13.05.2017

„Noc nad Jeruzalem” Sven Delblanc

„Noc nad Jeruzalem” Svena Delblanca to ciekawa powiastka filozoficzna ilustrująca tezę, że rozum zawsze przegra z przesądami. Narrator nazywa się Filemon z Megary. Jest greckim filozofem służącym Tytusowi Flawiuszowi. Najchętniej zajmowałby się astronomią oraz badaniem przyrody, ale musi brać udział w wojnach żydowsko-rzymskich i już piąty rok koczować w namiocie wokół Jerozolimy, czekając na przegraną Żydów. Ci jednak, choć puchną z głodu, nadal się bronią. Nieliczni próbują uciec. Najczęściej zostają złapani i po przesłuchaniu przybici do krzyży. Wokół obozowiska wciąż unoszą się krzyki torturowanych i umierających, co denerwuje nielubiącego przemocy filozofa.

Życie Filemona nie jest łatwe. Pogardza prymitywnymi Rzymianami, a ci odpłacają mu tym samym. W dniu, który został opisany w książce, staje przed trudnym zadaniem. Oto nad Jerozolimą zapadają całkowite ciemności. Z jednej strony czuje zadowolenie, bo przewidział, że dojdzie do zaćmienia Słońca, z drugiej – musi zapanować nad przerażeniem Rzymian, którzy żądają, by złożyć ofiarę z człowieka. Akurat wtedy zostaje pochwycony kolejny Żyd – stary, zniedołężniały, wycieńczony Eleazar. Utrzymuje on, że jest prorokiem i widział twarz boga. Doprowadzony do namiotu imperatora, opowiada o pierwszych chrześcijanach, znajomości z Jezusem, swoim rozgoryczeniu i pojmowaniu religii. Czy w zamian za fascynującą historię barbarzyńcy pozwolą mu ocalić życie?

7.05.2017

„W poszukiwaniu ducha” Barbara Rosiek




„Marzy mi się wielkie obżarstwo, dobry seks, spacer plażą w letnim słońcu. Czy tak wiele pragnę?”[1].

Pisząc „W poszukiwaniu ducha”, Barbara Rosiek miała czterdzieści sześć lat i przeczucie, że niedługo umrze. Bolał ją kręgosłup, brzuch, przeszła kilka operacji i długo leżała na oddziale reanimacyjnym. A potem zaraziła się wirusem HIV i... zmarła. Tak napisano na końcu książki. Jak mam to rozumieć, nie wiem, bowiem osoba ta wciąż żyje. Wniosek z tego taki, że choć jej książki określane są jako autobiograficzne, w rzeczywistości zawierają wiele konfabulacji i nie warto traktować ich poważnie. 

Autorka nie tylko zmyśla, ale i często przeczy sama sobie. Raz twierdzi, że tajemniczy głos kazał jej wjechać rowerem pod samochód[2], a raz – że to nie była próba samobójcza, tylko wypadek z winy taksówkarza, który wymusił pierwszeństwo[3]. Gdzie leży prawda? Nie wiadomo. 

Kolejna denerwująca sprawa to pisanie zagadkami. „Stanęłam w obronie Mamy, w rodzinie. Po prostu wycięłam wrzód na dupie, który ją zamęczał”[4]. Co właściwie zrobiła i kto zamęczał jej matkę, tego nie raczy wyjaśnić. Niech się czytelnik gubi w domysłach. 

29.04.2017

„Ta najważniejsza cząsteczka” Stanisław Benski


W warszawskim domu opieki mieszkają niewidomy Abram, hipochondryk Szmul, niespełniona poetka Salomea, schizofrenik Chaim, niedorozwinięty Lejzor, garbaty Chaskiel, umierająca Helena i Rywka, która utraciła nogę, wyskakując z pociągu jadącego do Treblinki. To właśnie oni są bohaterami większości opowiadań zawartych w tomiku „Ta najważniejsza cząsteczka” Stanisława Benskiego.

13.04.2017

„Pożegnania” Juan Carlos Onetti


Do brazylijskiej miejscowości, w której znajduje się sanatorium dla gruźlików, przyjeżdża koszykarz. Jest skryty, małomówny i nie chce dołączyć do wspólnoty chorych, toteż szybko zaczyna drażnić wścibskich mieszkańców, a szczególnie felczera, pokojówkę i właściciela gospody. Niemal wszyscy próbują odgadnąć, w jakim celu wynajął willę, skąd ma tyle pieniędzy i kim są odwiedzające go dwie kobiety. Uważają, że starsza to jego żona, a młodsza – kochanka, i okazują tej drugiej potępienie. A koszykarz nie chce lub nie potrafi poradzić sobie z plotkami.

11.04.2017

„Ulica Świętego Wawrzyńca” Krystyna Siesicka

Ostatnio z powodu wyjazdu mam utrudniony dostęp do netu, stąd opóźnienie w pisaniu opinii o książkach. W marcu przeczytałam ich całkiem sporo, głównie polskich. Wszystkie – z dwoma wyjątkami – okazały się dobre lub bardzo dobre. Dziś kilka zdań o jednej z tych uznanych za nieciekawe, czyli o „Ulicy Świętego Wawrzyńca” Krystyny Siesickiej. 

Trwają wakacje. Nastoletni Wojtek Jary spędza czas ze stryjecznym bratem Ludwiczkiem, odwiedza wikarego i codziennie zachodzi na stację, bo ma nadzieję, że zobaczy Wiankę – dziewczynę, w której się zakochał. W międzyczasie próbuje pisać wiersze. Jego ojciec, burmistrz, zachorował na świnkę, mama porządkuje dom, a dziadka śledzi dziwny starszy pan...

28.03.2017

„Bądź moim Bogiem” Remigiusz Grzela





Kiedy przeczytałam „Złodziei koni”, wiedziałam, że niebawem sięgnę po inne książki Remigiusza Grzeli. I oto przyszła pora na „Bądź moim Bogiem”.

Narratorem jest młody dziennikarz, samotny i dość nieszczęśliwy w życiu prywatnym. Dobrze czuje się tylko w pracy. Fascynują go podstarzałe, zapomniane artystki. Wie o nich niemal wszystko i traktuje je z niesłychaną cierpliwością. Teraz postanawia poznać losy Eriki oraz Very. Ta pierwsza to wdowa po legendarnym pisarzu Borysie, druga – Żydówka niesprawiedliwie oskarżona o współpracę z gestapo.

12.03.2017

„Emil 2, czyli kiedy nieszczęśliwe są psy – nieszczęśliwy jest cały świat” Jędrzej Fijałkowski



Kiedy kilka lat temu czytałam książkę „Emil, czyli kiedy szczęśliwe są psy, szczęśliwy jest cały świat”, nie przyszło mi go głowy, że będę miała okazję poznać dalsze losy sympatycznego doga. Ale oto ukazał się „Emil 2, czyli kiedy nieszczęśliwe są psy – nieszczęśliwy jest cały świat”.

Dla przypomnienia: gdy Jędrzej Fijałkowski po raz pierwszy zobaczył Emila, ten ważył zaledwie czterdzieści kilogramów, choć powinien osiemdziesiąt, poza tym miał mnóstwo chorób i wyglądał odrażająco. Człowiekowi, który go przygarnął, odpłacił przeogromną miłością. Szybko stał się jego najlepszym przyjacielem, towarzyszem spacerów, a także... partnerem do rozmowy.

W książce można poczytać, w jaki sposób dog i pan spędzali razem czas. Akurat kiedy Emil skończył pięć lat, przeprowadzili się na mazowiecką wieś. Dom kupiony przez Fijałkowskiego był ogromny i zarazem bardzo zrujnowany. „Na inną drogę, nowe szukanie – życia nie starczy. Zakotwiczyć trzeba w tym, co jest”[1] – stwierdził autor i rozpoczął remont. Na szczęście we wspomnieniach nie ujawnił szczegółów urządzania się w nowym miejscu, bo to nudziłoby czytelnika.

3.03.2017

„Wełna” Lars Gustafsson


Lars Herdin jest samotny i zrezygnowany. Już jako dziecko postanowił, że kiedyś popełni samobójstwo. Nie miał ku temu żadnych szczególnych powodów, po prostu czuł nieznośną pustkę i nie potrafił nawiązać z nikim serdecznych więzi. Teraz, mając trzydzieści cztery lata, nadal uważa, że to rozsądna decyzja. Wyznaczył nawet konkretną datę i obmyślił sposób: zatrucie spalinami w garażu sąsiada.

Kilka fragmentów z „Wełny” Larsa Gustafssona

Lars Gustafsson (1936-2016)


„Dlaczego u diabła wymaga się wciąż ode mnie, żebym się zmienił?  Dlaczego nigdy nie zdarzy się coś, co by mnie zmieniło?” (s. 84)

„Od a do zet jestem produktem zbędnym. Nikt nigdy mnie w jakiś naprawdę sensowny sposób nie potrzebował.
Sądzę, że jest to dość powszechne uczucie. Nie trzeba być wcale jakimś dziwakiem albo oryginałem, żeby je żywić. Fakt, że ludzie nie pozwalają sobie trochę częściej na luksus śmierci z własnej ręki, polega prawdopodobnie na braku technicznych umiejętności niż chęci”. (s. 57)

„Niemal przez całe życie byłem raczej nieszczęśliwy niż szczęśliwy, a przecież nie mam do tego żadnego talentu. Prędzej czy później zawsze znajdę jakieś wyjście, sposób wymknięcia się i znalezienia odrobiny szczęścia chociażby w jakimś kąciku”. (s. 22)

„Panie Boże, myślimy, że nasi bliźni są tacy przejrzyści, tacy łatwo zrozumiali, zdaje nam się, że jesteśmy tacy rozumni. A wrażenie to trwa tylko dopóty, dopóki nie zaczynają działać, nigdy dłużej”. (s. 246)

2.03.2017

„Wędrujące buciory” Pentti Haanpää



Pentti Haanpää, jeden z najwybitniejszych fińskich pisarzy, był mi już znany z powieści „Pomysł gubernatora”. „Wędrujące buciory”, które teraz przeczytałam, to dla odmiany opowiadania. Zanim je podsumuję, napiszę krótko o treści każdego z nich. 

„Wędrujące buciory”. Tytułową parę butów miało na nogach aż dziewięciu mężczyzn. Haanpää opisał wojenne losy każdego z nich. Dzięki takiemu ujęciu tematu pokazany został różnorodny stosunek Finów do wojny. Niektórzy walczyli na froncie, inni siedzieli bezczynnie, jeszcze inni zostali wysłani do Karelii, by na świeżo zdobytych terenach budować kościół. Bohaterowie uważali Niemców za sojuszników.

„Ostatnia droga”. Jeden z pracujących na pustkowiu flisaków mocno zachorował. Odwiezienie go do lekarza to trudne zadanie, bo najpierw trzeba płynąć łodzią, potem podróżować konno, czyli odbyć bardzo długą drogę z umierającym przyjacielem. Tylko czy zdrowi flisacy nadal uważają go za przyjaciela? Jęczący z bólu, majaczący człowiek napełnia ich coraz większą niechęcią. Mają uczucie, że „choroba to nie tylko zło, ale i grzech”[1]. W opowiadaniu pokazany został stosunek chłopów do choroby i śmierci.