24.01.2017

„Kochający na marginesie” Johanna Nilsson



Rosa i Viktor prowadzą kawiarnię Na Marginesie. Ale bardziej niż karmieniem gości interesują się uprawianiem seksu. Robią to w godzinach pracy, na kuchennym stole. Nie dbając, czy ktoś patrzy. Dusząc swoimi ciałami ciasto. Potem, kiedy już ochłoną, sporządzają z niego drożdżówki i sprzedają klientom.

„Rosa z podciągniętą spódnicą i opuszczonymi majtkami rozmiar 48.
Viktor z odsłoniętym tyłkiem rozmiar 44.
Ciemne nogi Rosy obejmują jego nalane plecy, a starannie polakierowane paznokcie wczepiają się w skórę. Ona jęczy. On stęka. Ona pierdzi i wrzeszczy. On wpija się w jej szyję. Ona węszy mu pod pachą i zlizuje pot. On wsuwa palec w wałek tłuszczu”[1].

12.01.2017

„Intymność” Hanif Kureishi


Przeczytałam książkę pt. „Intymność”. Jest to marudzenie podstarzałego faceta, który postanowił opuścić swoją partnerkę Susan oraz dwóch synków. Nie chce dłużej mieszkać z kobietą, która traktuje go jak dzidziusia: pyta, co mu ugotować, i nigdy nie ciągnie go do łóżka. A on chciałby być uwodzony, kochany... Pan ten tak przekonująco się użalał, że przez większość książki ogromnie go żałowałam. Dopiero kiedy wyznał, że podkrada partnerce kosztowny krem przeciwzmarszczkowy i wciera sobie w pewną część ciała (dość odległą od twarzy), moja cierpliwość się wyczerpała. A potem dowiedziałam się wielu innych okropnych rzeczy...

Hanif Kureishi, „Intymność” – kilka fragmentów


„(...) świat jest niczym spódnica, pod którą chcę zajrzeć”. (s. 17)

„Jak niewiele, jeśli się nad tym zastanowić, można człowiekowi narzucić. Ze wszystkiego, co niegdyś próbowali mi narzucić rodzice i nauczyciele, nie zostało prawie nic poza wspomnieniem odrazy i niechęci. (...) Można oczywiście zmusić się do pewnych rzeczy na jakiś czas, ale jeśli się jest istotą żywą, musi przyjść moment buntu. Można starać się i zachęcać do dawania bardziej subtelnych darów – miłości, uczucia, kreatywności, pożądania seksualnego, natchnienia, nie można ich jednak wymusić”. (s. 70)

5.01.2017

Imiesłów przysłówkowy współczesny a ludzie pióra: Jacek Dehnel, Aleksander Sowa

Źródło: Wikipedia

Od pewnego czasu ze zdumieniem obserwuję, że wielu autorów nie wie bądź zapomina, jak powinno się używać imiesłowu przysłówkowego współczesnego. I my, biedni czytelnicy, znajdujemy w książkach takie oto potworki językowe:

Po półgodzinnym odpoczynku, odpoczywając z lodówką na poręczy, wreszcie dokończył przeprowadzkę w morderczym wysiłku[1].

Czy czynność odpoczywania jest równoczesna z noszeniem mebli? Nie, nie, nie! Aleksander Sowa najwyraźniej nie wiedział, o co chodzi z tym imiesłowem, i wstawił go ze względu na ładne brzmienie. Już nie wspominam o wyjątkowo niezgrabnej zbitce słów „po odpoczynku, odpoczywając”. Ale nie tylko self-publisherzy piszą niepoprawnie, zdarza się to również Ambasadorom Polszczyzny. Spójrzmy na zdanie zbudowane przez Jacka Dehnela:

Udręczona tymi trudnościami i przeszkodami, pamiętam, jak osunęłam się u stóp schodów w sieni – padając tam na najniższy stopień, a potem, z odrazą, przypominając sobie, że dokładnie w tym miejscu ponad miesiąc wcześniej, w ciemnościach nocy, równie przygięta brzemieniem zła, ujrzałam widmo najstraszliwszej z kobiet[2].

Dehnel zrobił tu brzydki, szkolny błąd (zresztą nie jedyny w tym przereklamowanym przekładzie), bo „osunęłam się” i „potem przypomniałam sobie” nie są wydarzeniami zachodzącymi jednocześnie. Nie powinien użyć imiesłowu „przypominając”, tylko napisać „potem przypomniałam sobie”. Sprawdziłam, jak z tym trudnym zdaniem poradził sobie poprzedni tłumacz, i proszę – u Witolda Pospieszały jest ładniej i bez błędu:

Pamiętam, jak przytłoczona ogromem trudności i przeszkód osunęłam się w hallu przy schodach, tracąc nagle siły i padając na najniższy stopień. Potem przypomniałam sobie ze wstrętem, że właśnie tutaj więcej niż miesiąc temu wśród nocnych ciemności podobnie przenikniętych atmosferą zła ujrzałam widmo tej okropnej kobiety[3].

