30.11.2025

„Złotowłosa” Wojciech Chmielarz


Dwudziestoośmioletnia Urszula mieszka w Warszawie i pracuje jako urzędniczka, ale jest też wolontariuszką w hospicjum. Wszyscy uważają ją za osobę dobrą i obowiązkową. Któregoś wieczoru pod wpływem złości rzuca narzeczonemu kilka ostrych słów, a odniósłszy wrażenie, że ten zaraz ją uderzy, wybiega z domu. Dalszych wydarzeń nie pamięta. A musiało dojść do czegoś strasznego, gdyż budzi się w jakiejś piwnicy, odwodniona, słaba. Nie może zrobić paru kroków ani nawet otworzyć plastikowej butelki z wodą. I oczywiście nie da rady wydostać się z pułapki, gdyż w okienku tkwią kraty, a drzwi są grube, okute blachą.

Tak zaczyna się „Złotowłosa”, najnowszy thriller Wojciecha Chmielarza. Autor szczegółowo opisuje emocje bohaterki, jej próby przyzwyczajenia się do koszmarnej sytuacji, odzyskania wolności, a także rozmowy z wyimaginowanymi głosami, które albo  obrzucają ją pretensjami, albo podpowiadają, co ma robić. Dużo miejsca zajmują też wspomnienia uwięzionej, z których wynika, że jej ojciec, szanowany lekarz, stosował w domu przemoc psychiczną. 

Niekiedy autor przerywa relacje z życia zewnętrznego i wewnętrznego nieszczęsnej kobiety, by pokazać działania innych postaci – jej narzeczonego, który jest durniem żerującym na swoich rodzicach i który jakoś nie spieszy się z zawiadomieniem policji, oraz czternastoletniego Krzyśka, mieszkającego w Augustowie i rozważającego, skąd wziąć pieniądze na nową kurtkę. Ta, którą ma, jest po pierwsze na niego za duża, trzeba podwijać rękawy, a po drugie kompletnie zniszczona, bo przez kilka lat nosił ją ojciec Krzyśka, a potem starszy brat. I od razu wspomnę, że nie wierzę, by w naszych czasach uczeń chodził w porwanych łachach i wychowawca nie poinformował o tym problemie ani pedagoga szkolnego, ani rodziców. Podobnie nie wierzę, by jakimś zastrzykiem w ramię można było tak mocno znieczulić człowieka, żeby ten nie czuł bólu podczas odcinania mu pewnej części ciała (leżącej o wiele niżej niż ramię, nie da się więc tego zastrzyku podciągnąć pod znieczulenie miejscowe). 

Chmielarz pisze o zemście, przemocy, dorastaniu w dysfunkcyjnej rodzinie, hejcie i trochę też o tym, że na zestresowanego człowieka może znienacka spaść przymus czynienia zła, że drzemie w nas jakieś ukryte bestialstwo, chęć dręczenia innych, żywienia się ich bólem i strachem. Kiedy te pragnienia dojdą do głosu, trudno im się oprzeć. Książka skłania do rozważań, czy główna bohaterka naprawdę jest dobrą osobą. Wszyscy ją za taką uważają, ale w pewnym momencie pada alarmujące zdanie: „Ona była dobra, w końcu tę cechę sama w sobie wypracowała”. Czyli nie jest dobra z natury, tylko z jakichś powodów – z wyrachowania, z rozsądku, a może ze strachu przed mroczną stroną swojej osobowości – starała się taką osobą zostać. 

Nie należę do fanów autora, tak tylko sięgnęłam po ten audiobook, by posłuchać sobie czegoś podczas mycia podłogi. Ale „Złotowłosa” pozytywnie mnie zaskoczyła, stawiam ją o wiele wyżej niż „Ranę” czy „Żmijowisko”. Jest od nich mniej wulgarna, bardziej dopracowana i przemyślana. Doceniam dobry warsztat, a powolna akcja i rozważania bohaterki w ogóle mi nie przeszkadzały. Przeszkadzał mi za to sposób, w jaki Chmielarz pisze o nastolatkach. W jego wydaniu są to istoty prostackie, bez życia wewnętrznego. Poza tym pewien wątek i pewna postać mocno kojarzyły mi się z „Wyznaniami” Kanae Minato, lecz u japońskiej autorki wypadły one jednak lepiej. 

Najbardziej w tej książce zaciekawiły mnie nawiązania do baśni o Złotowłosej. Jest tu więc domek położony w lesie na odludziu, jest trzyosobowa rodzina „misiów”: rodzice oraz, powiedzmy, dziecko i jest piękna jasnowłosa dziewczyna, przez którą ta rodzina doznaje straty. Z baśni nie wynika, czy poszkodowani myśleli o ukaraniu winowajczyni, która uciekła, nawet nie powiedziawszy „przepraszam”. Chmielarz tworzy jak gdyby dalszy ciąg tej historii, ukazuje reakcję pokrzywdzonych – przy tym w jego książce wszystkie elementy zapożyczone z baśni są wyolbrzymione, zniekształcone. Niedźwiedzie stają się więc niesamowicie mściwe i odrażające, zniszczenia, których dokonała Złotowłosa, są znacznie większe niż połamane krzesełko, a ona sama zachowuje się tak podle i bezwzględnie, że nie sposób jej żałować. Niech ma za swoje. 

Szkoda tylko, że nie skorzystałam z wersji papierowej, bo lektorka Anna Szymańczyk nie umie modelować głosu, przekazać emocji, przykuć uwagi; klepie ten tekst niczym dewotka pacierze. Coś strasznego.

Moja ocena:
Autor: 4/6.
Lektorka: 1/6.

---
Wojciech Chmielarz, „Złotowłosa”, Marginesy, 2025, czyta Anna Szymańczyk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz