„Łuskanie bobu w blasku księżyca” to przepięknie napisany i poruszający zbiorek czterech krótkich tekstów z akcją osadzoną na chińskiej prowincji. Najbardziej przypadło mi do gustu „Piękno”. Zaczyna się ono bardzo intrygująco, bo od zdania: „Meng Zi w najgorszych snach nie przewidywał, że ożeni się z kobietą chorą na kiłę” (s. 23). Pragnął żony skromnej, nietkniętej i taka właśnie wydawała mu się Yue’er. Po ślubie okazało się, że zarażona jest kiłą. Nie prowadziła rozwiązłego trybu życia, po prostu ojciec kazał jej pracować w rodzinnej knajpie, licząc na to, że córka przyciągnie klientów. Jeden z nich uwiódł tę młodziutką piękność, a następnie porzucił. Nieszczęsna dziewczyna leczona jest zarówno w szpitalu, jak i tradycyjnymi chińskimi metodami, jednak ma pecha, bo antybiotyki uszkadzają jej serce i wątrobę. W opowiadaniu tym autor przejmująco pokazuje bezsilność i lęk przed śmiercią, walkę z chorobą, z pożądaniem, z nienawiścią mieszkańców wioski, a także rodzenie się miłości, bo choć Meng Zi początkowo czuje się oszukany, z czasem zaczyna rozpaczliwie kochać żonę.
Kolejny bardzo dobry tekst to „Łuskanie bobu w blasku księżyca”. Akcja rozgrywa się najprawdopodobniej w latach sześćdziesiątych, podczas klęski głodu. Xue Yue'er po dłuższej nieobecności powraca do domu. Po drodze widzi trupy, słyszy, że wielu ludzi zmarło z nędzy, że ci, którzy weszli do jej rodzinnej wioski, już nie wrócili. We wsi są spichlerze, jednak pilnowane przez milicję, i mieszkańcy muszą uciekać się do różnych, nieraz kontrowersyjnych metod, by zdobyć jedzenie. Bohaterka decyduje się odwiedzić krewnych. Zachowują się oni bardzo dziwnie. Wkrótce nadchodzi noc… Opowiadanie jest krótkie, utrzymane w gęstym, groźnym i niesamowitym klimacie. Widać z niego, jak bardzo zmieniają się ludzie pod wpływem głodu.
„Dziewczyny i cyjony”, najdłuższy tekst w zbiorku, jest fragmentem powieści. Widzimy w nim, jak Lanlan i Ying’er przemierzają pustynię. Lanlan jest po rozwodzie z bratem Ying’er, który bił ją okrutnie, a nawet biczował. Nie mogła wytrzymać tej przemocy i odeszła, za co na siostrę porzuconego spadły nieokreślone cierpienia. Dziewczyny mają strzelbę, maczetę, dwa wielbłądy, ogień. Jednak kiedy zapada noc, pojawiają się głodne drapieżniki. Xue Mo ukazuje rozpaczliwą walkę o życie, a także cierpienia związane ze strachem, z głodem, pragnieniem, przegrzaniem organizmu. W tekście znajdują się przepiękne, plastyczne opisy pustyni. Szkoda tylko, że w pewnym momencie autor zaczyna stosować antropomorfizację. Zamiast ukazać prawdziwą naturę wielbłąda, przypisuje mu ludzkie cechy. Wielbłąd zna ludzki język, myśli podobnie jak ludzie, a nawet, według autora, woli dziewice, w czym podobny jest do mężczyzn. Przyznam, że ten wtręt potraktowałam jak zgrzyt.
„Dziadek Sinciang” to obrazek z życia staruszka, którego w dzień po ślubie siłą wcielono do armii i wywieziono aż do Sinciangu. Gdy zdezerterował i jakimś cudem pieszo przywlókł się do domu, jego żona została już sprzedana innemu mężczyźnie. Porzucony mąż do dziś jej pomaga, karmi nawet jej psa. Uważa, że lojalność wobec innych to podstawa. Mieszkańcy wioski nie doceniają tej wielkoduszności i ze staruszka szydzi nie tylko gawiedź, ale nawet lekarz.
Wszyscy główni bohaterowie są dobrotliwi, nie skrzywdziliby żadnego stworzenia. Jeśli wpadają w złość, to tylko na krótko. Meng Zi szybko wybacza żonie kłamstwa i zaczyna ją chronić. Ta żona wierzy, że uzdrowiłoby ją zjedzenie ropuchy, jednak złapawszy płaza, zaraz go wypuszcza, bo przecież on też pragnie żyć i nie warto ratować się cudzym kosztem. Kiedy Lanlan traci nadzieję na ratunek, ostatnie chwile życia chce przeznaczyć na podzielenie się z mniej doświadczoną koleżanką technikami przetrwania na pustyni. Handlujący owocami dziadek Sinciang każdemu napotkanemu dziecku wręcza gruszkę, pozbawiając się tym samym szansy na zarobek. Pod względem materialnym najlepiej powodzi się małżonkom z opowiadania „Piękno”. Następny w kolejce jest dziadek Sinciang, bo choć jego posiłki składają się wyłącznie ze smażonego pochrzynu i bezjajecznego makaronu, to jednak spożywa je codziennie (i bardzo to docenia). Dziewczyny przemierzające pustynię niemal w ogóle nie mają jedzenia ani nawet wody. Bohaterka „Łuskania bobu” zjada wilcze mięso, a tytułowego bobu nie widziała od kilku lat.
Wszyscy bohaterowie zmagają się z wykluczeniem społecznym. W aż trzech tekstach młode kobiety muszą zaciekle walczyć o życie, w aż dwóch wisi nad nimi groźba, że staną się pokarmem dla innych głodnych istot. I w aż dwóch mamy motyw białego małżeństwa – dziadek Sinciang ani razu nie współżył z żoną, bo w trakcie ich jedynej wspólnej nocy ona miała okres, z kolei Meng Zi z „Piękna” boi się zarażenia kiłą – a kiedy z pożądania traci rozsądek, za drzwiami czuwają rodzice i w najgorętszym momencie ujawniają swoją obecność. Co ciekawe, obaj mężczyźni cierpliwie znoszą szyderstwa i wiernie kochają te swoje nieosiągalne żony. Poza tym wszystkie opowiadania przesiąknięte są filozofią buddyjską. Bohaterowie wierzą w duchy, w powtórne odrodzenie. Mężatka chora na kiłę liczy na to, że w kolejnym życiu znowu połączy się z ukochanym, a Lanlan pociesza koleżankę następującymi słowami: „Zresztą jeśli się nad tym zastanowić, im wcześniej umrzemy, tym wcześniej się odrodzimy. Może kolejne życie będzie lepsze” (s. 106). Postacie godzą się z wizją śmierci, ale pod warunkiem, że odbędzie się na ich warunkach i że nie staną się „głodnymi duchami”.
Bardzo ciekawy, piękny, a zarazem smutny zbiorek. Autor osadza bohaterów w nieprzyjaznym, surowym świecie, zsyła na nich różne nieszczęścia, od wstydliwej choroby po głód i ataki drapieżników. A ponieważ wszystko opisane jest niesamowicie sugestywnie i plastycznie, trudno zachować spokój podczas czytania i nie przejmować się losami tych łagodnych nieszczęśników z kart książeczki.
---
Xue Mo, „Łuskanie bobu w blasku księżyca”, przeł. Marta Torbicka, ArtRage, 2026

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz