowitą kretynką, kura domowa, dająca zły przykład wychowywanym przez siebie dziewczynkom. Ale po kolei. 

Ma czterdzieści lat. Z zawodu jest tłumaczką. Zrezygnowała z pracy, by pielęgnować sparaliżowaną teściową. Całymi dniami zmienia pampersy, kąpie, przebiera, masuje, gotuje zupki, karmi. Ponieważ wszystko robi bardzo powoli, nie znajduje czasu ani na przeczytanie książki, ani na zajmowanie się czteroletnią córeczką. Ciężar opieki nad dzieckiem spycha na szesnastoletnią pasierbicę. Za swoje poświęcenie nie otrzymuje od męża dobrego słowa, przeciwnie, obrzucana jest pretensjami. Słucha ich z pokorą i nie zastanawia się, dlaczego mąż, zarabiający miesięcznie aż dwanaście tysięcy, daje jej tak mało pieniędzy, że nie starcza ani na taksówkę, ani na wynajęcie opiekunki. Sparaliżowaną staruszkę dźwiga albo sama, albo razem z pasierbicą, choć ta ma już początki skoliozy. Bałam się, czy nie zawoła do pomocy czteroletniej córeczki, bo po takiej Ewie można spodziewać się wszystkiego.

Oniemiałam, przeczytawszy, w jaki sposób nasza bohaterka uprawia seks. Otóż po północy musi iść z mężem do łazienki. Nie może liczyć na żadne normalne pieszczoty, bo Adam lubi dziwnie, od tyłu i po ciemku. Każe biednej żonie nakładać maski i peruki, leje wodę na podłogę. Traktowana w ten sposób Ewa od wielu lat nie miała orgazmu, ale nie przychodzi jej do głowy, by obwiniać męża. Po posprzątaniu łazienki potulnie wraca do pokoju teściowej i kładzie się spać na popsutym łóżku, z którego wyłażą sprężyny i kaleczą jej skórę. 

05.07.2017

„Zimowe królestwo” Philip Larkin


Któż z nas jako nastolatek nie marzył, by wymieniać się listami z osobą mieszkającą w innym kraju i nieznającą nas osobiście? Taką właśnie korespondencję prowadzili szesnastolatkowie Katherine Lind i Robin Fennel. Dziewczyna została nawet zaproszona na wakacje do rodziny chłopaka. Po sześciu latach, akurat w trakcie drugiej wojny światowej, ponownie przyjechała do Anglii, tym razem bez zaproszenia, apatyczna i zagubiona. Minęło kilkanaście miesięcy, nim postanowiła przypomnieć Fennelom o sobie. W pewną styczniową sobotę dostała list od Robina. Ten właśnie dzień, przerywający monotonię jej życia, oraz pamiętne wakacje zostały szczegółowo opisane przez Philipa Larkina w pięknej powieści pt. „Zimowe królestwo”. 

Katherine z lata i Katherine z zimy to jakby dwie różne osoby. Ta młodsza umiała zachwycać się, kochać, marzyć, smucić. Uczucia starszej są blade, przytłumione, jakby zamrożone. Dziewczyna jest tak zrezygnowana, jak tylko zrezygnowany może być człowiek. Przez niemal dwa lata pobytu w Anglii nie nawiązuje żadnych znajomości, nie przygarnia nawet kota, do którego można by się odezwać w celu rozproszenia samotności. Co ją tak zmieniło? Pierwszy powód to niewątpliwie zawód miłosny. Drugiego możemy się tylko domyślać. Autor tak konstruuje fabułę, że w żadnym miejscu nie wyjawia narodowości bohaterki ani okoliczności jej wyjazdu z kraju. Czy jest Żydówką, jak można wnosić z niektórych fragmentów? Jeśli tak, to skąd? Z Niemiec? Z Francji?

Ujęły mnie liryczne opisy i osobliwy klimat panujący w tej książce. Larkin po mistrzowsku operuje niedomówieniami i przejmująco ukazuje samotność Katherine, która poprzez wyjazd do Anglii być może ocaliła życie, ale straciła coś innego – znajomych, poczucie więzi z innymi ludźmi i ważną cząstkę siebie. Dużo w tej powieści miejsca na domysły, dużo smutku i dużo zimy. 

