Kiedyś nazwiska tłumaczy niemal nigdy nie trafiały na okładki publikowanych w Polsce książek. Od kilku lat ten zwyczaj się zmienia i coraz więcej wydawców decyduje się umieścić je na honorowym miejscu, czyli na okładce tuż pod nazwiskiem autora. Tymczasem wydawnictwo Stara Szkoła poszło o krok… nie, nie do przodu, lecz o krok do tyłu i na egzemplarzach „Pętli” Józefa Kariki informacji o tłumaczu nie podało w ogóle. Ani na okładce, ani na stronie redakcyjnej, ani nigdzie indziej. Na stronie wydawnictwa też poszukiwanego nazwiska nie znalazłam. Może więc książkę przełożył duch?...
A teraz kilka słów o treści „Pętli”. Jest to horror. Akcja rozpoczyna się na początku pandemii, kiedy to młodzi Słowacy Ryszard i Anna wracają lotem repatriacyjnym z wycieczki do Edynburga. Dziewczyna jest wniebowzięta, wciąż dotyka pierścionka zaręczynowego otrzymanego od Ryszarda i myśli tylko o swoim szczęściu. Tymczasem, choć samolot jest prawie pusty, tuż obok nich siada obcy mężczyzna. Wygląda na bardzo natrętnego, a przy tym zdesperowanego. Trzyma w rękach dziwny przedmiot i namawia Annę, by zajrzała do środka.
Narrację prowadzi troje bohaterów – Anna, Eryk i Doug. Tylko o tej pierwszej można powiedzieć coś dobrego, pozostali budzą głównie odrazę. Eryk uważa ludzi za karaluchy, jest ordynarny, nikczemny. Kiedy pracował jako pomocnik w szpitalu, pobił dziecko ze złamaną nogą, bo denerwowało go swoim płaczem. Potem zatrudnił się w hotelu, ale zamiast skupić się na sprzątaniu, patrzy tylko, gdzie by potajemnie odpocząć lub coś ukraść. Trzeci narrator, Doug, to nadużywający alkoholu nieudacznik, rozgoryczony faktem, że nic mu się w życiu nie układa. Uwielbia historię, pracuje jako ochroniarz w zabytkowym zamku. W dawnej dziecięcej komnacie pośród zabawek dostrzega pewien przedmiot, zgoła nieprzeznaczony dla malutkich rączek. Postanawia go ukraść i sprzedać znajomemu, pasjonującemu się okultyzmem. W tym celu wyrusza do Edynburga. Jednak nie wszystko przebiega tak, jak sobie zaplanował…
Każda z tych postaci styka się z dziwnym przedmiotem o wielkiej mocy, zdolnym zmieniać życie ludzi, którzy się nim zainteresują. Karika przypomina tą książką, że istnieją siły, którym nie umiemy się sprzeciwić, i zjawiska, które wymykają się naszemu pojmowaniu. Jest na przykład coś takiego jak paraliż senny, czyli stan zawieszenia pomiędzy snem a jawą, kiedy człowiek zachowuje świadomość, zdolny jest odczuwać przerażenie i ból, ale nie może się poruszyć ani w żaden inny sposób wyrwać z tego niby snu. I jeśli wtenczas zaatakują go koszmary, będzie całkowicie bezbronny. Po kilku takich „atakach” serce nie wytrzyma i dojdzie do śmierci. Może to właśnie paraliż senny jest przyczyną zgonów podczas snu? Może zbiera więcej ofiar, niż myślimy?...
Autor osadza fabułę w miejscach, które chyba w każdym budzą dreszczyk strachu: jest to więc samolot targany turbulencjami, stary zamek przekształcony na muzeum, a także dziewiętnastowieczny hotel bez windy, z długimi, ciemnymi korytarzami, skrzypiącymi podłogami i nieszczelnymi oknami. Akcja toczy się achronologicznie, wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości przeplatają się ze sobą.
Niestety „Pętla” nie oczarowała mnie tak jak słynna „Szczelina”, podobały mi się jedynie opisy deszczowego, spowitego mgłą Edynburga. Nie znalazłam w niej inteligentnej zagadki, fabuła jest niezbyt ciekawa, a na domiar złego przewidywalna i monotonna. Wciąż i wciąż opisy straszenia bądź okaleczania kogoś, wciąż i wciąż wydarzenia, które według Kariki są bardzo, bardzo straszne. Początek rzeczywiście odebrałam jako straszny, ale potem czułam jedynie znużenie. Czytam sobie o palącym się żywcem człowieku i nic, zero emocji. A podczas czytania „Szczeliny” tych emocji było mnóstwo. Wadą „Pętli” jest też brak wyrazistego zakończenia. Summa summarum ta książka spodoba się chyba tylko zatwardziałym fanom autora.
—
Józef Karika, „Pętla”, nazwiska tłumacza nie podano, Stara Szkoła, 2025

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz