18.07.2021

„Bliżej, niż myślisz” Ewa Przydryga

 


Od ponad dwudziestu lat wlokę ze sobą bagaż niełatwych doświadczeń i traum. Kręta droga, przez którą przeszłam, wzmogła mój głód życia. Każdego dnia budzę się ze świadomością, że rany z mojej przeszłości długo jeszcze będą się zabliźniać[1].

Tymi słowami opisuje siebie Nika, narratorka „Bliżej, niż myślisz” Ewy Przydrygi. Istotnie, doświadczyła wielu nieszczęść – w dzieciństwie straciła tatę i siostrę, była też prześladowana przez matkę, która uchodziła za wzór cnót, a potajemnie znęcała się nad swoją córką, zamykając ją w piwnicy, izolując od rówieśników, obwiniając o śmierć siostry i krzywdząc na tysiąc innych sposobów. Dorósłszy, Nika zdołała wyprowadzić się z domu i wyjść za mąż. Kiedy wyglądało na to, że wszystko będzie dobrze, doszło do kolejnego nieszczęścia – z winy stalkera zginęło jej wyczekiwane dziecko. Po tej tragedii nasza bohaterka wpadła w nałogi, a nawet trafiła na rok do szpitala psychiatrycznego. Podleczona, postanowiła raz jeszcze zacząć od nowa. Opuściła niewiernego męża, otworzyła pensjonat w Gdyni. I znowu spokój nie trwał długo, bo oto jedyny gość pensjonatu został zamordowany. Nika zawiadomiła policjantów, ci jednak uznali ją za mało wiarygodną pijaczkę i nawet nie wszczęli śledztwa. W tej sytuacji zaczęła na własną rękę szukać mordercy – i tak się w to zaangażowała, że zapomniała o piciu alkoholu! 

Autorka wysypała na bohaterkę worek nieszczęść, ale też obdarzyła ją licznymi talentami. Nika umie ustalić, jak naprawdę nazywała się zabita kobieta, a jej portret pamięciowy rysuje z taką dokładnością, że przypomina on fotografię. Jako nastolatka zostaje mistrzynią Polski w szermierce, potem zaczyna pisać bestsellerowe książki, jeszcze potem otwiera pensjonat. Niestety nie wiadomo, za co go kupuje, za co robi remont, z czego spłaca kredyt. I z czego w ogóle się utrzymuje, skoro w pensjonacie niemal nigdy nie ma gości? Tam jest tak pusto, że ani jedna osoba nie może poświadczyć jej zeznań.

Przydryga na różne sposoby próbuje udramatyzować fabułę, problem jednak w tym, że nie zawsze dba o jej wiarygodność, co widać chociażby w scenie z prysznicem. Bohaterka wchodzi pod prysznic, z którego zaczyna lecieć wrzątek, tworząc na jej skórze purpurowe plamy. Skoro wrzątek (autorka właśnie tego słowa używa, zastępując go raz synonimem „ukrop”), to Nika powinna być poparzona, prawda? Tymczasem żadna krzywda jej się nie dzieje. Już w sekundę po wyjściu spod wrzątku odczuwa zimno i spokojnie wraca do łóżka. Kolejnym przykładem bzdur serwowanych czytelnikom przez Ewę Przydrygę jest scena rozgrywająca się w pomieszczeniu, w którym panuje absolutna ciemność. Ta ciemność „tężeje w głęboką czerń, jest stalowa, nieprzepuszczalna i duszna”[2]. Jakim więc cudem narratorka widzi, że towarzyszący jej mężczyzna „Leży, wpatrując się w swoje prawe udo, które krwawi obficie”[3]? W takich warunkach mogłaby dostrzec ruch własnej ręki czy jakieś niewyraźne kształty, ale nie krew, nie kierunek spojrzenia rannego mężczyzny. 

Jak pisze Nika, jej życie „Nasiąkało szarością i sączącą się stale z ust matki trucizną, której głos, nawet wtedy, gdy wyrwałam się z jej szponów, wciąż słyszałam”[4]. Czyj głos słyszała i z czyich szponów się wyrwała – trucizny??? Bo tak wynika ze zdania. Język to kolejny element książki, który może irytować. Potoczny, często banalny i niedbały, z dużą ilością wyświechtanych, napuszonych fraz (vide cytat numer jeden). Podsumowując, „Bliżej, niż myślisz” to powieść przeciętna, niedopracowana, która ani nie zachwyca fabułą, ani nie trzyma w napięciu. Najlepsze fragmenty to te o przemocy zaznanej przez bohaterkę w dzieciństwie, ale i one podane są często w mało atrakcyjnej dla czytelnika formie streszczeń, poza tym zajmują za dużo miejsca i spychają wątek kryminalny na drugi plan. 

Moja ocena: 3/6.

---
[1] Ewa Przydryga, „Bliżej, niż myślisz”, Muza SA, 2020, s. 310.
[2] Tamże, s. 308.
[3] Tamże, s. 308.
[4] Tamże, s. 310.

14 komentarzy:

  1. HA!!! Po lekturze miałam identyczne odczucia co Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może inne książki autorki są lepsze? Ta mnie mocno rozczarowała.

      Usuń
  2. Nie znam tej książki, nie znam lektury. Za kilka dni będę czytać inną książkę autorki i już się boję :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może inne książki autorki są lepsze, bo mają nieco wyższe oceny. To czekam na Twoją recenzję. :)

      Usuń
    2. Jednak nie. Przemęczyłam Topieliska. Nie polecam.

      Usuń
    3. Dzięki za przestrogę. W „Bliżej, niż myślisz” są i dobre rzeczy, na przykład ciekawie i wiarygodnie pokazany został głód alkoholowy, ale całość zrobiła na mnie złe wrażenie. :)

      Usuń
  3. Ciekawa jestem innych książek tej autorki. Ta mi się podobała i to bardzo, choć nie na tyle, żeby ją sobie zostawić. Język mnie oczarował :)

    Książki już nie mam, więc nie poszukam, ale nie było przypadkiem podane, że bohaterka miała swoją część spadku i za to kupiła ten pensjonat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowy za to nie dam, ale raczej nie było mowy o spadku, zresztą po kim miałaby dostać ten spadek? Matka jej żyje, ojciec zmarł, kiedy była malutka. Jeśli dostałaby spadek po ojcu, rozpuściłaby pieniądze od razu po ucieczce z domu. Ten pensjonat musiał sporo kosztować, bo to był duży budynek z ogrodem i sadzawką, poza tym z okna widać było morze. :)

      W tej książce zastanawiało mnie też wiele innych rzeczy, na przykład dlaczego matka, która tak mocno izoluje Nikę od ludzi, że nawet załatwia jej nauczanie indywidualne, każe jej chodzić na treningi szermierki. Dla mnie jest to niespójność w tworzeniu postaci matki, bo jeśli się chce odciąć nastolatka od ludzi, to się go na treningi nie posyła.

      Usuń
  4. Tej książki autorki nie czytałam, więc ciężko mi cokolwiek o niej powiedzieć. Znam debiut. Mogę się mylić, ale czytając recenzję tej książki wydaje mi się, że podobne odczucia mogłabyś mieć do trylogii hejterskiej Marcela Mossa, ale mogę się mylić.


    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z książkami Mossa jeszcze się nie zetknęłam i na razie mnie nie ciągnie. :)

      Usuń
  5. O rany, bohaterce faktycznie nieźle się oberwało - kojarzy się z żeńską wersją Hioba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tych nieszczęść autorka nawymyślała, bardzo dużo, tak jakby chciała zmusić czytelnika do użalania się nad bohaterką. Pod koniec Nikę też spotyka coś złego. Pierwszą opisaną tragedią, czyli śmiercią jej malutkiej siostry, mocno się przejęłam, bo to było wiarygodnie, ładnie pokazane. Pomyślałam nawet, że mam przed sobą ciekawą, wartościową książkę. No ale z czasem zmieniłam zdanie.

      Usuń
  6. Nie mam chęci na takie przeciętne powieści. Czytam mało, bo czas mi nie pozwala na więcej, więc niech to będzie chociaż przyjemne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądre podejście. Ha, gdybym wiedziała, że to powieść przeciętna, też nie sięgnęłabym po nią, bo i ja mam coraz mniej czasu na czytanie. :)

      Usuń

Proszę nie wstawiać linków do blogów.