10.09.2014

„Dom nad jeziorem smutku” Marilynne Robinson



Ruth oraz jej siostra Lucille są dziećmi samobójczyni. Gdy były jeszcze malutkie, matka przywiozła je do swojego rodzinnego miasteczka Fingeborne, zostawiła na werandzie domu babci, po czym utopiła się w jeziorze. Nikt nie wie, dlaczego to zrobiła. Sierotki nie miały szczęścia do opiekunek. Babcia wkrótce zmarła, a podstarzałe kuzynki nie chciały zajmować się dziećmi. Ostatnią nadzieją dziewczynek stała się ciocia Sylvie, która do tej pory prowadziła życie bezdomnej. Sylvie zgodziła się zostać w miasteczku, ale szybko wyszło na jaw, że nie umie pozbyć się nawyków nabytych podczas wielu lat włóczęgi – sypia w butach i ubraniu, nie pozwala zapalać światła, ucina sobie drzemki na ławce w parku.

Marilynne Robinson znam już z Gileada” – powieści o starym pastorze, który wspomina swoje życie. „Dom nad jeziorem smutku” zauroczył mnie o wiele bardziej, pewnie dlatego, że głównym tematem jest dorastanie sierotek, których problemy wydają mi się bliższe niż problemy pastora. Autorka bardzo delikatnie odmalowała uczucia dziewczynek – bolesną samotność, żal, gdy odkryły, że opiekująca się nimi ciocia jest osobą niezrównoważoną psychicznie i nieodpowiedzialną, lęk, by nie odjechała którymś z pociągów...

Narratorką jest dorosła Ruth, która z perspektywy czasu wspomina swoje nietypowe dzieciństwo, ale sama przyznaje, że nie wszystko pamięta dobrze: Trudno jest kogoś opisać, gdyż wspomnienia są ze swej natury fragmentaryczne, odosobnione i przypadkowe jak wieczorne mignięcia oświetlonych wagonów*. Głównymi postaciami jej wspomnień są Lucille i Sylvie, o chłopcach i koleżankach w ogóle nie pisze. Często przedstawia swoje wyobrażenia, które traktuje z równą powagą jak rzeczywiste wydarzenia.

Piękna. Nastrojowa. Melancholijna. Smutna. Tak w największym skrócie opisałabym tę książkę. Zauroczyły mnie delikatne, niejednoznaczne portrety sióstr i ich cioci, piękny, kunsztowny język, powtarzające się motywy pociągów i jeziora. W powieści znajdują się niesamowite opisy, których chyba nigdy nie zapomnę - nocleg na łódce, niebezpieczne wędrowanie torami zawieszonymi nad jeziorem, samotne wagary nad wodą. Zakończenie – droga życiowa, jaką wybrała Ruth, trochę szokuje.

Moja ocena: 6/6.

---
* Marilynne Robinson, „Dom nad jeziorem smutku” („Housekeeping”), tł. Wojciech Fladziński, Wydawnictwo M, 2014, str. 55.

40 komentarzy:

  1. Zachęcająca recenzja, przyznam, że nabrałam chęci na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest po prostu piękna. Całkowicie trafiła w mój gust. Podoba mi się taki język, takie postacie, taki klimat :)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy pomysł na książkę. Rzadko mam okazję czytać o dzieciach, które zostały sierotami w wyniku samobójstwa jednego z rodziców. Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojca nie miały, a matka nawet nie upewniła się, że babcia się nimi zajmie... Bardzo smutna sytuacja. Samobójstwo matki kładło się cieniem na późniejsze życie dziewczynek.
      Książka ciekawa i napisana pięknym językiem :)

      Usuń
  3. Och, bardzo lubię takie smutne, melancholijne historie. Będę mieć tę książkę na uwadze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka ciekawa, szkoda tylko, że Marylinne Robinson tak niewiele książek napisała :)
      Ja od jakiegoś czasu preferuję książki smutne, humorystyczne często mnie nudzą i szybko o nich zapominam.

      Usuń
  4. Książka jest przepiękna i serdecznie ją wszystkim polecam. Mnie naprawdę wzruszyła i spowodowała masę refleksji na temat funkcjonowania jednostki w społeczeństwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepiękna, właśnie :) We mnie jeszcze spowodowała refleksję, że bardzo ważne jest, kto wychowuje dzieci. Zakończeniem byłam bardzo zaskoczona.

      Usuń
  5. Kolejny interesujący tytuł, który prezentujesz na swoim blogu. Bardzo podoba mi się sama tematyka - dorastanie sierotek, na których ciąży piętno matki-samobójczyni. Ogromnie ciekawi mnie także, jaką drogę życiową wybrała narratorka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niełatwo żyć ze świadomością, że matka popełniła samobójstwo. Gdyby jeszcze te dziewczynki miały ojca albo dobrych opiekunów... W tej rodzinie było mnóstwo osób niezrównoważonych psychicznie.
      Książka zasługuje na uwagę, myślę, że zainteresowałaby Cię :)

      Usuń
  6. Odebrałam w taki sam sposób tę książkę. Szczerze mówiąc była ona dla mnie wielkim zaskoczeniem i niespodzianką. W przeciwieństwie do Ciebie - sięgając po ten tytuł - usłyszałam o autorce po raz pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bardzo żałuję, że już przeczytałam wszystkie książki Marilynne Robinson wydane w Polsce. Do "Domu nad jeziorem smutku" będę często wracać :)

      Usuń
  7. Ocena książki mówi sama za siebie. Nie znam jeszcze twórczości tej pisarki, chętnie poznam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Marilynne Robinson warto zwrócić uwagę :)
      Ta książka wywarła na mnie wielkie wrażenie. Nie znam innej podobnej.

      Usuń
  8. Generalnie nie czytam takich książek, ale Twoja recenzja i ta ocena bardzo mnie zachęciły :)
    Pozdrawiam
    http://artemis-shelf.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podobała i będę do niej wracać :)
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  9. Bardzo, bardzo pokochałam tę książkę... I gorąco ją wszystkim polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre fragmenty przeczytałam kilka razy, tak mnie zauroczyły :)
      Ale historia jest smutna, żal mi było zarówno Ruth, jak i Lucille.

      Usuń
  10. Mnie czegoś brakowało w tej książce, może to dlatego, że czytałam ją w pośpiechu, obawiam się, że mogłam coś pominąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało w niej akcji, a do czytania w pośpiechu się nie nadaje :)

      Usuń
  11. Wysoko oceniłaś.
    Może uda i się przeczytać.Mam sporo książek tego wydawnictwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam sporo, ale "Dom nad jeziorem smutku" podobał mi się najbardziej ze wszystkich. A na drugim miejscu postawiłabym "Ostatnią górę. Żyjąc z AIDS" :)
      Bardzo mnie poruszyły te historie.

      Usuń
    2. "Ostatnią górę" czytałam chwilę temu i chyba też ją mam.

      Usuń
    3. "Ostatnia góra" jest bardzo wzruszająca. Bohatera było mi tym bardziej żal, że nie przyczynił się do swojej choroby - wirusa wstrzyknięto mu podczas transfuzji...
      Do tych dwóch książek będę często wracać. I oczywiście nikomu za żadną cenę ich nie oddam :)

      Usuń
  12. Aaaaaa, wiedziałam, że książka ci się spodoba. Napisana w tak genialny sposób, takim niebywałym stylem. Istne cacuszko.
    Kiedyś o niej też pisałam - http://basiapelc.blogspot.com/2014/03/dom-nad-jeziorem-smutku-marilynne.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodobała mi się - brak mi słów, by wyrazić, jak bardzo. O takich książkach jak ta mówię, że są "w moim typie" :-)

      Usuń
  13. Tak wysoka ocena mówi sama za siebie, może czytam nieuważnie, ale wydaje mi się, że nie trafia się u Ciebie często. Ja sama kiedyś hojniej szafowałam szóstą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, najwyższe oceny wystawiam nieczęsto. Zarezerwowane są one dla książek najpiękniejszych, solidnie napisanych i takich, do których będę wracać :)

      Usuń
  14. Książka czeka na mojej półce. Mam nadzieję, że wywrze na mnie tak duże wrażenie jak na Tobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszyłabym się, gdyby Ci się spodobała :)

      Usuń
  15. Na mnie też ta książka zrobiła ogromne wrażenie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mamy podobne wrażenia :)

      Usuń
  16. Powiem szczerze, że myślałam, ze pojedziesz po tej książce. Ten tytuł jest tak oczywisty i banalny, ze nie zwiastuje nic dobrego. Poszukałam jeszcze troche informacji o autorce i faktycznie ta Marilynne to nie byle kto. Na pewno zwrócę uwagę w bibliotece, bo wręcz jestem złakniona takiej literatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blannche, bardzo trafna uwaga! Zgadzam się z Tobą - tytuł jest dosyć banalny. Ale treść - nie, tzn. moim zdaniem nie. Jestem przekonana, że Marilynne Robinson doskonale opanowała rzemiosło pisarskie i ma wiele do powiedzenia. Za "Gileada" otrzymała nagrodę Pulitzera. Mnie akurat "Gilead" znużył, bo za wiele było w nim refleksji teologicznych. "Dom..." jest książką w moim guście. Zawsze lubiłam powieści o bohaterach zachowujących się nietypowo, osamotnionych, szukających bratniej duszy.
      Jestem bardzo ciekawa, jakie wrażenie zrobiłby na Tobie "Dom nad jeziorem smutku" :)

      Usuń
  17. Okładka jest piękna. Fabuła...no cóż, smutna. To nie jest książka na zły humor. Ale chyba warto ją docenić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka nie należy do poprawiających humor... Zgadzam się z Tobą, że okładka jest piękna. Gustowna, delikatna :)

      Usuń
  18. To jest książka, którą wypatrzyłam już u Oli, ale ciągle nie udało mi się na nią trafić. A teraz, kiedy i Ciebie zauroczyła, jestem przekonana, że powinnam się przyłożyć do poszukiwań.
    A nie ukrywam, że gdyby nie Wasze teksty, nie pomyślałabym, że to az tak dobra książka. Trochę zmylił mnie tytuł, który kojarzył mi się z jakimiś czytadłami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przekonaniu książka jest znakomita - zasługuje na nagrody i na odzew u czytelników. Szkoda tylko, że wydano ją u nas po raz pierwszy dopiero teraz, a przecież to powieść z roku 1980.
      Polski tytuł istotnie kojarzy się z czytadłami, jest trochę banalny :)

      Usuń
  19. Zdecydowanie zachęciłaś mnie do sięgnięcia powyższej powieści. Niestety również nie jestem z Krakowa , pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij, sięgnij :) Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

      Usuń