A oryginalny tekst wygląda tak:

Tormented, in the hall, with difficulties and obstacles, I remember sinking down at the foot of the staircase – suddenly collapsing there on the lowest step and then, with a revulsion, recalling that it was exactly where more than a month before, in the darkness of night and just so bowed with evil things, I had seen the specter of the most horrible of women[4].

---
[1] Aleksander Sowa, „Jeszcze jeden dzień w raju”, wydane własnym sumptem.
[2] Henry James, „Dokręcanie śruby”, przeł. Jacek Dehnel, W.A.B., 2015, str. 116.
[3] Henry James, „W kleszczach lęku”, przeł. Witold Pospieszała, Wydawnictwo Poznańskie, 1990, str. 110.
[4] Henry James, „The Turn of the Screw”.

29.12.2016

„Trzynasty miesiąc poziomkowy” Krystyna Siesicka




Podobno Krystyna Siesicka była pisarką kultową. Ja akurat nie znałam jej książek, bo od zawsze z większą chęcią sięgałam po autorów zapomnianych niż tych rozchwytywanych. Niedawno Michał z Biblionetki polecił mi „Beethovena i dżinsy”. Pomyślałam sobie: czemu nie, zobaczę, jak pisze ta Siesicka. Ale na pierwszy raz wybrałam inną książkę, „Trzynasty miesiąc poziomkowy”, gdyż zaintrygował mnie jej tytuł. 

Jest to krótka powieść. Akcja toczy się przeważnie w warszawskiej jadłodalni „Przydrożny barek”. Pani Izabela przychodzi do niej codziennie. Rozłożywszy na stole zeszyty i długopisy, próbuje pisać książkę o stałych klientach. Obserwuje ich, stara się odgadnąć, co robią w domu, kogo kochają i co myślą. Szczególnie mocno ciekawią ją Jasmina – licealistka, którą tak nudzą lekcje, że ucieka z nich pod byle pretekstem, i Petra – bardzo biedna malarka. Po pewnym czasie do kręgu obserwowanych Izabela dołącza też dyrektorkę liceum, Małgorzatę. Dyrektorka jest nieco nieodpowiedzialna, gdyż prowadzi korespondencję z nieznanym mężczyzną i zwierza się mu z ważnych spraw. 

27.12.2016

„Chcę żyć! Historia Nadine – nosicielki wirusa HIV” Marliese Arold


Niespełna siedemnastoletnia Nadine z Niemiec dowiaduje się, że jej były chłopak Florian – jedyny, z którym uprawiała seks – jest nosicielem wirusa HIV. To nie koniec nieszczęść. Okazuje się, że i ona się zaraziła. Powoli uświadamia sobie, z ilu rzeczy będzie musiała zrezygnować. Boi się, że niedługo umrze, a zanim to nastąpi, rodzice, koleżanki i nowy chłopak odsuną się od niej, uznają ją za osobę niebezpieczną i niemoralną. Przecież niemal wszyscy uważają, że wirusem można zarazić się tylko poprzez branie narkotyków i intymne kontakty z homoseksualistami. Takie informacje rozpowszechniają nawet nauczyciele.

22.12.2016

„Liczenie słoni” Elżbieta Isakiewicz


Książkę o uroczym tytule „Liczenie słoni” przeczytałam po raz pierwszy, kiedy miałam trzynaście lat. Bardzo mną wstrząsnęła, przez wiele dni myślałam o nieszczęśliwych dziewczynach w niej opisanych. Ojciec ich zmarł, a matka się rozpiła. Starsza siostra, Julka, próbowała tej młodszej, dziewięcioletniej, stworzyć namiastkę domu. Po szkole spieszyła więc do mieszkania, by sprzątać, palić w piecu, gotować i pocieszać małą Frankę, która z przerażeniem nasłuchiwała dobiegających z dużego pokoju jęków i bełkotu „chorej” mamy. 

Elżbieta Isakiewicz poruszyła takie tematy jak alkoholizm, poświęcenie i ogromne cierpienie dzieci z patologicznych rodzin. To cierpienie wynika nie tylko z braku miłości i bezpieczeństwa, ale i poczucia niższości, odrzucenia przez tak zwanych porządnych ludzi, a także wstydu, że się matki nienawidzi. Julka czasami myśli o samobójstwie. Kiedy widzi, że młodsza siostra nie docenia jej wysiłków, nie umie zapanować nad złością i nieraz zaczyna krzyczeć. A jaka jest Franka? Podczas pierwszego czytania uważałam ją za naiwne dziecko niepotrafiące zrozumieć, że matka nadużywa alkoholu. Teraz odniosłam wrażenie, że dziewczynka zna prawdę, ale odrzuca ją od siebie, potrzebując złudzeń.

