29.05.2014

„Czy ja jestem mordercą?” Calel Perechodnik




„Czy ja jestem mordercą” to chyba najbardziej znany pamiętnik opisujący zagładę getta otwockiego. Autorem jego jest Żyd, ale nie taki spokojny i niewinny, którego moglibyśmy żałować, tylko aktywnie pomagający Niemcom w likwidowaniu swoich rodaków. Z własnej woli wstąpił do żydowskiej policji - najpierw po to, by uchronić swoją rodzinę od wywiezienia do obozu, a potem, by ocalić siebie: Muszę się ratować, przecież nie po to tchórzliwie porzuciłem żonę, by w kilka dni później zostać zabitym (str.67). Z czasem opuścił getto i zaczął ukrywać się u Polaków. 

Pamiętnik Perechodnika to coś więcej niż tylko kronika zagłady getta, to także próba doszukania się przyczyn tragedii narodu żydowskiego. Perechodnik uważał, że nie tylko Niemcy są winni, lecz też Polacy i sami Żydzi. Polacy na ogniu rozpalonym przez Niemców chcieli upiec własną pieczeń, czyli pozbyć się Żydów i zagarnąć ich majątki. Żydzi okazali się tchórzliwi i naiwni, ponadto poprzez swoją religię i wiarę w to, że są narodem wybranym, prowokowali Niemców i Polaków do nienawiści, bo przecież nikt nie lubi ludzi, którzy uważają się za lepszych.

Perechodnik pochodził z bogatej rodziny, w której panował kult pieniądza. Rzeczy ceniono bardziej niż życie ludzkie. Nikomu z tej rodziny nie przyszło do głowy, by pomóc biedniejszym. Calel miał możliwość, by uratować życie córeczce szwagierki, ale nie zrobił tego, bo mu się nie chciało. Ciotce radził, by otruła swojego syna o semickim wyglądzie, a sama pojechała do Warszawy i udawała Polkę. Matka jego nie pozwoliła, by do kryjówki weszła jej krewna z synkiem, skazując ich tym samym na śmierć. Kuzyn, pracujący jako policjant w warszawskim getcie, pisał w roku 1943 do Calela, by przyjeżdżał, bo w getcie są bardzo dobre warunki, jest pusto i nie brakuje niczego. Pusto, bo inni Żydzi już umarli... 

Polaków Perechodnik odmalował bardzo źle: Zrozumiałem, że wymordowanie Żydów odbyło się, jeśli nie za ich milczącą zgodą, to przynajmniej przy powszechnym desinteressement opinii polskiej. Dlatego może wybrano Treblinkę jako miejsce kaźni nawet dla Żydów francuskich, belgijskich czy holenderskich (str.88). Główną cechą Polaków była według niego zachłanność na żydowskie rzeczy. Tylko nieliczni Polacy nie kusili się na futra, poduszki i meble. Ci, którzy brali na przechowanie rzeczy Żydów, liczyli na to, że właściciel zginie. Ci, którzy Żydów ukrywali, robili to tylko dla pieniędzy. Perechodnik bardzo rzadko wspomina o przejawach dobra ze strony Polaków i o bohaterstwie tak polskim, jak i żydowskim, rozwodzi się natomiast nad ludzką małodusznością, zachłannością i podłością. 

Pamiętnik jest nasycony emocjami. To niepowtarzalny dokument, z wieloma opisami mordów, egzekucji i kradzieży, napisany przez człowieka bardzo inteligentnego, ale też skłonnego do nienawiści, do wydawania bezlitosnych, czasami krzywdzących sądów. Perechodnik nie starał się wybielić i nie pisał swojej spowiedzi po to, by ktoś go żałował. Dobrze wiedział, że w chwili próby okazał się człowiekiem podłym i tchórzliwym i że dzięki takim pomocnikom jak on likwidacja narodu żydowskiego odbywała się bardzo szybko i sprawnie. 

---
Calel Perechodnik, „Czy ja jestem mordercą”, Karta, 1993. 

37 komentarzy:

  1. Boję się tej książki. Kupiłam sobie "Spowiedź", drugą część pamiętnika, ale widzę, że trzeba zacząć od pierwszej, by zrozumieć sytuację tego człowieka. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mi nie wiadomo na temat, by Perechodnik napisał drugą część pamiętnika :)
      "Spowiedź" to po prostu inny tytuł tej samej książki. Są jakieś różnice w szczegółach. Z tej wersji, którą ja czytałam, podobno niektóre fragmenty zostały wycięte.

      Usuń
    2. Wycięto m.in. te fragmenty, które były "antypolskie". Kiedy pisze o zachłanności Polaków, trudno nie zwrócić uwagę, że ojciec Perechodnika zginął w zasadzie na własne życzenie nie mogąc się wyzbyć swojego zamiłowania do pieniędzy i robienia interesów, które zresztą widać też i u samego Perechodnika.

      Usuń
    3. O, dzięki za wyjaśnienie! Ja czytałam tę wersję w białych okładkach. Wersja niepełna, ale jednak w niej też znajduje się wiele fragmentów antypolskich. I oczywiście antyżydowskich.
      Cała ta rodzina przez swoją żądzę gromadzenia pieniędzy, poduszek i innych dóbr materialnych nie budzi sympatii.
      "Lubiłem pieniądze. Własnych pieniędzy nikomu nie darowałem" (str. 96).

      Usuń
    4. Nie wiem czy określenie antypolskie czy antyżydowskie dokładnie odpowiadają temu co pisze Perechodnik, bo przecież to że opisuje autentyczne zachowania swoich pobratymców i Polaków, które mają wydźwięk jednoznacznie negatywny nie znaczy, że jest on anty-. On nie szkaluje a jedynie opisuje to czego był świadkiem (generalnie) a trudno przedstawianie prawdy traktować w kategoriach bycia "pro" czy "anty".

      Usuń
    5. Masz rację, że słowa "antypolski" trzeba używać ostrożniej.
      Perechodnik opisuje zachowania Polaków oraz niekiedy ich emocje, a więc twierdzi na przykład, że Polacy otaczający getto cieszyli się. A skąd ta pewność, że wszyscy się cieszyli? Wydaje mi się, że na podstawie zachowania motłochu Perechodnik charakteryzuje cały naród. Czy on w ogóle choć raz wspomniał, że za ukrywanie Żydów Polacy ponosili karę śmierci? Nie przypominam sobie. Trudno też zgodzić się z Perechodnikiem, kiedy twierdzi, że obozy zagłady umieszczono na terenie Polski tylko dlatego, że inne narody nie patrzyłyby biernie na uśmiercanie Żydów.

      Usuń
    6. Masz rację pewnie nie wszyscy się cieszyli. Tak jak nie wszyscy mieszkańcy Otwocka rzucili się do getta by kraść pozostawione tam rzeczy.
      Opisuje przypadki pomocy Żydom i znacznie liczniejsze prześladowań albo co najmniej żerowania na ich nieszczęściu. Pewnie z tego wzięło mu się to uogólnienie.
      Na pewno pisze o "ryzykowaniu własną głową" w odniesieniu do Polki, która wynajmowała pokój jego ojcu. Swoją drogą za pomaganie podziemiu też groziła kara śmierci a przecież nie było fali szmalcownictwa i denuncjacji w odniesieniu nie tylko do samych Żydów ale i Polaków, którzy ich ukrywali. On chyba nawet nie oczekiwał bohaterstwa. Wystarczyłoby żeby Polacy udawali, że niczego nie widzą i byli obojętni. Już to byłoby lepsze od polowania, o którym wspomina.
      Niektóre narody patrzyły, inne nie - Duńczycy chyba w ogóle nie pozwolili na eksterminację "swoich" Żydów, a z czasem sumienie ruszyło też Francuzów, którzy przez jakiś czas wysyłali Żydów do Polski. Gdy pierwszy raz czytałem Perechodnika też byłem bardzo poirytowany jego sądami - jak to to my taki bohaterski naród, a tu ktoś kto nie kiwnął palcem w obronie własnej rodziny nas oskarża.

