22.01.2026

„Pętla” Józef Karika

Kiedyś nazwiska tłumaczy niemal nigdy nie trafiały na okładki publikowanych w Polsce książek. Od kilku lat ten zwyczaj się zmienia i coraz więcej wydawców decyduje się umieścić je na honorowym miejscu, czyli na okładce tuż pod nazwiskiem autora. Tymczasem wydawnictwo Stara Szkoła poszło o krok… nie, nie do przodu, lecz o krok do tyłu i na egzemplarzach „Pętli” Józefa Kariki informacji o tłumaczu nie podało w ogóle. Ani na okładce, ani na stronie redakcyjnej, ani nigdzie indziej. Na stronie wydawnictwa też poszukiwanego nazwiska nie znalazłam. Może więc książkę przełożył duch?...

A teraz kilka słów o treści „Pętli”. Jest to horror. Akcja rozpoczyna się na początku pandemii, kiedy to młodzi Słowacy Ryszard i Anna wracają lotem repatriacyjnym z wycieczki do Edynburga. Dziewczyna jest wniebowzięta, wciąż dotyka pierścionka zaręczynowego otrzymanego od Ryszarda i myśli tylko o swoim szczęściu. Tymczasem, choć samolot jest prawie pusty, tuż obok nich siada obcy mężczyzna. Wygląda na bardzo natrętnego, a przy tym zdesperowanego. Trzyma w rękach dziwny przedmiot i namawia Annę, by zajrzała do środka.

Narrację prowadzi troje bohaterów – Anna, Eryk i Doug. Tylko o tej pierwszej można powiedzieć coś dobrego, pozostali budzą głównie odrazę. Eryk uważa ludzi za karaluchy, jest ordynarny, nikczemny. Kiedy pracował jako pomocnik w szpitalu, pobił dziecko ze złamaną nogą, bo denerwowało go swoim płaczem. Potem zatrudnił się w hotelu, ale zamiast skupić się na sprzątaniu, patrzy tylko, gdzie by potajemnie odpocząć lub coś ukraść. Trzeci narrator, Doug, to nadużywający alkoholu nieudacznik, rozgoryczony faktem, że nic mu się w życiu nie układa. Uwielbia historię, pracuje jako ochroniarz w zabytkowym zamku. W dawnej dziecięcej komnacie pośród zabawek dostrzega pewien przedmiot, zgoła nieprzeznaczony dla malutkich rączek. Postanawia go ukraść i sprzedać znajomemu, pasjonującemu się okultyzmem. W tym celu wyrusza do Edynburga. Jednak nie wszystko przebiega tak, jak sobie zaplanował…

Każda z tych postaci styka się z dziwnym przedmiotem o wielkiej mocy, zdolnym zmieniać życie ludzi, którzy się nim zainteresują. Karika przypomina tą książką, że istnieją siły, którym nie umiemy się sprzeciwić, i zjawiska, które wymykają się naszemu pojmowaniu. Jest na przykład coś takiego jak paraliż senny, czyli stan zawieszenia pomiędzy snem a jawą, kiedy człowiek zachowuje świadomość, zdolny jest odczuwać przerażenie i ból, ale nie może się poruszyć ani w żaden inny sposób wyrwać z tego niby snu. I jeśli wtenczas zaatakują go koszmary, będzie całkowicie bezbronny. Po kilku takich „atakach” serce nie wytrzyma i dojdzie do śmierci. Może to właśnie paraliż senny jest przyczyną zgonów podczas snu? Może zbiera więcej ofiar, niż myślimy?...

Autor osadza fabułę w miejscach, które chyba w każdym budzą dreszczyk strachu: jest to więc samolot targany turbulencjami, stary zamek przekształcony na muzeum, a także dziewiętnastowieczny hotel bez windy, z długimi, ciemnymi korytarzami, skrzypiącymi podłogami i nieszczelnymi oknami. Akcja toczy się achronologicznie, wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości przeplatają się ze sobą.

Niestety „Pętla” nie oczarowała mnie tak jak słynna „Szczelina”, podobały mi się jedynie opisy deszczowego, spowitego mgłą Edynburga. Nie znalazłam w niej inteligentnej zagadki, fabuła jest niezbyt ciekawa, a na domiar złego przewidywalna i monotonna. Wciąż i wciąż opisy straszenia bądź okaleczania kogoś, wciąż i wciąż wydarzenia, które według Kariki są bardzo, bardzo straszne. Początek rzeczywiście odebrałam jako straszny, ale potem czułam jedynie znużenie. Czytam sobie o palącym się żywcem człowieku i nic, zero emocji. A podczas czytania „Szczeliny” tych emocji było mnóstwo. Wadą „Pętli” jest też brak wyrazistego zakończenia. Summa summarum ta książka spodoba się chyba tylko zatwardziałym fanom autora. 

Józef Karika, „Pętla”, nazwiska tłumacza nie podano, Stara Szkoła, 2025

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz