30.11.2014

„Nieletnim wstęp wzbroniony” Andrzej Bartoszyński


Andrzej Bartoszyński odwiedził któregoś razu Muzeum Więzienia Pawiak. Wśród chętnych do zwiedzania znalazł się kilkunastoletni chłopiec. Nie został wpuszczony – przewodniczka stwierdziła, że widoki będą zbyt drastyczne, nieletnim wstęp wzbroniony. Bartoszyński poczuł się wtedy bardzo dziwnie. Miał przecież tyle samo lat, co ten chłopiec, kiedy aresztowano go i trzymano na Pawiaku, a potem wywieziono do obozu. Gdyby wtedy ktoś powiedział: „Wracaj, dziecko, do domu, tutaj nieletnim wstęp wzbroniony”! Ale w bestialskich czasach wojny nad dziećmi okupant się nie litował, młody wiek nie chronił przed niczym... 

Niezwykła jest książka, którą tu prezentuję, ponieważ opowiada o aresztowaniu dziecka. Andrzej miał zaledwie jedenaście lat, gdy wybuchła wojna. Mieszkał w Warszawie, był synem oficera. Namówiony przez kolegów, zajął się roznoszeniem ulotek i zrywaniem niemieckich plakatów. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak okrutnie może zostać ukarany. Gestapo szybko wpadło na jego ślad. Potraktowano go bezlitośnie, jak dorosłego. 

„Życie odzyskane” Zofia Lewandowska






Bardzo lubię szperać na półkach ze starymi, zapomnianymi książkami, bo często znajduję na nich powieści, które sprawiają mi o wiele więcej przyjemności czytelniczej niż wychwalane bestsellery. Niedawno w ten sposób wypatrzyłam „Życie odzyskane” Zofii Lewandowskiej. Już po przeczytaniu kilkunastu kartek wiedziałam, że to książka idealna dla mnie: nie za trudna, nie za łatwa, psychologiczna, z historią w tle, poruszająca trudne tematy i do tego wzruszająca. Czego chcieć więcej?

Kiedy Anna i Kazimierz poznali się, mieli już za sobą nieudane małżeństwa, zawarte jeszcze przed drugą wojną światową. Anna wbrew woli rodziny związała się z Niemcem. Rodzice, brat oraz sąsiedzi nigdy jej tego nie wybaczyli. Z kolei Kazimierz czuł się znudzony zachowaniem swojej wiecznie smutnej żony Ireny, pragnął towarzystwa kobiety zdrowej i wesołej. A Irena? To ona jest najbardziej poszkodowaną postacią z tej powieści. Nieszczęście jej zaczęło się wtedy, gdy mąż wbrew jej woli postanowił ukrywać w mieszkaniu Żydówkę. Żydówka często wyglądała przez okno, wymykała się na ulicę i w końcu przez swoją nieostrożność sprowadziła do domu gestapo. Kazimierzowi udało się uciec, Irenie niestety nie. Trafiła do Ravensbrück, gdzie niemieccy pseudolekarze oszpecili ją i okaleczyli.

Zofia Lewandowska ujęła mnie tym, że umiała pokazać, jak bardzo pokrzywdzeni byli więźniowie lagrów. Nie dość, że w obozach zaznali niewyobrażalnych cierpień, to jeszcze po powrocie do domu często zauważali, że odstają od otoczenia i że najbliżsi nie mają cierpliwości do ich lęków, koszmarów nocnych i problemów zdrowotnych. Wątek Ireny jest przerażający, przedstawiony z wielką empatią i wnikliwością. Ileż namacalnego bólu w tej historii, ile smutku! Czytając o Irenie, można zrozumieć, dlaczego niektórzy byli więźniowie nie umieli cieszyć się odzyskanym życiem i coraz bardziej izolowali się od ludzi, popadając z czasem w chorobę psychiczną.

Zdrada, samotność, poobozowa trauma, eksperymenty pseudomedyczne, tragiczne konsekwencje pomocy Żydom, nienawiść pomiędzy Polakami a Niemcami, klimat przedwojennego Śląska i warunki życia tuż po wojnie – tak wiele w „Życiu odzyskanym” trudnych tematów, a wszystkie przedstawione delikatnie, nienatrętnie, ładnym językiem. Autorka ukazała bohaterów w taki sposób, że każdego można zrozumieć i usprawiedliwić, nawet egoistycznego Kazimierza. Bo w końcu i on miał prawo do szukania szczęścia w życiu...

Moja ocena: 5/6.

---
Zofia Lewandowska, „Życie odzyskane”.

27.11.2014

„Syn! Będzie szczęśliwa...” Eugenia Chajęcka


Dzisiejsza młodzież nie wie, jak straszną chorobą była poliomyelitis. Odkąd wprowadzono masowe szczepienia, zachorowania prawie się nie zdarzają, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu z winy wirusa polio wiele dzieci umierało w męczarniach bądź zostawało kalekami. Takie właśnie nieszczęście spotkało Andrzeja, syna Eugenii Chajęckiej. Chłopiec miał zaledwie czternaście lat, kiedy zachorował na Heine-Medina. Wszystkie jego mięśnie, łącznie z oddechowymi, uległy porażeniu. Po kilku tygodniach spędzonych w urządzeniu o nazwie żelazne płuco i wielu miesiącach nieskutecznej rehabilitacji Andrzej musiał pogodzić się z faktem, że już na zawsze zostanie sparaliżowany, zdany na opiekę innych.

„Syn! Będzie szczęśliwa...” to wzruszające świadectwo matczynej miłości. Prawie wszystkie wydarzenia opisane przez Eugenię Chajęcką dotyczą jej syna. Ze wspomnień dowiemy się, jak wielka więź łączyła ją z Andrzejem i jak wyglądało życie inwalidów w latach PRL-u. I w naszych czasach niepełnosprawni wciąż spotykają się z dyskryminacją, a czterdzieści lat temu sytuacja była o wiele gorsza. Kilkadziesiąt kartek autorka poświęciła dokładnemu opisowi edukacji syna.

W takiej to maszynie, podobnej
 do trumny, musiał Andrzej
 leżeć przez wiele tygodni.
Tę ciekawą książkę przeczytać powinni i zdrowi, i chorzy, a już koniecznie matki niepełnosprawnych dzieci. Choć opowiada o życiu na wózku inwalidzkim, nie jest pesymistyczna. Nie znajdziemy w niej opisów przygnębienia i narzekań na zły los. Eugenia Chajęcka nie lubiła się zamartwiać, wierzyła, że pomimo paraliżu syn jej może być szczęśliwy. Również i Andrzej starał się odpędzać od siebie depresyjne nastroje. Bezczynne leżenie nudziło go, chciał się uczyć, poznawać nowych ludzi, podróżować, zarabiać na życie. Ile osiągnął – przekonajcie się sami!

---
Eugenia Chajęcka, „Syn! Będzie szczęśliwa...”, Książka i Wiedza, 1988.

24.11.2014

Zabawa blogowa. Odpowiadam na pytania i wyznaczam kolejne osoby

Buksy z bloga Więcej niż pierwsza czytanka zaprosiła mnie do zabawy blogowej:
"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego Blogera, w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował".
Pytania Buksy są bardzo ciekawe (i niezbyt osobiste, co lubię), postaram się więc na nie odpowiedzieć.

1. Twoje ulubione miejsce pełne książek to?
Biblioteka z wolnym dostępem do półek. Obecnie nie mam wiele czasu, odwiedzam ją więc w sobotę co dwa tygodnie. I nawet jeśli w zlewie czekają brudne talerze, a mąż domaga się kolejnej jajecznicy, to mnie to nie obchodzi, wymykam się z domu i idę po nowe książki. Jeśli nie zdążyłam przeczytać tych, które wzięłam przedtem – trudno, oddaję je nieprzeczytane. Taka wyprawa mnie uspokaja :-)

„Zniewoleni przez Stalina” Edward Kurowski



Spośród pamiętników deportowanych Polaków tylko niektóre wyróżniają się pięknym językiem albo trafnością obserwacji. Zniewoleni przez Stalina należą akurat do tych, które nie charakteryzują się niczym wyjątkowym, ale to przecież nie powód, by ich nie czytać. Zawierają w końcu szczery opis czyjejś tragedii i utrwalają dramatyczny okres historii naszego kraju. 

Edward Kurowski miał zaledwie 12 lat, kiedy podczas tzw. pierwszej deportacji wywieziono go wraz z rodziną w głąb Rosji. Potem mieszkał w różnych kołchozach, zarówno w obwodzie swierdłowskim, jak i na Syberii, bo jego rodzina starała się przemieszczać z miejsca na miejsce w poszukiwaniu możliwości ucieczki z ZSRR. 

21.11.2014

„Siła słabych” Anna Seghers


W zbiorku pt. „Siła słabych” Anny Seghers znajduje się dziewięć opowiadań. Prawie w każdym mowa jest o wojnie, terrorze, śmierci. Akcja dwóch opowiadań toczy się w czasach dawnych, kiedy to ludzie żyli w plemionach, pozostałych – w latach przed drugą wojną światową, w czasie wojny i tuż po wojnie. 

Bohaterowie to najczęściej zwyczajni ludzie, którzy początkowo nie interesowali się polityką. Takim kobietom jak Agata Schweigert czy Marta Emrich nie przychodziło do głowy, by zastanawiać się nad wydarzeniami w Europie. Agata z przyjemnością sprzedawała swastyki w swoim sklepiku, Marta nie miała nic przeciwko temu, że jej ukochany brat bierze udział w najeździe na Polskę. Dopiero pod wpływem miłości do mężczyzn (w przypadku Agaty był to syn komunista, a w przypadku Marty – dezerter Kurt) kobiety te zaangażowały się w walkę z hitleryzmem. Do tytułowych „słabych” zaliczyć również można dziennikarza, który prorokował klęskę Hitlera i za to został zamęczony w obozie, piękną Zuzię, zawsze pogodną i gotową do wielkich poświęceń dla przyjaciół oraz profesora Bötchera, udzielającego bezinteresownej pomocy uczniom opóźnionym w nauce z powodu udziału w wojnie.

Anną Seghers znałam już z Siódmego krzyża, toteż spodziewałam się dobrze napisanej, pełnej emocji lektury. Niestety, opowiadania ze zbiorku „Siła słabych” rozczarowały mnie. Choć poruszają trudną tematykę, nie intrygują, brakuje im dramatyzmu. Seghers rzadko zagląda w dusze swoich postaci, nie opisuje ich myśli i odczuć, a jedynie uczynki, nic więc dziwnego, że bohaterowie wydali mi się obcy. Ale największa wada książki to widoczny zachwyt ideologią komunistyczną. Komuniści z kart książki są postaciami wyidealizowanymi. Odważnie i szlachetnie walczą z faszyzmem, a po zakończeniu wojny budują nowy wspaniały ład. W „Spotkaniu” Anna Seghers opisuje nawet jedną ze swoich wycieczek po Moskwie... Z tych to powodów uważam, że książka zainteresuje może badaczy literatury, ale na pewno nie przeciętnego czytelnika. Nie polecam.

---
Anna Seghers, ”Siła słabych” („Die Kraft der Schwachen”), Czytelnik, 1966.

16.11.2014

„Książę Nocy” Marek Nowakowski


Uważam, że każdy, kto interesuje się polską literaturą współczesną, powinien przeczytać przynajmniej kilka książek Marka Nowakowskiego. Autor ten zmarł niedawno, ale zostawił mnóstwo opowiadań, w których utrwalił szarzyznę PRL-u oraz pokazał sposób życia osób niewykształconych, lubiących alkohol, mających problemy z prawem. Takie właśnie postacie występują w przeczytanym niedawno przeze mnie „Księciu Nocy”.

Narrator tej minipowieści, pisarz (może jest nim sam Marek Nowakowski, a może to jego alter ego), z perspektywy lat wspomina swoją wczesną młodość, kiedy to znudzony szkołą i obowiązkami uciekał z domu – czasami nie było go nawet przez kilka tygodni - i nic sobie nie robiąc ze zgryzoty rodziców, spędzał czas w towarzystwie zdemoralizowanych rówieśników. Pragnął poznawać ludzi z marginesu społecznego, bo wydawało mu się, że prowadzą oni ciekawe życie i wiedzą, czym jest wolność. Pewnego razu odezwał się do niego sławny w warszawskim półświatku Książę Nocy – fantazyjnie ubrany mężczyzna, który nigdzie nie pracował i barwnie opowiadał o swoich wymyślonych przygodach. Młody chłopak poczuł się wyróżniony nową znajomością. I choć po kilku latach odsunął się od Księcia i środowiska przestępczego, tamten okres życia wspomina z sentymentem i fascynacją. Nie żałuje niczego, nawet tego, że przebywał w więzieniu. Uważa, że znajomość z Księciem ubarwiła jego młodość, a to, co widział i przeżył, może teraz wykorzystać jako tworzywo literackie.