      Usuń
    7. Właśnie, nie wszyscy. Perechodnik trochę uogólnia i na podstawie małego wycinka rzeczywistości, który mógł poznać, osądza całość. Był człowiekiem trochę pokrętnym i chyba nie do końca szczerym. Podczas czytania sądziłam, że on bardzo rozpacza nad utratą córeczki i żony, potem jednak przyznał, że za córeczką tęskni mniej niż za żoną, a na końcu - że przez cały czas ukrywania się miał inną kobietę. Po co więc tyle słów o miłości do żony?...

      Gdyby nie pomoc Polaków, Żydzi nie przetrwaliby na terenie okupowanej Polski, bo tylko dzięki Polakom mogli się uratować. Prawdą jest też, że na teren getta pchali się właśnie ci Polacy, który chcieli zarobić na żydowskiej krzywdzie i że po opuszczeniu getta Żyd najpierw stykał się z hołotą, która czyhała wokół getta, by wyjudzać pieniądze i kosztowności. Jeżeli udało mu się od tej hołoty uwolnić i uciec gdzieś dalej, miał szansę, by spotkać Polaków pomocnych albo przynajmniej obojętnych.

      Usuń
    8. W pewnej chwili pisze dość otwarcie choćby o tym że Magister pomagał i określa go wręcz naiwnym. Dodaje również że o ni nie pisze gdyż nie interesują go wyjątki, chce opisać właśnie reakcje motłochu. To daje do myślenia. Uważam że przykładów tych dobrych zachowań było nieco więcej. Perechodnik skupił się na tym co odczuł mocniej, boleśniej. Podobnie pisał i o tym że po czasie zapomina się o tym złym a pamięta dobre, on już tego po prostu nie dożył.

      Usuń
    9. Słuszna uwaga! Magistra odbierał jako naiwniaka. Najczęściej opisywał to, co złe, w jego relacji brakuje mi jakiegoś zrównoważenia.

      Usuń
  2. Widzę, że mocna lektura... Z reguły czyta się o Żydach i Polakach, którzy byli niewinnymi ofiarami, a nie współdziałali z Niemcami. Nie słyszałam o książce, muszę sobie ją gdzieś zapisać. Ale odłożę sobie lekturę na spokojniejszy czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie policjanci żydowscy, likwidowanie getta nie szłoby tak sprawnie. Wyłapywali ukrywających się ludzi, siłą ciągnęli ich na plac zbiórki, rabowali ich mienie. Nie mieli jakby ludzkich uczuć.
      Książka jest bardzo wyczerpująca emocjonalnie. Podczas czytania trzeba robić dłuższe przerwy na ochłonięcie.

      Usuń
    2. Przypominam tylko że ( nie pamiętam czy Perechodznik o tym wspominał ale spotkałam się z tym w innych tekstach) taki policjant miał określoną liczbę dziennie takich ofiar przyprowadzić jeśli sam chciał nadal pracować i żyć. Ci policjanci też byli ludzmi , mieli rodziny i chcieli żyć. Wiem że ich ofiary również. Niemniej w takiej sytuacji przytaczam opowieść bodaj Marka Edlemana o tym jak "zlikwidowano" policjanta , który nie przyniósł swojej doli czyli pieniędzy , zabito go. Taka była kara. Nie przyniósł ich jednak tylko dlatego że za nie uratował córeczkę umieszczając ją po aryjskiej stronie. To nie były proste wybory. Ani dla tego policjanta ratującego własne dziecko ani dla tej osoby , która potem musiała wykonać na nim wyrok.