Ostatni akapit poświęcę posłowiu. Otóż jego autor Jacek Dehnel niepotrzebnie aż trzy razy wspomina o homoseksualizmie. Dowiedziałam się więc, że „najwięksi artyści i filozofowie nie korzystali z dobrodziejstw heteroseksualizmu”[1], Larkin przeżył epizod homoseksualny i prawdopodobnie był zakochany w jakimś studencie, a bohaterka „Zimowego królestwa” miała podejrzane kontakty z osobami tej samej płci i z tego powodu opóźniło się jej dojrzewanie[2]. Po pierwsze, jakie opóźnione dojrzewanie?! Przecież liczyła zaledwie szesnaście lat, kiedy gorąco pokochała chłopca. To nie późno, tylko wcześnie. Po drugie, wprawdzie Larkin w jednym miejscu napomyka, że Katherine „jak dotąd kochała tylko kobiety i dziewczęta”[3], ale z pewnością chodziło mu o całkiem niewinne uczucie do kuzynek i przyjaciółek. Moim zdaniem tłumacz dokonuje nadinterpretacji. 

---
[1] Philip Larkin, „Zimowe królestwo” („A Girl in Winter”), przeł. Jacek Dehnel, Biuro Literackie, Stronie Śląskie, 2017, str. 235.
[2] Tamże, str. 235-36. „Nie wspominałbym o tym, gdyby nie opóźnione dojrzewanie powieściowej bohaterki i wspomnienie jej kontaktów z tą samą płcią jako namiastki opóźniającego się uczucia do płci przeciwnej”.
[3] Tamże, str. 115.

25.06.2017

„Wodne strachy” Brenda Bellingham

Szesnastoletnia Chloe, mieszkająca z ojcem i macochą, chce wreszcie nawiązać kontakt z rodziną swojej nieżyjącej matki. Podczas wakacji przyjeżdża więc do kanadyjskiego miasteczka Salmon Arm, gdzie poznaje ciocię Annę, na pół sparaliżowaną babcię oraz rówieśnika z sąsiedztwa. W okolicy znajdują się piękne lasy, wodospad, plaże, jezioro. Jednak dziewczyna, zamiast odpoczywać, czuje coraz większy niepokój. Nabiera podejrzeń, że ciocia ją oszukuje, a mama wcale nie zginęła w wypadku. Może popełniła samobójstwo albo została zamordowana? I dlaczego nie wolno zbliżać się do domku wynajmowanego przez nietowarzyską rzeźbiarkę?

Główna bohaterka „Wodnych strachów” to osóbka interesująca i budząca sympatię. Z pozoru jest pewna siebie, w środku – wrażliwa, przekonana, że dzieje się z nią coś złego. To przecież nienormalne, by dziewczynę w jej wieku męczyły ataki paniki i koszmarne sny. Dziwne też, że w ogóle nie pamięta matki i nie tęskni do niej. Determinacja, z jaką dąży do poznania prawdy, zasługuje na wielki podziw.

Anna i Roz (matka Chloe) urodziły się jako bliźniaczki. Stanowiły swoje lustrzane odbicia, czyli jedna posługiwała się lewą ręką, druga prawą. Na pozór tylko po tym można je było odróżnić. Jednak kiedy dorosły, okazało się, że późniejszy ojciec Chloe wcale nie musiał patrzeć im na ręce, by wiedzieć, z którą z sióstr ma do czynienia. Pokochał Roz, a zapytany, dlaczego po jej śmierci nie poślubił identycznie wyglądającej Anny, wyjaśnił: „Bliźniaczki jednojajowe nie są klonami. Są odrębnymi jednostkami. Nie pytaj mnie, dlaczego pokochałem jedną bliźniaczkę, a nie drugą. Nie wiem tego”*.

Czytając tę powieść, można najeść się dużo strachu, gdyż Brenda Bellingham umiejętnie tworzy klimat narastającego zagrożenia. Kilka scen wręcz mrozi krew w żyłach. Można też porozmyślać, czy ojciec, ukrywając przed Chloe bolesne fakty z przeszłości, postąpił mądrze. Moim zdaniem źle, bo doprowadził do tego, że córka zaczęła obwiniać się o śmierć matki. Dobrze, że za wszelką cenę postanowiła odkryć prawdę.

