24.07.2026

„A na boisku pusto” Paweł Pollak


Tevin Price grał kiedyś w NFL i zarabiał naprawdę duże pieniądze, ale potem podpisał kontrakt z Panthers Wrocław i choć jego zarobki drastycznie zmalały, to wreszcie poczuł się szczęśliwy. Już nie przesiaduje na ławce rezerwowych, jak to działo się w Stanach, tylko bierze aktywny udział w meczach. Jest quarterbackiem, czyli najważniejszym zawodnikiem Panthers. To od jego umiejętności zależy siła drużyny. Po treningach lubi zostawać sam na boisku, wyciągnąć się na murawie, nacieszyć swoją młodością i powodzeniem. Któregoś sierpniowego dnia ten jego rytuał odpoczynku zostaje brutalnie przerwany, bo u wylotu nadmuchiwanego tunelu, przez który wbiega się na boisko, pojawia się postać z rewolwerem. Ciemnoskóry Amerykanin próbuje oczywiście uciekać, jednak w jego ciało wbijają się kule, a jedna z nich jest śmiertelna. I w ten oto sposób Stadion Olimpijski staje się miejscem zbrodni.

Śledztwo prowadzi komisarz Przygodny, ten sam, co w trzech pierwszych częściach serii. Nie interesuje się on nawet zwykłą piłką nożną, cóż więc mówić o futbolu, ale teraz musi poznać środowisko osób zajmujących się tym egzotycznym dla Polaków sportem, porozmawiać z zawodnikami, trenerem, cheerleaderkami i wdową po zabitym. Na stadionie nie zauważono nikogo obcego, najprawdopodobniej więc to właśnie któraś z tych kilkudziesięciu osób dokonała zbrodni. 

Równolegle swoje amatorskie śledztwo prowadzi dziennikarz Kuriata. W przeciwieństwie do Przygodnego nie ma on pomocników ani nie korzysta z technik kryminalistycznych, może polegać wyłącznie na sobie, jest jednak bardzo energiczny i skupiony na celu. A Przygodny niestety potrafi rozproszyć się na widok pięknej kobiety. Kiedy na przykład zauważa, że trenerka cheerleaderek ma polakierowane paznokcie, zaczyna się zastanawiać, gdzie mogłaby tą kuszącą dłonią sięgnąć. Na szczęście jako człowiek z gruntu przyzwoity usiłuje walczyć z popędami i gdy owa wymanikiurowana dama proponuje mu wyjście na kawę, przytomnie odmawia. Co ciekawe, nie jest to wcale mężczyzna niewyżyty, w domu czeka na niego kochająca i o pokolenie młodsza dziewczyna. I w tym miejscu muszę przyznać, że to jego nadmierne pobudzenie w trakcie pracy, i to tak odpowiedzialnej, jest przecież policjantem szukającym mordercy, niezbyt mi się podoba. Ale cóż, komisarze z kryminałów muszą mieć jakieś wady, a Przygodny ma właśnie taką. 

Oprócz dziennikarza i komisarza w „A na boisku pusto” pojawiają się też inne postacie znane  z wcześniejszych części. Jest tu więc poczciwy i gadatliwy aspirant Gajda, jest kąśliwy patolog Małecki, jest rozważna Justyna i są dwaj pozbawieni inteligencji posterunkowi. W tej części w tajemnicy przed komisarzem wybierają się oni na mecz i oczywiście robią na nim coś strasznego. A z nowych postaci autor wprowadza m.in. piękną cheerleaderkę Sandrę oraz nieatrakcyjną Elę, pracującą w Żabce. Co ciekawe, obie te kobiety płaczą, kiedy po raz pierwszy pojawiają się na kartkach książki, tyle że jedna leje łzy z powodu utraty męża, a druga, bo została znieważona przez Kuriatę. 

W powieści najważniejsze jest śledztwo, ale nie brakuje też wątków pobocznych. Z przyjemnością czytałam na przykład o tym, jak Kuriata zauważa, że konkurencja kradnie jego materiały. Zwykłe zwrócenie uwagi to nie w jego stylu, postanawia więc dać złodziejom taką nauczkę, żeby stali się pośmiewiskiem całego Dolnego Śląska. Sporo miejsca zajmuje oczywiście wątek sportowy. Autor zwraca uwagę, że choć Polacy oglądają rozgrywki sportowe, to przeważnie piłkę nożną, siatkówkę albo skoki narciarskie, futbolem amerykańskim nie interesuje się niemal nikt. Tymczasem w USA znajomość jego zasad wysysa się z mlekiem matki. Jest to, jak mówi z podziwem żona zamordowanego, sport kolizyjny i tylko „twarde chłopaki w niego grają”. Lekarz sądowy ma wobec futbolistów uczucia zgoła odmienne – uważa, że zbierają oni takie uderzenia, że po latach mają rzeszoto zamiast mózgu. Zresztą już od wczesnej młodości mieli chyba sieczkę w głowie, skoro dobrowolnie zgodzili się zajmować tym akurat sportem. 

Przeczytałam już niejedną książkę Pawła Pollaka, ale żadna nie zaskoczyła mnie tyle razy i tak mocno jak ta. Wydawało mi się, że znam bohaterów i mniej więcej wiem, czego można się po nich spodziewać, autor jednak niespodziewanie przewraca stolik i udowadnia, że ma większą wyobraźnię niż czytelnicy. Dochodzi do wielkich zmian, do wydarzeń zdumiewających, a przy tym bardzo wiarygodnych i logicznych. Tak że warstwę obyczajową naprawdę świetnie się czyta, z emocjami, niekiedy z bólem, a niekiedy z uśmiechem. 

Podsumowując, jest to bardzo ciekawa książka o szukaniu mordercy wybitnego sportowca i o prywatnym życiu dwóch mężczyzn. Sadząc po zakończeniu, to ostatnia część cyklu. Jest ładnie zbudowana, ma klamrową kompozycję – akcja zaczyna się i kończy w tym samym miejscu, na opustoszałym boisku – poza tym do zbrodni dochodzi już na samym początku, można podejrzewać sporo osób, a śledztwa Kuriaty i Przygodnego zgrabnie się przeplatają. 

Kilka cytatów: 
„Doszedłem do smutnej konstatacji, że ludzkość przypomina bizony gnające przez prerię. Jednostki, które próbują biec w innym kierunku niż stado, zostają stratowane” (s. 48). 
„Miał łapać zabójców, a spora część jego pracy stanowiło upominanie się, żeby dano mu na to środki” (s. 106).
„Nie ma bardziej niszczącej siły niż furia porzuconej kobiety” (s. 140).
---
Paweł Pollak, „A na boisku pusto”, Oficynka, 2026

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz