15.03.2023

„Doll story” Michał Paweł Urbaniak

W starych powieściach wśród trzecioplanowych postaci często pojawiają się panny do towarzystwa. Zatrudniane przez zamożne osoby, miały obowiązek zabawiać je rozmową i robić wszystko, czego pracodawca sobie zażyczył. Rzadko były traktowane z szacunkiem, najczęściej nikt nie zwracał uwagi na ich potrzeby ani uczucia. Z biegiem lat zwyczaj przyjmowania takiego towarzysza wymarł. Ale wyobraźnia pisarzy nie zna granic i oto Michał Paweł Urbaniak wymyślił sobie, że w dwudziestopierwszowiecznej Polsce znowu można angażować takich płatnych przyjaciół, w dodatku nie dorosłych, lecz dzieci. Te Maskotki – bo tak są w książce nazywane – muszą być zawsze uprzejme i gotowe do spełniania zachcianek pracodawcy. W zamian zyskują możliwość przebywania w bogatym domu, podpatrywania, jak funkcjonuje rodzina, otrzymują też pensję i raz w tygodniu wychodne. Jeśli będą miały szczęście, właściciel pomoże im się usamodzielnić, a nawet zapisze swój majątek. 

6.03.2023

„Doktor White i jego głowy, czyli śmiałe eksperymenty w transplantologii” Brandy Schillace

Gdyby sto lat temu ktoś zaczął mówić o transplantacjach, uznano by go za szaleńca, tymczasem ta dziedzina medycyny rozwinęła się bardzo mocno. Przeszczepiane są między innymi płuca, twarze, dłonie. A jak jest z... głową? Czy można odciąć ją od korpusu żywego człowieka i przyszyć do ciała osoby, u której stwierdzono śmierć mózgu? Pytanie brzmi szokująco, ale okazuje się, że istniał lekarz, który przeszczepiał głowy małpom i chciał w ten sposób operować ludzi. Taki patchworkowy człowiek byłby wprawdzie sparaliżowany, bo raz przeciętego rdzenia kręgowego nie można znowu połączyć, ale gdyby już wcześniej miał porażenie czterokończynowe, to przecież nic by nie stracił. Lekarz ów nazywał się Robert White, mieszkał w Cleveland i starał się nawet o Nagrodę Nobla. Książka Brandy Schillace zatytułowana „Doktor White i jego głowy”, opublikowana po raz pierwszy w roku 2021, to coś w rodzaju jego biografii obudowanej licznymi historiami o innych chirurgach, pionierskich operacjach i faktami z dziedziny transplantologii oraz neurochirurgii, a także bionicznymi nowinkami. 

26.02.2023

„Czarne psy” Ian McEwan

Na pierwsze spotkanie z twórczością Iana McEwana wybrałam „Czarne psy”. Jest to bardzo ciekawa minipowieść i tylko jeden fragment czytało mi się nieprzyjemnie – ten, w którym Polacy zostali odmalowani bardzo jednostronnie, jako przepełnieni nienawiścią antysemici. Na szczęście oprócz tematu polskiego autor porusza wiele innych, pisze na przykład o zachwycie i rozczarowaniu komunizmem, o samotnej młodości głównego bohatera, jego przyjaźni z teściami i oczywiście o tytułowych czarnych psach, potraktowanych zarówno dosłownie, jak i metaforycznie. Te psy złamały życie jednej z bohaterek, uświadomiły jej, że rozsądna polityka społeczna nie wybawi ludzkości od nieszczęść, bo na świecie istnieją złe siły, które co jakiś czas będą się odradzać i niszczyć całe społeczności, a nawet narody. 

17.02.2023

„Smętny szofer z Alster” Håkan Nesser

Cykl Håkana Nessera o komisarzu Barbarottim czytam nie po kolei. Do tej pory poznałam „Człowieka bez psa” i „Szachy pod wulkanem”, a teraz przyszła pora na część szóstą, czyli na „Smętnego szofera z Alster”. Ku mojemu zaskoczeniu ta powieść okazała się o wiele lepsza od „Szachów”. Czytałam ją z wielką przyjemnością i podziwem dla talentu autora – co nie znaczy, że polubiłam Barbarottiego. Nadal uważam go za postać nieciekawą i zbzikowaną, a przy tym o wiele mniej wyrazistą niż Van Veeteren, bohater innej serii kryminalnej Nessera. Na szczęście Barbarotti nie pojawia się w tej powieści zbyt często. Na pierwszy plan wysuwa się tu ktoś inny – kierowca Albin Runge.

31.01.2023

„Dom dla Doma” Wiktoria Amelina

„Dom dla Doma” Wiktorii Ameliny to powieść średniej grubości, wyróżniająca się tym, że narratorem jest... pies. A dokładniej mówiąc, ukraiński jamnik urodzony w roku 1991 i zmarły w 2005 (tak, tak, narracja prowadzona nie tylko z perspektywy zwierzęcia, ale dodatkowo „zza grobu”, czyli z perspektywy zwierzęcia już nieżyjącego). Część osób z góry odrzuci tę książkę, podejrzewając, że jest infantylna, że autorka zniekształca sposób postrzegania świata przez psa. Cóż, rzeczywiście trochę zniekształca. Wykreowany przez nią Domik bardziej interesuje się sprawami ludzkimi niż psimi, zna się na historii, snuje różne mądre refleksje. Ale powieści absolutnie nie można nazwać infantylną. 