Trochę szkoda, że tłumaczka niekiedy przesadza z liczbą powtórzeń (vide zdjęcie pod recenzją), poza tym słowa „przybrany” i „przyrodni” traktuje jak synonimy. Bracia przyrodni to nie to samo co przybrani. Chloe miała akurat przyrodnich, bo ona oraz Matthew i Jason pochodzili od tego samego ojca. Ale to będzie przeszkadzało tylko bardziej wymagającym czytelnikom. Młodzież śmiało może po „Wodne strachy” sięgać. 

---
* Brenda Bellingham, „Wodne strachy” („Drowning in secrets”), przeł. Monika Tietze, C&T, 2005, str. 123.


Taki krótki fragment (ze str. 94), a słowo woda powtarza się pięć razy, jej – cztery, twarz – trzy, fala również trzy... Tłumaczka chce zostać rekordzistką powtórzeń?

19.06.2017

„Gra w śmierć” Stefan Casta


Kim wyjechał na biwak z rówieśnikami, których, jak sądził, dobrze znał. Kiedy nastolatkowie rozbili namioty w lesie i wypili alkohol, stali się agresywni. Kim został okrutnie okaleczony i ledwo uszedł z życiem. O tym akcie agresji, walce o przetrwanie oraz zachowaniu ofiary po powrocie do domu opowiada „Gra w śmierć” Stefana Casty.

Przez powieść przewijają się wątki miłosny oraz wietnamski. Jim, opiekun Kima, jest Amerykaninem. Podczas wojny z Wietnamem kazano mu latać samolotem i zrzucać bomby na wioski. W końcu, nie mogąc tego wytrzymać, zdezerterował i osiadł w Sztokholmie. Potem na krótko wrócił do Azji, by załatwić adopcję kilku sierotom i przynajmniej w ten sposób odkupić swoje winy. Kim często opowiada koleżance o cierpieniach dzieci z zaatakowanych krajów, a idąc lasem, ma wrażenie, jakby wędrował przez dżunglę. Te nawiązania do Wietnamu nie są przypadkowe, w zakończeniu zostaje wyjaśnione, skąd się wzięły.

Casta używa prostego, potocznego języka, niekiedy stosuje dziwne metafory. Na przykład palec Kima „zanurza się w jej wilgotnym ptasim gnieździe, gdzie są tylko niektóre ptaki: mały perkoz, sieweczka i słonka”[1]. Sądzę, że tak pruderyjne opisy pasowałyby do romansu dla zakonnic, w książce dla młodzieży – śmieszą. Autor nieumiejący swobodnie opowiadać o erotyce w ogóle nie powinien poruszać tego tematu. 

11.06.2017

„Beethoven i dżinsy” Krystyna Siesicka

„Beethoven i dżinsy” Krystyny Siesickiej to opowieść o rodzinie Lenkiewiczów – Miśce, Alku, Asi i Stefanie. Ten ostatni zajmuje się badaniami ślimaków i zachowuje równie flegmatycznie jak te zwierzątka. Nie stara się rządzić w domu, a w gniew wpada jedynie wtedy, gdy ktoś sprawi przykrość Asi, w której po dwudziestu latach małżeństwa nadal jest zakochany. 

Asia pracuje jako stomalog. Lubi obserwować swoje dzieci i wiedzieć o nich wszystko. Niestety, dorastają i już nie mają chęci zwierzać się matce, tym bardziej, że ona nie akceptuje ich wyborów. Przeszkada jej, że syn nawiązał znajomość z młodzieżą z półświatka, a córka zakochała się w niewidomym. 

Miśce sprawiają przyjemność komplementy oraz gorące spojrzenia chłopców, tymczasem Piotr nigdy tak na nią nie popatrzy. Nie pochwali fryzury czy sukienki, bo jest niewidomy. To miłość niewątpliwie trudna, wymagająca poświęcenia i ostrego sprzeciwienia się osobom, które uważają niepełnosprawnego za człowieka gorszej kategorii. Poza tym Piotr ma mnóstwo kompleksów i nie wiadomo, z czego będzie się utrzymywał. Czy tylko z renty? Wielkie nadzieje wiąże z maszynopisem, który posłał do wydawnictwa. Jeśli wydrukują tę powieść, będzie mógł zarabiać jako pisarz.  

07.06.2017

„Gobseck” Honore de Balzac


Hrabina de Grandieu z niepokojem obserwuje sympatię swojej siedemnastoletniej córki Kamili do Ernesta de Restaud. Młodzieniec jest zacny, ale najprawdopodobniej zrujnowany z winy matki, Anastazji de Restaud, nie nadaje się więc na męża. Wówczas przyjaciel rodziny, prawnik Derville, opowiada historię, po usłyszeniu której hrabina będzie mogła spojrzeć na Ernesta łaskawszym okiem. 

„Gobseck” to utwór o wielkim skąpstwie, zachłanności na pieniądze, okrucieństwie i głupocie. Balzac wprowadził zarówno postacie dobre (Kamila, Deville, Ernest i jego ojciec), jak i nikczemne (Maksym, Anastazja). Tytułowy Gobseck jest na swój sposób uczciwy, bo nigdy nie popełnia czynów niezgodnych z prawem, ale pozbawiony ludzkich uczuć. Nie rozczula go nawet najsmutniejsza historia, martwi się jedynie tym, że ktoś kiedyś odziedziczy jego majątek. A majątek to pokaźny, bowiem Gobseck zajmuje się lichwą i za bezcen odkupuje kosztowności od zdesperowanych arystokratów.

Według Balzaka profesja lichwiarza daje wielką władzę nad ludźmi. Gobseck zna wszystkie tajemnice paryskiej śmietanki towarzyskiej i umie je wykorzystać. Klękają przed nim nawet najbardziej krewcy mężczyźni, a najpiękniejsze kobiety chętnie by mu się oddały w zamian za umorzenie długów. Widzi tyle nikczemności i nędzy ludzkiej, że z czasem zaczyna reagować na wszystko ze stoickim spokojem. Staje się cyniczny, odporny na próby manipulacji, prośby i groźby. Ceni tylko pieniądz.

Balzac pisze w sposób dosadny i ukazuje wady ludzkie w bardzo ostrym świetle. W treść wplata wiele długich opisów wnętrz i wyglądu oraz spostrzeżeń świadczących o tym, że jest przenikliwym obserwatorem i psychologiem. Buduje zdania wielokrotnie złożone. Postacie często scharakteryzowane są z humorem, a te negatywne – ze złośliwością. Gobseck ma na przykład „bladą twarz cuchnącą pieniądzem”[1]. Rozbawiło mnie stwierdzenie, że jeśli „był rad ze swojego dnia, zacierał ręce wypuszczając przez popękane szczeliny twarzy dym wesołości”[2].

Przeczytałam już chyba osiem opowieści Balzaka i tę zaliczam do lepszych. Początek nie wciąga, ale kiedy na scenie pojawia się Anastazja, robi się ciekawie i przerażająco. Ta kobieta nie cofa się przed żadnym występkiem, nie umie nawet uszanować umierającego męża. Jej podłość nie ma granic. Straszna postać, przy tym bardzo wiarygodna. 

Kilka cytatów świadczących o wielkiej inteligencji i spostrzegawczości Balzaka:
„Życie to jest praca, rzemiosło, którego trzeba się nauczyć. Kiedy człowiek, przebywszy wszystkie bóle życia, nauczył się go wreszcie, fibry jego hartują się i nabywają pewnej wrażliwości, która pozwala im panować nad swą wrażliwością; zmienia swoje nerwy w stalowe sprężyny, które poddają się nie pękając”[3]. 
„Przed trzydziestką uczciwość i talent są jeszcze jakąś hipoteką. Później nie można już polegać na człowieku”[4].
„Wdzięczność to jest dług, który dzieci nie zawsze przejmują w spadku”[5].
„Czy sądzisz, że poetami są tylko ci, którzy pisują wiersze”[6].
„Nie ma nieznośniejszej rzeczy niż człowiek szczęśliwy”[7].
„Jakież straszliwe obrazy ujrzelibyśmy w duszach tych, którzy otaczają umierających, gdyby można zajrzeć do ich wnętrza! I zawsze majątek jest sprężyną intryg, które się obmyśla, planów, które się knuje!”[8].
---
[1] Honoriusz Balzac, „Gobseck”, w tegoż „Czerwona oberża”, Książka i Wiedza, 1953, przeł. Tadeusz Boy-Żeleński, s. 18.
[2] Tamże, s. 8.
[3] Tamże, s. 36.
[4] Tamże, s. 23.
[5] Tamże, s. 7.
[6] Tamże, s. 11.
[7] Tamże, s. 23.
[8] Tamże, s. 41. 

31.05.2017

„Samotność” Zofia Bystrzycka


„Samotność” Zofii Bystrzyckiej w czasach PRL-u wydawana była wielokrotnie. Nic w tym dziwnego, ponieważ to mądra, ciekawa powieść. Śmiało można ją czytać i dziś, bo opowiada o sprawach, które nigdy nie stracą aktualności: o rozpaczy, samotności, miłości do dziecka, zdradzie, wyzwalaniu się spod wpływu mężczyzny, odzyskiwaniu szacunku do siebie, a także o tym, że nigdy nie jest za późno, by zmienić swoje życie. 

Bohaterka ma na imię Zuzanna. Pragnęła zostać pediatrą, ukończyła nawet odpowiednie studia, ale pracuje w biurze, bo tak nakazał pan mąż. A ona męża ubóstwia i pokornie słucha we wszystkim. Nauczyła się tłumić w sobie poczucie wstydu i żalu za porzuconymi marzeniami. I tylko kiedy widzi chore dzieci, coś w niej aż krzyczy, że marnuje życie. Pewnego razu odkrywa, że jest zdradzana...

Akcja rozgrywa się na tle odbudowywanej Warszawy, w Kielcach oraz nad morzem. Bystrzycka posługuje się plastycznym językiem, zwraca uwagę na detale i tło. Bardzo dokładnie opisuje rzeczywistość Zuzanny: ciasne mieszkanko, które w tamtych czasach uchodziło za luksus, rozmowy z biurowymi koleżankami, synkiem Dankiem i babcią Motysią, relacje z mężem. Z retrospekcji dowiemy się, w jaki sposób poznała tego „cudownego” mężczyznę i jak zgłupiała od tej znajomości. Z powodu swojego zachowania będzie denerwowała niejedną czytelniczkę. Ale spokojnie – ta kobieta potrafi się zmienić. Zuzanna z początku książki i Zuzanna z końca to jakby dwie inne osoby. Tę przemianę autorka przedstawiła bardzo wiarygodnie. 

Powieść wzbogacają wzruszające sceny szpitalne. Bystrzycka z czułością pisze o Celince z ogromnym brzuchem, niezdającej sobie sprawy ze swojej brzydoty, o Elżbietce przywiezionej w stanie agonalnym przez lekkomyślną matkę, o sparaliżowanych po polio i innych biednych maleństwach. Wiele z nich nie dość, że cierpiało fizycznie, to jeszcze traciło rodzinę. Bywało, że po wyleczone dziecko nikt miesiącami się nie zgłaszał. Wówczas pielęgniarka osobiście wiozła je do rodziców, nawet na odległą wieś. I nieraz wracała razem z nim, bo okazywało się, że w międzyczasie matka urodziła kolejne dziecko i tego już nie chce... 

Pasjonująca książka, wzbudzająca mnóstwo najrozmaitszych uczuć. Polecam.

22.05.2017

„Ocaleni” Stanisław Benski




Podczas wojny Michał i Mirełe ukrywają się w lesie oraz przebywają w lagrze. Po powrocie do rodzinnego miasteczka odkrywają, że wszystko zostało zniszczone, a ich bliscy nie żyją. Postanawiają więc zamieszkać w Warszawie. Chłopak sprzedaje książki, dziewczyna znajduje pracę w Biurze Odbudowy Stolicy. Mają pieniądze, dach nad głową i siebie. Czy są szczęśliwi?

Główny temat „Ocalenia” Stanisława Benskiego to sytuacja polskich Żydów w roku 1945, wracających z różnych kryjówek czy obozów i próbujących na nowo urządzić sobie życie. Niektórym przychodziło to bez trudu, inni nie umieli uporać się z koszmarnymi wspomnieniami. Mirełe myślami wciąż tkwi w obozie i lesie, gdzie ukrywała się zimą i żywiła zdechłymi ptakami. Wygląda na pogodną, jednak to tylko maska. Marzy o tym, by stracić pamięć. Po pogromach i wielkiej nienawiści nic innego nam nie pozostaje, tylko miłość[1] – uważa. Ale czy potrafi kochać?

15.05.2017

„Moja droga Aleksandro” Krystyna Siesicka


Na miesiąc przed wybuchem Powstania Warszawskiego piętnastoletnia Luiza przyjeżdża na wieś. Mieszka w kurniku przerobionym na domek, wygrzewa się na słońcu, gra w szachy z młodziutkim księdzem, rozmawia z babcią o życiu. Cieszy się swoim rozkwitającym ciałem, pożądliwymi spojrzeniami chłopców, samodzielnością. W mieście widziała wiele okropieństw, tutaj panuje spokój, można nawet odnieść wrażenie, że trwają całkiem zwyczajne, piękne wakacje... 

Po latach, już jako żona i matka, znowu odwiedza Świętą Magdalenę. Ale nie potrafi opowiedzieć córce o przeszłości. Chce jak najszybciej wrócić do domu i w samotności wspominać. Odczytuje listy, które babcia wtenczas pisała, i w myślach tworzy do nich komentarz. I te listy oraz komentarze składają się na bardzo wzruszającą powieść pt. „Moja droga Aleksandro”.

14.05.2017

Seks w obecności dwuletniego, nieśpiącego dziecka, czyli fragment z książki „Dwie kochanki” Marka Harnego

Do sięgnięcia po „Dwie kochanki” zachęciła mnie recenzja, w której napisano m.in., że książka zawiera wiele scen erotycznych przedstawionych z umiarem i niepozostawiających niesmaku. Cóż, najwidoczniej ja mam inny gust, bo jedna z tych scen wydała mi się wyjątkowo niesmaczna. Autor opisał w niej uprawianie miłości na oczach dziecka. I to nie śpiącego niemowlęcia, tylko przytomnego dwulatka. Rzecz działa się w wielkiej willi, kochankowie mogli więc bez problemu zaprowadzić dziecko do innego pokoju. Ale nie dbali o taki „drobiazg”. 

13.05.2017

„Noc nad Jeruzalem” Sven Delblanc

„Noc nad Jeruzalem” Svena Delblanca to ciekawa powiastka filozoficzna ilustrująca tezę, że rozum zawsze przegra z przesądami. Narrator nazywa się Filemon z Megary. Jest greckim filozofem służącym Tytusowi Flawiuszowi. Najchętniej zajmowałby się astronomią oraz badaniem przyrody, ale musi brać udział w wojnach żydowsko-rzymskich i już piąty rok koczować w namiocie wokół Jerozolimy, czekając na przegraną Żydów. Ci jednak, choć puchną z głodu, nadal się bronią. Nieliczni próbują uciec. Najczęściej zostają złapani i po przesłuchaniu przybici do krzyży. Wokół obozowiska wciąż unoszą się krzyki torturowanych i umierających, co denerwuje nielubiącego przemocy filozofa.

Życie Filemona nie jest łatwe. Pogardza prymitywnymi Rzymianami, a ci odpłacają mu tym samym. W dniu, który został opisany w książce, staje przed trudnym zadaniem. Oto nad Jerozolimą zapadają całkowite ciemności. Z jednej strony czuje zadowolenie, bo przewidział, że dojdzie do zaćmienia Słońca, z drugiej – musi zapanować nad przerażeniem Rzymian, którzy żądają, by złożyć ofiarę z człowieka. Akurat wtedy zostaje pochwycony kolejny Żyd – stary, zniedołężniały, wycieńczony Eleazar. Utrzymuje on, że jest prorokiem i widział twarz boga. Doprowadzony do namiotu imperatora, opowiada o pierwszych chrześcijanach, znajomości z Jezusem, swoim rozgoryczeniu i pojmowaniu religii. Czy w zamian za fascynującą historię barbarzyńcy pozwolą mu ocalić życie?