10.04.2015

„Jubel” Lars Saabye Christensen



Kiedy czytałam „Hermana”, pomyślałam sobie, że Lars Saabye Christensen to „mój” autor i że koniecznie muszę poszukać innych jego książek. Nie udało mi wypożyczyć „Półbrata”, który jako nowość jest rozchwytywany przez czytelników, ale nie wyszłam z biblioteki z pustymi rękami – niosłam „Jubla”. Jest to mniej znana i o wiele rzadziej opisywana książka Christensena. Opowiada o pianiście Jonatanie Chwycie, który nagle poczuł chęć, by zmienić otoczenie. Przyjechał więc do nadmorskiej osady na północy Norwegii i zatrudnił się jako hotelowy muzyk. Nie o takiej karierze marzył jako dziecko, ale postanowił robić dobrą minę do złej gry i nie okazywać rozczarowania.

Mocny punkt książki to odtworzenie klimatu małego miasteczka, w którym jest tylko hotel, apteka, kilka sklepów i kościół, a nad wszystkim góruje gmach przetwórni rybnej. Mieszkańcy znają się z widzenia, ale przed kilkunastoma laty podzielili się na dwa obozy: członkowie orkiestry i ich rodziny kontra przyjaciele właściciela hotelu. Od tamtej pory prowadzą ze sobą dziwaczną wojnę i nawet teraz, gdy ma ich odwiedzić król Harald ze swoją małżonką Sonją, nie chcą się pogodzić. Inna zaleta „Jubla” to pokazanie, jak wygląda życie muzyka rozrywkowego. Z książki wynika, że niewesoło. Chwyt ma bardzo dobry słuch, umie odróżnić wybitną muzykę od kiepskiej, ale nikt tego nie docenia. Właściciel hotelu każe mu wkładać biały smoking i grać „Kaczuszki” oraz inne kiczowate przeboje trafiające w gust pijanych gości. A po zakończeniu pracy proponuje mu, by jadł resztki z talerzy klientów.

Powieść nie została napisana z powagą, przeciwnie, autor wplótł w nią wiele elementów czarnego humoru, ale ten humor jest dosyć zwodniczy, gdyż „Jubel” kończy się zaskakująco ponuro. Bohater często wspomina swoje dzieciństwo, matkę, która zmuszała go do noszenia skarpetek o trzy numery za dużych, ojca, który niezbyt się nim interesował, nauczycielkę muzyki. W wielu fragmentach Christensen opisuje dziwaczne wydarzenia, które mogą przerazić i zbrzydzić czytelnika. W książce znajdziemy historię człowieka, który wpadł do wielorybiego brzucha, historię przewoźnika, któremu na żywca odcięto rękę, historię skazanego na śmierć Mitchella Rype, który obmyślił sobie, że jeżeli roztyje się do monstrualnych rozmiarów, nie będzie można go powiesić – i wiele, wiele innych.

„Jubel” ma wiele zalet, a jednak nie zainteresował mnie tak mocno jak „Herman” i właściwie w ogóle nie poruszył. O niepowodzeniach bohatera i dziwactwach mieszkańców osady czytałam z obojętnością. Poza tym odniosłam wrażenie, że autor upchnął do tej powieści za dużo absurdu i że wysilał się na humor, czasami nawet przekraczając granice dobrego smaku. Nie jest to ten Lars Saabye Christensen, którego polubiłam.

Moja ocena: 3/6.

20 komentarzy:

  1. Aj, raz już trafiłem na książkę, która odznaczała się ogromnymi zwałami absurdu i czarnego humoru, a skończyła się bardzo mocnym i raczej smutnym akcentem. Mam tu na myśli "Szmirę" Bukowskiego, która jest jedną z moich ulubionych lektur :)

    "Jubel" sprawia wrażenie bardzo ciekawej powieści. Najbardziej atrakcyjny wydaje mi się ten klimat małego miasteczka gdzieś na odległej Północy. Koleje życia rozrywkowego muzyka także wydają się interesujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Bukowskiego jeszcze w ogóle nie czytałam... Muszę to nadrobić :)
      Z książek Christensena bardziej podobał mi się "Herman" - to była taka prosta, wzruszająca historia o dziecku zmagającym się z wielkimi problemami. "Jubel" może się podobać osobom lubiącym czarny humor.

      Usuń
  2. Autora nie znam, ale znam to uczucie, kiedy poznaję autora i przypada mi on do gustu i wydaje się, że "mój ci on", a tymczasem kolejna książka nie spełni oczekiwań :) Czy ja lubię czarny humor? hm... chyba w małych dawkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w tej książce czarnego humoru jest bardzo dużo. Największe wrażenie wywarła na mnie scena przedstawiająca człowieka, który wpadł do brzucha wieloryba :)
      Liczę na to, że kolejne książki tego autora bardziej przypadną mi do gustu.

      Usuń
  3. "Jubel" tak samo oceniłam, jak Ty, trójka...
    W poniedziałek wybieram się do biblioteki i przeglądałam półki, co jest do wzięcia.
    Zastanawiałam się nad "Półbratem" tego autora, ale chyba na razie nie wezmę. Masz na liście tę książkę?
    "Hermana" w ogóle nie ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, "Jubel" to taka średnia książka. O wiele gorsza od "Hermana". Nie wywarła na mnie żadnego wrażenia. "Półbrata" mam w planach, bo podobno to najlepsza książka tego autora. Jest bardzo gruba :)

      Usuń
    2. Byłam dzisiaj w bibliotece. Jak tylko wzięłam do ręki "Półbrata" i zobaczyłam okładkę, to przypomniałam sobie, że już go pożyczałam. Niewiele przeczytałam i odłożyłam. Nic nie pamiętam, ale drugi raz podchodzić do tej lektury nie będę. Tyle jest książek. które przeczytam z przyjemnością, więc po co się męczyć...

      Usuń
    3. Pewnie, że nie warto się męczyć :) Niedawno z tego samego powodu zrezygnowałam z czytania "A lasy wiecznie śpiewają". Książka bardzo chwalona, skandynawska, powinna więc mi się podobać, a jednak nie umiałam się nią zainteresować i odłożyłam niedokończoną.

      Usuń
    4. O!!, "A lasy..." tak mi się podobały, że sobie je kupiłam.
      Sporo książek tych samych nam się podoba, jednak nie wszystkie :-))

      Usuń
    5. I tak powinno być, bo co czytelnik, to inny gust :) A "Półbrata" wczoraj udało mi się wypożyczyć. Dokończę tylko książki zaczęte i biorę się za niego :)

      Usuń
  4. Akurat mam "Odpływ", ale "Półbrata" są też starsze wydania w bibliotekach, u mnie były ostatnio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej nie ma starszego egzemplarza, jest nowy i tylko jeden. Stoi na półce z nowościami i z tego powodu czytelnicy wciąż go wypożyczają. Muszę cierpliwie poczekać...
      Ciekawe, jakie będziesz miała wrażenia po przeczytaniu "Odpływu" :)

      Usuń
  5. Mam "Półbrata" na półce (jeszcze nie przeczytanego), ale jego grubość mnie przeraża...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście obszerna książka! Mnie jej grubość też nieco przeraża. "Herman" i "Jubel" tego autora są o wiele, wiele krótsze:)

      Usuń
  6. To ja donoszę, że w końcu czytam "Półbrata" i chyba powinnaś już zacząć na niego polować :) Jestem dopiero na początku, ale już po kilkudziesięciu stronach czuję, że będzie moc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! To będę polować na "Półbrata" z jeszcze większą intensywnością! Na pewno do końca maja przeczytam. I czekam na Twoją recenzję :)

      Usuń
  7. Uspokoiłaś moje dawne wyrzuty sumienia.;) Do książki podchodziłam kiedyś dwukrotnie, niestety nie wzbudziła mojego zainteresowania. Dziwiłam się, że to książka TEGO Christensena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie, ta książka jest nieinteresująca, nijaka i sprawia wrażenie napisanej przez innego Christensena. Też miałam chęć ją porzucić :)

      Usuń
  8. Gdy czytałam Twoją recenzję „Hermana” podzielałam Twoje zdanie odnośnie do geniuszu Christensena (nie znając jego twórczości - niezła ze mnie czytelniczka). Czytając tę recenzję już tego odczuwam, choć wciąż jestem zainteresowana tym pisarzem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu pisarzowi zdarza się wpadka, tak to sobie tłumaczę :) Ciekawe, jaki okaże się "Półbrat"...

      Usuń

Proszę nie wstawiać linków do blogów.