29.01.2023

„Szachy pod wulkanem” Håkan Nesser

Lubię Håkana Nessera, ale już dawno zauważyłam, że jest autorem nierównym, mającym w swoim dorobku zarówno książki bardzo dobre, jak i słabsze. „Szachy pod wulkanem”, stanowiące siódmą część cyklu o komisarzu Barbarottim, należą niestety do tej drugiej grupy. Intryga kryminalna nie zachwyca, śledztwo toczy się z przesadną powolnością, żadna z postaci nie fascynuje, a sam Barbarotti sprawia wrażenie zwariowanego i nieefektywnego. Kiedy na przykład pewna kobieta prosi o odnalezienie ojca, komisarz, nie mając pomysłu, jak jej pomóc, zaczyna się na komendzie, w obecności tej kobiety, modlić. Na domiar złego „Szachy” są mocno wtórne. Nesser po raz enty wplata w fabułę teksty napisane przez osoby zamieszane w śledztwo, każe policjantom filozofować o punkcie Borkmanna i żałować, że sprawa morderstwa została wyjaśniona, a nie odłożona ad acta, wykorzystuje też wiele innych elementów ze swojej wcześniejszej twórczości, lecz nie wymienię ich z obawy, by niechcący nie naprowadzić kogoś na trop zakończenia. Nawet motyw zbrodni i postać mordercy wydały mi się podobne do tych z innej książki Nessera. 

23.01.2023

„Miłość na marginesie” Yoko Ogawa

„Miłość na marginesie” Yoko Ogawy zaczyna się od opisu spotkania osób, które do niedawna miały problemy ze słuchem. Wśród nich znajduje się i narratorka. Ni stąd, ni zowąd zaczęła ona słyszeć muzykę wygrywaną przez nieistniejący flet. Doszło do tego, że wszystkie dźwięki budziły w niej niepokój, bo nie wiedziała, czy są prawdziwe, czy też nie. Szukała ciszy, mogła mówić jedynie szeptem. Lekarze nie znaleźli żadnej fizycznej przyczyny tych anomalii, może więc była to choroba psychosomatyczna wywołana przez jakąś traumę? Przecież zaledwie dzień przed pojawieniem się omamów bohaterkę porzucił mąż. Jednak ona nie chce i nie umie uwierzyć w tak proste wyjaśnienie. Przypomina sobie, że już wcześniej interesowała się sprawami związanymi ze słuchem. Z odbytej w dzieciństwie wycieczki do muzeum najlepiej zapamiętała starodawny aparat słuchowy. A kiedy stawała przed lustrem, lubiła obserwować swoje uszy, te różne wgłębienia i wypukłości, których nazw nawet nie znała. „Miałam wielką ochotę przyjrzeć się im z bliska. Położyć na dłoni. Nie wiem dlaczego”[1]. Czyżby już wtedy przeczuwała, że będzie mieć problemy z tym organem?

13.01.2023

„Macochy” Danuta Awolusi

Danutę Awolusi kojarzę jako osobę, która schudła aż siedemdziesiąt kilogramów – i zdołała tę wagę utrzymać! Jest to na pewno wielkie osiągnięcie, bo mało komu udaje się wyjść z otyłości, i to bez operacji bariatrycznej. Ale dbanie o prawidłowe BMI to nie jedyna pasja Awolusi; pisuje ona też powieści. Jedną z nich, zatytułowaną „Macochy”, miałam niedawno okazję przeczytać. 

7.01.2023

Pół miliona banknotów, czyli zdziwienie podczas czytania powieści Nessera, część druga

Czytam sobie „Szachy pod wulkanem” Nessera. Wśród bohaterów jest pisarz o inicjałach JLF, który usłyszawszy, że dostanie zaliczkę w wysokości pół miliona, cieszy się, że „będzie miał na koncie pięćset tysięcy nowiutkich banknotów”*.

Szachy pod wulkanem
 
Tłumaczka niestety nie informuje, czy są to korony, czy też przeliczyła je na złote, ale bez względu na to, czy pisze o pieniądzach szwedzkich czy też o polskich, rachunek się nie zgadza. Załóżmy, że chodzi o polską walutę. Gdyby jakiś dobry duszek zasilił moje konto sumą pół miliona, wypłacając ją, nie dostałabym pół miliona banknotów, bo nie istnieją banknoty o nominale jeden złoty. Mogłabym dostać co najwyżej pięćdziesiąt tysięcy banknotów.

Kto się pomylił, autor czy tłumaczka, tego oczywiście nie jestem w stanie rozstrzygnąć. A może to ja się mylę i nie umiem liczyć?...

---
* Håkan Nesser, „Szachy pod wulkanem”, przeł. Iwona Jędrzejewska, Czarna Owca, 2022, s. 48.

31.12.2022

„Sonia” Kateryna Babkina

Sonia, tytułowa bohaterka powieści Kateryny Babkiny, jest trzydziestoletnią Ukrainką, ładną, życzliwą, uczuciową. Łatwo nawiązuje znajomości, lubi, by było miło i wesoło. Ale od jakiegoś czasu ma niewiele powodów do radości – porzucił ją Luis, którego kochała, a kiedy spędziła noc z przygodnie poznanym mężczyzną, zaszła w ciążę. I teraz nie wie, co z tym fantem zrobić – zdecydować się na aborcję czy też nie? Uważa, że jako przyszła matka powinna coś czuć do rosnącego w brzuchu dziecka, nienawiść albo może miłość, tymczasem ona nie czuje zupełnie nic. „Nie mogę przecież tak po prostu wziąć i urodzić”[1] – żali się przyjaciółkom, a wtedy jedna z nich proponuje: „Może znajdź ojca i naucz się akurat na nim coś odczuwać? Poczujesz głos krwi, upleciesz sobie miłość z łańcuszków wspólnego DNA”[2]. Sonia postanawia z tej rady skorzystać i odnaleźć ojca, którego nigdy nie poznała i o którym wie tylko tyle, że przed laty porzucił jej matkę i wyjechał do Polski.