14.11.2014

„Wnuczka pana Linha” Philippe Claudel



Pan Linh to najzacniejszy i najodważniejszy staruszek, jakiego spotkałam kiedykolwiek na kartach książek. Mieszkał w jakimś kraju ogarniętym wojną, najprawdopodobniej w Wietnamie. Pewnego razu usłyszał huk bomby. Na polu znalazł zakrwawione zwłoki syna i synowej. Obok leżała ich śliczna, kilkutygodniowa córeczka. Oszołomiony pan Linh chwycił wnuczkę na ręce i przez wiele dni szedł w stronę morza, przepełniony pragnieniem, by zanieść maleństwo w jakieś bezpieczne miejsce. Wraz z tłumem takich samych nieszczęśników jak on wsiadł na statek i po wielu tygodniach znalazł się w obcym kraju w ośrodku dla uchodźców. Przez cały czas nie wypuszczał wnuczki z rąk, karmił ją nieporadnie, przebierał, śpiewał kołysanki i starał się nie przejmować ludźmi, którzy traktowali go jak dziwoląga.

05.11.2014

Marek Hłasko „Drugie zabicie psa. Nawrócony w Jaffie”









Do tej pory z twórczości Marka Hłaski znałam jedynie „Pięknych dwudziestoletnich” oraz opowiadania, m.in. genialną „Pętlę”, teraz przyszedł czas na minipowieści „Drugie zabicie psa” oraz „Nawrócony w Jaffie”. Oba te utwory zostały wydane w jednym tomie i trzeba je czytać po kolei, gdyż mają tego samego bohatera i poruszają ten sam temat. Ich akcja rozgrywa się w Izraelu, do którego narrator zawędrował w poszukiwaniu łatwego zarobku. Za pomocą różnych oszustw i tricków psychologicznych stara się on nakłonić turystki z Ameryki do przekazania mu swoich oszczędności.

O narratorze nie dowiadujemy się wiele, tyle tylko, że ma około 30 lat, a wygląda na dużo więcej, i że ma za sobą bogatą przeszłość  przebywał zarówno w więzieniach, jak i w szpitalach psychiatrycznych. Często głodował, nie mógł znaleźć legalnej, dobrze płatnej pracy. Jest człowiekiem zgorzkniałym, cynicznym, zdolnym do wszelkich podłości i nigdy nie ma problemów natury moralnej. Oszukał Amerykankę? I co z tego, przecież wszystkie kobiety to według niego „k...rwy”. Dla własnego widzimisię zamordował psa? To przecież tylko zwierzę. Trzeba kogoś „zlikwidować”? Proszę bardzo, jeśli tylko nie skończy się to więzieniem, to czemu by nie...

Taki jest narrator. Pomaga mu podstarzały Żyd Robert, który pasjonuje się teatrem, ukończył nawet anglistykę, by móc czytać Szekspira w oryginale. Ponieważ nie udało mu się otrzymać pracy reżysera, wyżywa się na swoim młodszym towarzyszu, bezustannie pouczając go, co ma mówić, jakim tonem i z jaką miną. W rozmowach z innymi ludźmi bohaterowie nigdy nie są szczerzy, bez końca fantazjują – aż dziw, że nikt nie poznaje się na ich kłamstwach. 

Minipowieści Hłaski zaczęłam czytać z entuzjazmem, który szybko się rozwiał. Po pierwsze wszystkie postacie, nawet dziecko, wydały mi się odpychające i nieciekawe, po drugie akcja mnie nudziła, a sceny ćwiczenia dialogów w pokoju hotelowym ciągnęły się w nieskończoność, po trzecie – z tej książki nie dowiedziałam się prawie niczego o Izraelu. Ale najgorsze jest to, że scena mordowania psa została opisana w sposób bardzo obojętny, bez emocji, tak jakby według autora nie warto było przejmować się zabijaniem domowych zwierząt.  

---
Marek Hłasko, „Drugie zabicie psa. Nawrócony w Jaffie”, Da Capo, 1993.