      Usuń
    3. Tak, musiał chyba przyprowadzić określoną liczbę ludzi na plac, ale przecież nikt go nie zmuszał, by zapisywał się do policji! To był jego wybór, wiedział, co będzie musiał robić. Mógł też uciec z getta, ci policjanci nie byli biedni. Rabowali, przyjmowali łapówki - niejeden z prowadzonych na plac Żydów dawał im pieniądze, byleby tylko go uwolnili. Wielu mężczyzn nie chciało pracować w policji żydowskiej. Kiedyś czytałam książkę pt. "Skazana na życie" A.Langfus. Autorka tej książki (bogata, egoistyczna Żydówka), chciała, by mąż jej wstąpił do policji. Ale on oświadczył, że nie, nie zrobi tego, nie chce ratować życia takim kosztem.

      Masz rację, wybory nie są łatwe, ja jednak uważam, że w celu ratowania własnego życia nie wolno zabijać kogoś innego, a ci policjanci przecież wiedzieli, że ciągną ludzi na śmierć. I nawet nie żałowali ofiar. Robili to z obojętnością...

      Usuń
    4. Perechodnik wstąpił do policji by uratować rodzinę , warto to wziąć pod uwagę. Rabowali, przyjmowali łapówki ok choć pewnie nie wszyscy. Weź jednak pod uwagę że i oni musieli się opłacać i to nie tylko wrogom ale i swoim. Pewnie że mogli powiedzieć nie ale wydaje i się że wymaganie tego od innych byłoby nieludzkie. Tym bardziej że sama przykładowo nie wiem czy nie byłabym "przodownikiem" byle tylko przetrwać wraz z rodziną.

      Usuń
    5. Z perspektywy czasu widać, że najlepiej by zrobił, gdyby wyjechał za granicę wtedy, gdy było to jeszcze możliwe. Znał języki obce, bywał wcześniej za granicą, powinien więc zabrać rodzinę i uciekać. Ale miał w Otwocku kino i skład materiałów budowlanych, wolał więc pilnować swojego dobytku. A potem myślał, że jeśli już muszą ginąć Żydzi, to zginą ci najbiedniejsi.

      Usuń
  3. Br..., książka wydaje się dość okrutna, pełno w niej opisów ludzkiej podłości, małości. Bardzo ciekawe spojrzenie na tragedię II wojny światowej, chociaż dla wielu taki sposób prezentowania tych wydarzeń na pewno jest bolesny i trudny do zaakceptowania.

    Osobiście uważam, chociaż to tylko moje subiektywne zdanie, że autor trochę przesadził w tym swoistym licytowaniu się w podłości - Niemcy, Polacy, Żydzi, już nawet nie wiadomo kto był gorszy, kto zasługuje na większą pogardę. Wydaje mi się, że ludzie w każdych warunkach poszukują towarzystwa, w którym czują się najlepiej (najnaturalniej?) - sądzę, że autor (wychowany w takiej, a nie innej rodzinie) mógł podświadomie dążyć do stykania się z materialistami, tchórzami, etc., stąd zawężona perspektywa postrzegania.

    Nie chcę oczywiście w żaden sposób negować faktu, że Polacy oraz Żydzi także we wcale nie małym stopniu przyczynili się do tych wszystkich okrucieństw, które miały miejsce w trakcie II WŚ. Sądzę jednak, że zgodnie ze statystyką przypadkom wyjątkowej nieczułości, bestialstwa, etc., powinna towarzyszyć zbliżona liczba czynów heroicznych, altruistycznych, itd. Ale przyznaję, że tytuł b. mnie zaciekawił - nie słyszałem o nim wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można wyczuć, że Perechodnik bardzo rozczarował się swoją osobą. Wydaje mi się, że podświadomie chciał on być taki jak jeden z jego kolegów, który nie opuścił swojej rodziny i wsiadł wraz z nią do wagonu, choć mógł ocalić życie. Perechodnikowi imponowało takie bohaterstwo. Ale nie umiał tak się zachować. Zależało mu na tym, by przedłużyć swoje życie choćby o jeden dzień... A przedłużanie życia w tamtych okolicznościach wiązało się z utratą szacunbku do siebie.

