Na okładce „Kocich kocyków” przeczytałam, że to powieść, tymczasem są to opowiadania, które łączy tylko to, że bohaterowie mieszkają w Tokio i wypożyczają na kilka dni kota. Ale w każdym tekście pojawiają się zupełnie inni ludzie i kot też jest inny, ba, nawet wypożyczalnia nie zawsze jest taka sama, gdyż w tej z pierwszego opowiadania pracuje tylko siedem kotów, a w opowiadaniach trzecim i piątym tych kotów jest mnóstwo i wybiera się je z katalogu.
Tak, koty z tej książki pracują, i to bardzo ciężko. Choć nie lubią zmian, wciąż są zabierane w coraz to inne miejsca przez coraz to innych ludzi, a ci nie zawsze dbają o podopiecznych. Obok troskliwej opiekunki trafia się więc sfrustrowany dzieciak, który omal nie zgniata zwierzęciu kręgosłupa, a także bezrobotny mężczyzna, nieumiejący przewidzieć, że córka wyładuje na miauczącym gościu swoją agresję. Klienci mają przykazane, żeby pod żadnym pozorem nie rozłączali kota z jego kocykiem, bo to jedyna rzecz dająca mu poczucie bezpieczeństwa i pewność, że wróci do wypożyczalni, ale w jednym z opowiadań ten kocyk zostaje wyrzucony…
Najlepsze teksty to moim zdaniem „Kot z katarem siennym”, pokazujący smutek trawiący kochającą się, lecz bezpłodną parę, oraz „Kot na zastępstwo”, opowiadający o zwyczajnej japońskiej rodzinie, którą odwiedza pogrążona w demencji babcia. Rodzice usiłują udawać, że mają mnóstwo tematów do rozmowy, lecz w rzeczywistości przybyszka ich męczy, chce na przykład poznać narzeczonego córki, a córka nie myśli o zamążpójściu. Bardzo ciekawa jest tu postać ojca, który osobiście dba o higienę matki i ma sprzeczne uczucia wobec niej – z jednej strony czuje ogromną wdzięczność, bo wychowywała dzieci samotnie, poświęcając się, z drugiej coraz wyraźniej widzi, że jednak dom opieki będzie najlepszym rozwiązaniem. To dla przyjemności staruszki wypożycza kota. W tym akurat opowiadaniu czworonożny gość nie może narzekać na złe traktowanie.
Godna uwagi jest też historia zatytułowana „Kot, którego nikt nie lubił”. Mamy w nim taką sytuację, że dwoje młodych ludzi usiłuje przechytrzyć właściciela mieszkania i wbrew zakazowi trzymać w nim kota. Tylko czy im się to uda, skoro ten właściciel jest bardzo sprytny i do szukania ukrytych zwierząt wykorzystuje kota z wypożyczalni? Fabuła rozwija się w zaskakującym kierunku, szkoda tylko, że autor zdecydował się na przesłodzone i mało wiarygodne zakończenie.
Kiyoshi Shigematsu pisze sprawnie i wcale nie tak głupio, więc książkę przeczytałam z ciekawością, oczywiście z wyjątkiem tych fragmentów, które nasączone są ckliwością oraz sentencjami. Lektura nie nastraja optymistycznie, gdyż bohaterowie zmagają się z ogromnymi problemami, niektóre są wręcz nie do rozwiązania, a poza tym trudno nie żałować tych kotów zmuszonych do tułania się po obcych domach, skazanych na humory swoich wciąż nowych właścicieli.
---
Kiyoshi Shigematsu, „Kocie kocyki”, przeł. Agata Zielezińska, Kirin, 2026

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz