„O czym się nawet myśleć nie chce” to powieść z roku 1914. Główna bohaterka, Marysieńka, przed kilkoma tygodniami wyszła za mąż. Jest zakochana w swoim Zdzichu, pogodna i jeszcze bardzo, bardzo dziecinna. Nie domyśla się na przykład, kim są wystrojone panie, przechadzające się nocami po ulicach i przystające pod latarniami. Kiedy nieopatrznie komentuje wygląd jednej z tych dam, ta wpada w złość i obsypuje biedną Marysię wyzwiskami, a co gorsza, zwraca się do jej męża po imieniu. Czyżby się znali? Ale skąd, jakim cudem? Marysia jest przerażona, oburzona, ale nie ustaje w dociekaniach i tak długo wypytuje Zdzicha, aż ten w końcu wyznaje straszną prawdę. Okazuje się, że w czasach kawalerskich odwiedzał domy publiczne i tam właśnie poznał ową wojowniczą demimondówkę. A ponieważ nie miał wtedy pieniędzy, świadczyła mu usługi za darmo. Ot tak, z dobrego serca.
Gabriela Zapolska ukazuje świat z początku dwudziestego wieku. Marysia i Zdzich mieszkają w dużym mieście, w kamienicy, w której założono już elektryczność, mają kucharkę i służącą. On pracuje w biurze, ona spędza przedpołudnia na bezwładnym snuciu się po domu. Jak wiele dziewcząt w tamtych czasach, przed wyjściem za mąż nie wiedziała, co ją czeka, i w noc poślubną zachowywała się jak owieczka prowadzona na rzeź. Zdzich, przyzwyczajony do kobiet lekkich obyczajów, też nie czuł się komfortowo, bo po pierwsze nie lubił nikogo krzywdzić, a po drugie nie miał pewności, czy to z jej strony nie kokieteria.
O tej nocy poślubnej, a także o wielu innych sprawach uważanych w tamtych czasach za tabu Zapolska pisze z niesamowitą otwartością, można nawet odnieść wrażenie, że nic, co ludzkie, nie jest dla jej pióra ani zbyt wstydliwe, ani trudne. Znalazłam w tej powieści m.in. dokładny opis emocji i dolegliwości kobiety ciężarnej, opis porodu, który autorce udało się przedstawić jako niesamowite cierpienie, a jednocześnie cud, opis pierwszych tygodni macierzyństwa, z pewnych względów wyjątkowo trudnego, opis chorowania na kiłę, dokładny opis popadania w depresję i wiele innych. Wszystko przedstawione zostało rzetelnie i pogłębione psychologicznie.
Narrator nie ma zbyt wielkiego mniemania o Zdzichu i Marysi. Pisze o nich tak: „Dwie żadne, blade egzystencje podały sobie ręce, przywarły do siebie i postanowiły trwać razem” (s. 24). W innym miejscu mózg bohaterki określa jako mały. Owszem, Marysia jest dość naiwna i mało spostrzegawcza, nie zauważa na przykład, że mąż sprytnie przerzuca na nią odpowiedzialność za pewną tragedię. Brakuje jej odporności psychicznej, w zetknięciu z wszechobecną zgnilizną moralną traci jakby siły do życia.
Wśród postaci pobocznych znajduje się wiele prostytutek. Ciekawa rzecz, że Marysia nienawidzi ich zawzięcie, ale już dla mężczyzn odwiedzających owe panie ma więcej wyrozumiałości. Jednemu z nich daje nawet pięć rubli na opłacenie usługi!
Autorka posługuje się językiem bogatym i barwnym, ale często niestety aż do przesady egzaltowanym i kwiecistym. O uczuciach kobiety ciężarnej pisze na przykład tak: „Świętą się czuła i podniesioną w przestworza. Płynęła na rozpiętych skrzydłach, pozostawiając daleko poza sobą welon swojej ziemskiej szaty” (s. 72). Można więc trochę ponarzekać na rozbuchanie słowne, jednak treść rekompensuje te niedogodności. Powieść jest niesamowicie ciekawa i poruszająca, a przy tym przeraźliwie smutna; jeden z wątków wręcz łamie serce.

"Powieść jest niesamowicie ciekawa i poruszająca, a przy tym przeraźliwie smutna"
OdpowiedzUsuńW końcu Zapolska to polski Zola... Jeśli lubisz takie klimaty, to polecam to:
https://seczytam.blogspot.com/2025/07/anton-hansen-tammsaare-nowy-piekielnik.html