      To jedna z najokrutniejszych książek, z jakimi się zetknęłam. Oczywiście zgadzam się z tym, co napisałeś w ostatnim akapicie. W tak strasznych okolicznościach jak wojna niektórzy ludzie całkowicie obojętnieją na niedole innych i stają się bezwzględnymi egoistami, inni z kolei zdobywają się na wielką ofiarność i poświęcenie. Jeśli uda Ci się zdobyć tę książkę, przeczytaj. Naprawdę byłabym ciekawa Twojej opinii.

      Usuń
  4. Ja jeszcze nie spotkałam się z książką opisującą II wojnę światową z perspektywy kolaboranta. Przede mną ciężka lektura "Z otchłani" Zofii Kossak-Szczuckiej. Zrobię sobie po niej dłuższą przerwę i rozejrzę się za tym pamiętnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno lepiej się czyta wspomnienia pisane z punktu widzenia dobrego człowieka niż takie jak te. Perechodnik jako policjant pomagał oprawcom w doprowadzaniu ludzi na Umschlagplatz, pilnował, by nie uciekali, sortował ich rzeczy... Bardzo wyczerpująca emocjonalnie książka.
      "Z otchłani" kiedyś czytałam. Będę zaglądać na Twój blog i czekać na recenzję :)

      Usuń
    2. Tu bym się spierała , tzn. z określeniem Prechodnika jako złego. Niejednokrotnie też właśnie w czasie II wojny okazywało się że człowiek , którego mieliśmy przed wojną za "dobrego" okazywał się w najlepszym wypadku obojętnym a ten z kryminalną przeszłością pomagał ofiarnie innym spychając w dal to kim był wcześniej. Pozostaje też pytanie dlaczego lepiej czyta się o ludziach ratujących życie innym , pomagających innym itd. ano podejrzewam że z tego samego powodu z którego tak trudno przyznać nam Polakom że wcale nie byliśmy ideałami i potrafiliśmy jeszcze wykorzystywać okazję do wzbogacenia się czy do przeżycia za wszelką cenę. Myślę że po prostu okazaliśmy się ludzmi, ludzmi ze strachem obawą i tchórzostwem, również z odwagą ratującymi inne istnienia za wszelką cenę. Niedoskonałymi ludzmi , nikt nie lubi czytać o tym że jest niedoskonały :-)

      Usuń
    3. Perechodnik na pewno nie był sadystą, nie lubił patrzeć na egzekucje, na bicie, na czyjeś cierpienie, żałował ofiar. A jednak pomagał Niemcom wywozić ludzi do Treblinki, zachowywał się więc nieetycznie, należał do współwinnych likwidacji getta.

      Usuń
  5. O, jaka mocna lektura, robi wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mocna. Ta malutka dziewczynka na okładce książki to córeczka Perechodnika, Aluśka. Bardzo wstrząsający jest opis jej odjazdu do Treblinki.

      Usuń
  6. Jakoś skojarzyło mi się z książką, na którą poluję od jakiegoś czasu, a której moja biblioteka nie może mi udostępnić Wstręt do tulipanów - rzecz o chłopcu, który zadenuncjował rodzinę Anny Frank w Amsterdamie. Zaciekawiłaś mnie tą recenzją, kolejne (które już?) nie znane mi nazwisko i nieznana pozycja warta przeczytania i myślę, że pierwsze wrażenia to też byłby bunt, oburzenie?, że jak to na nas, którzy tyle dla ratowania żydów zrobiliśmy ktoś rzuca takie oskarżenia, mimo, iż dzisiaj wiem, iż sporo może być prawdy w tych oskarżeniach nawet, jeśli są nie do końca sprawiedliwe i spowodowane rozgoryczeniem i brakiem obiektywizmu. W ostatecznym rozrachunku nic nie jest tylko czarne, czy tylko białe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O książce Perechodnika bardzo ciekawie pisał Marlow:
      http://galeriakongo.blogspot.com/2014/04/spowiedz-calek-perechodnik.html
      "Wstręt do tulipanów" dopisuję do swojej listy, będę chciała przeczytać.
      Jedni zrobili dużo dla ratowania Żydów, inni nic, a jeszcze inni żerowali na ich nieszczęściu. W niektórych miejscowościach doszło nawet do tego, że ci ofiarni wstydzili się i bali, że za pomoc Żydom będą szykanowani.
      A ja teraz jako odtrutkę czytam "Przeciwko światu przemocy" Hrabara - to dla odmiany autentyczne historie Polaków, którzy podczas wojny z narażeniem życia ratowali innych.

      Usuń
    2. Dzięki, przeczytałam też recenzję u Marlowa. Teraz jeszcze bardziej chciałabym przeczytać. Rzeczywiście, jeszcze parę lat temu taka lektura mogłaby wydawać się niewiarygodna, dziś wzbogaceni wiedzą na temat wzajemnych relacji Polacy -Żydzi, czy może goje-Żydzi inaczej to odbieramy, choć i teraz książka musi szokować. Podziwiam, jak wiele tego typu literatury przyswoiłaś, u mnie okres odtrudkowy bywa zdecydowanie dłuższy.

      Usuń
    3. Szokuje... Mnie najbardziej zszokował opis pracy żydowskich policjantów - ich bezwzględność, pogarda dla biedaków, okrucieństwo, gorliwość w pomaganiu Niemcom. Gotowi byli do największych podłości, byle tylko przeżyć.
      Czytanie takich książek sprawia mi wiele bólu, ale chcę się dowiedzieć, jak było.

      Usuń
    4. Instynkt...Zola w "Germinal"mocno o tym wspomniał.O instynkcie przetrwania a nawet przekazania genów

      Usuń
  7. Takiej pozycji jeszcze nie czytałam. Muszę na nią "zapolować".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pamiętaj, że to wydanie jest niepełne, lepiej poszukać wersji o tytule "Spowiedź".

      Usuń
    2. Dla odmiany chętnie przeczytałabym "Czy ja jestem mordercą?" aby porównać czy faktycznie zmiany miały aż taki wpływ na kształt i wymowę całości. Swoją drogą Prechodnik napisał drugą część pamiętnika ale ten nie został nigdy wydobyty albo przynajmniej nie został odnaleziony pod gruzami. Chciałoby się mieć nadzieję że ktoś to gdzieś ma i tylko nie wie jak ważne "dokumenty" trzyma.

      Usuń
    3. Może te zmiany wcale nie są aż takie duże? Wielka szkoda, że wspomnienia Perechodnika od początku nie miały szczęścia do wydawcy. Każdy coś zmieniał, wycinał... A trzeba było tylko poprawić błędy ortograficzne, w tekście dokumentalnym nie powinno się nic zmieniać.
      Gdybyś porównała te wersje, byłoby bardzo dobrze, bo jeszcze nikt się o to nie pokusił. Takie porównanie przeczytałabym z wielką chęcią.
      A jeszcze jest wersja w czerwonych okładkach wydana w roku 1995 - podobno różni się od tej w białych okładkach.

      Usuń
    4. Tylko gdzie je pozdobywać , poza allegro oczywiście ? Wydawcą od początku była Karta , to tekst bazowy się zmieniał raz był to poprawiony już maszynopis z ŻIH a potem tekst przepisany z oryginału przez jego brata Pejsacha i wywieziony do Izralea i ta wersja jest właśnie właściwą aktualnie wydaną przez Kartę wraz z wyjaśnieniami.

      Usuń
    5. Wypożyczenie z biblioteki egzemplarzy do porównania chyba jest niemożliwe, gdyż albo znajduje się w nich jedna wersja, albo w ogóle nie ma. Biblioteki gromadzą czytadła i kryminały, a takich książek nie...
      Masz rację, wydawca zawsze był ten sam, zmieniano tekst bazowy :)

      Usuń
  8. Jest wiele wspomnien opisujących ekstremalne warunki życia w czasach też ekstremalnych...Głód nie czyni szlachetnym a i Arbeit w takich warunkach mach nichts frei...Każde stado tak ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się a tą wypowiedzią.
      Trzeba być bardzo naiwnym, by twierdzić, że głód uszlachetnia.

      Usuń