Co wiedziałam o Erneście Hemingwayu, zanim przeczytałam „Zielone wzgórza Afryki”? Tylko tyle, że był człowiekiem władczym, dominującym, nietolerancyjnym, lubił wojny, nadużywał alkoholu i źle traktował swojego najmłodszego syna Gregory'ego, który przeszedł operację zmiany płci i stał się Glorią. Teraz zdobyłam nowe wiadomości, które spowodowały, że moja niechęć do tego noblisty się pogłębiła.
W latach trzydziestych Hemingway urządzał w Afryce polowania, a po polowaniu z lubością fotografował martwe zwierzęta. Zabijał nie z potrzeby, lecz dla przyjemności. Strzelał do kozłów, choć wiedział, że koźle mięso nie nadaje się do jedzenia. Śmiał się wesoło, kiedy zraniony bawół ryczał z bólu. Tylko raz w życiu, wtedy, gdy cierpiał z powodu złamanej ręki, zastanawiał się nad tym, co czuje pokaleczone zwierzę:
