![]() |
Na swojej stronie internetowej Aleksander Sowa zachęca do sięgnięcia po powieść pt. „Umrzeć w deszczu”. Ci czytelnicy, którym nie przeszkadza, że autor reklamuje się z błędem ortograficznym*, będą mogli przeczytać wzruszającą historię o czterdziestoletnim fotografie pragnącym popełnić samobójstwo. Cała powieść, z wyjątkiem kilku początkowych i końcowych stron, ma formę monologu i utrzymana jest w melancholijnym klimacie. Fotograf mówi i mówi, popłakując, słuchająca go dziennikarka również ociera łzy.
Od razu wyznaję, że książkę tę uważam za wyjątkowo lichą, ale jestem w mniejszości, bowiem niemal wszyscy recenzenci podczas jej czytania wpadali w euforię. Z przyjemnością i całkowitą pewnością oceniłam ją na notę 10 – najwyższą, nadając jej miarę arcydzieła, Jako jeden z niewielu plusów mogę wymienić język, styl i ogólnie warsztat pisarski Aleksandra Sowy, Warstwa językowa jest świetna – takie mniej więcej zachwyty można znaleźć na blogach. Kiedy zobaczyłam, jak wygląda owa „świetna warstwa językowa”, przeżyłam szok, bo czegoś tak niechlujnego i kuriozalnego od dawna nie widziałam. Autor chyba spał na lekcjach gramatyki, ponadto nie potrafi jasno wyrazić swoich myśli i podejmuje zbyt trudne jak na swoje umiejętności tematy. Mnóstwo w tej powieści żenujących błędów wszelkiego rodzaju, górnolotnych sformułowań, śmiesznych piętrowych metafor, banałów, wodolejstwa i bełkotu. Nic dziwnego, że tradycyjne wydawnictwa uznały, że takie coś trzeba wywalić do kosza. Aleksander Sowa, niezrażony odmowami, skorzystał z usług Poligrafu – to firma, która wydrukuje każde dzieło, o ile otrzyma od jego autora kilka tysięcy złotych.