„Liczenie słoni” po ponownym czytaniu podoba mi się tak samo, jak po pierwszym. Dostrzegam, z jaką sprawnością autorka je napisała, jak wiarygodnie ukazała piekiełko rodzinne i skomplikowane uczucia bohaterek. Ciekawie prezentuje się też warstwa obyczajowa. Mowa jest o pustych sklepach, kolejkach po chleb i coś do chleba – a w późnych latach osiemdziesiątych kolejki wyglądały inaczej niż teraz, o wszechobecnym alkoholizmie (w wydawnictwie, gdzie pracowała matka, wszystkie redaktorki piły!). Książka jest bardzo mądra i wzruszająca. Polecam!

---
Elżbieta Isakiewicz, „Liczenie słoni”, Nasza Księgarnia, 1990.

19.12.2016

„Skrawki” Sigrid Combüchen



Bardzo lubię literaturę skandynawską, zobaczywszy więc w bibliotece „Skrawki” Sigrid Combüchen, szybko je wypożyczyłam. Po przeczytaniu zajrzałam do internetu. Byłam pewna, że tak dobra, wartościowa powieść doczekała się wielu recenzji. Okazało się, że jest tylko jedna, króciutka. Szkoda!

O czym więc są te „Skrawki”? Sigrid Combüchen przedstawia w nich dzieje znajomości z czytelniczką o imieniu Hedda, która przed laty napisała do niej, twierdząc, że na zamieszczonym w powieści zdjęciu rozpoznała swoją rodzinę. Pod wpływem impulsu pisarka skłamała, że obecnie mieszka w dawnym domu Heddy, i zaczęła wypytywać o wydarzenia z przeszłości. Naiwna czytelniczka uznała, że to bardzo uprzejme ze strony Sigrid. Przez dziesięć lat korespondowania nie przyszło jej do głowy, że „przyjaciółka” wyciągała z niej zwierzenia tylko po to, by wykorzystać je w kolejnej powieści. Kłamała, manipulowała Heddą, a jeśli nie udało jej się bez wzbudzenia podejrzeń zdobyć wiadomości na jakiś temat, posiłkowała się wyobraźnią. I właśnie ta na pół wymyślona, na pół zrekonstruowana opowieść o młodości Heddy zajmuje lwią część „Skrawków”.

16.12.2016

„Wieża Sokołów” Erik Hansen


Wolfgang ma prawie czternaście lat. Matka jego nie żyje, a ojciec (rycerz) nie wrócił z wyprawy krzyżowej. Jeśli się nie odnajdzie, wkrótce chłopak odziedziczy ogromny zamek oraz bogactwa. Obecnie opiekuje się nimi stryj Fryderyk. Pozwala on mieszkać Wolfgangowi samotnie w wieży i całymi dniami oswajać sokoły. Nie uczy go zarządzania zamkiem, nie nakłania do ćwiczeń rycerskich i kontaktów towarzyskich. W okolicy krążą plotki, że nocami dziedzic zmienia się w drapieżnego ptaka i porywa dzieci oraz dziewczęta. Fryderyk mógłby przemówić ludziom do rozsądku, ale nic nie robi, można nawet odnieść wrażenie, że radują go czarne chmury zbierające się nad bratankiem.

30.11.2016

„Ten gruby” Barbara Ciwoniuk


Barbara Ciwoniuk, autorka powieści dla młodzieży, stara się poruszać ciekawe i aktualne tematy. W „Tym grubym” napisała o wstydzie z powodu swojego wyglądu, walce z otyłością, niepełnosprawności, buncie przeciwko rodzicom i wielu innych sprawach. Główni bohaterowie to na pół sparaliżowana Adrianna oraz gruby Jacek. Ona od kilku lat nie opuszcza mieszkania. Nie utrzymuje kontaktów z rówieśnikami, zajmuje się jedynie rozmowami z matką i nauczycielami oraz patrzeniem przez okno. Z kolei Jacek postanawia za wszelką cenę schudnąć. Nie jest to łatwe, bowiem głupia matka prośbami i groźbami zmusza go do pochłaniania olbrzymich porcji jedzenia. Na szczęście ojciec wpada na pomysł, by wysłać chłopca do swojej siostry, która jest dyrektorką gimnazjum i – jak się potem okaże – koleżanką matki Adrianny. Łatwo się domyślić, że w pewnym momencie drogi nastolatków się przetną. 

Czytając dialogi tworzone przez Barbarę Ciwoniuk, można dostać bólu głowy. Jacek mówi o sobie tak: „Przede wszystkim chcę się usamodzielnić, nauczyć dbać o siebie... przyrządzać sobie zdrowe śniadania i kolacje, prać skarpety... no i walczyć o własne ja, a jeśli będzie trzeba, to nawet się bić”[1], „bo ja jestem sam, uwięziony w tym ohydnym sadle”[2]. „Wiem, że mam grubą dupę (...) jako otyły nastolatek mam pięćdziesiąt procent szans na zostanie otyłym dorosłym i że taka nadwaga zwiększa ryzyko zachorowania na choroby serca, nowotwory i inne...”[3]. Przecież to nie jest język mówiony!