21.03.2014

Tomasz Mann „Śmierć w Wenecji”, „Mario i czarodziej”


Śmierć w Wenecji, piękna nowela Tomasza Manna, spodoba się czytelnikom przyzwyczajonym do długich opisów i tolerancyjnym, gdyż treścią jej jest miłość podstarzałego pisarza do czternastoletniego chłopca. Zaniepokojonym od razu wyjaśniam, że pięćdziesięciolatek nie dąży do nawiązania bliższego kontaktu, zadowala się śledzeniem i podziwianiem obiektu swoich uczuć, a że chłopiec często przebywa na plaży, zakochany ma całkiem sporo okazji do obserwacji.

Miłość spadła na pisarza całkiem niespodziewanie. Zaczęła się od estetycznego podziwu i nie wiadomo kiedy zmieniła w bolesne pożądanie i niszczącą namiętność. Aschenbach przez cały czas ma świadomość, że on, człowiek bardzo szanowany i sławny w swoim kraju, zachowuje się śmiesznie i natarczywie. Boi się, że jego uczucie zostanie dostrzeżone przez opiekunów chłopca. Czuje się poniżony i bezradny wobec potężnej siły namiętności. 

Lubię tę nowelę nie tylko ze względu na wspaniałą, niepowtarzalną analizę stanu zakochania, ale też z powodu staroświeckiej atmosfery (czerwona kokarda u szyi Tadzia, guwernantka pilnująca go nieustannie, kolega Jasio całujący go po skończonej zabawie) oraz opisów Wenecji. Wenecja, przymilna i podejrzana piękność, pół-bajka, pół-łapka dla cudzoziemców[1] – to jedno z określeń Wenecji, którą Tomasz Mann bynajmniej się nie zachwyca. Pisze o ciasnocie uliczek, o zaduchu, o zgniłym zapachu z kanałów, o korupcji mieszkańców, dla których chęć zarobkowania na turystach jest ważniejsza od przyzwoitości i szacunku dla prawdy. A jednak w opisach miasta jest coś tak urzekającego, że podczas czytania czuje się nieopanowaną chęć podróży, serce rwie się do Wenecji.

Bohater Manna wiedzę o świecie czerpał tylko z książek, podróże uważał za środek higieniczny, którego używał od czasu do czasu, wbrew skłonności i ochocie[2]. Pewnego dnia poczuł wielką chęć, by wyjechać w jakieś bajkowe miejsce. Chęć ta przyszła jak atak, urastała w namiętność i halucynację[3]. Każdy, kto lubi podróżować, z pewnością zrozumie niecierpliwość i odurzenie, w jakie popadł Aschenbach. 

W tomiku znajduje się też nowela pt. Mario i czarodziej. Akcja toczy się nad włoskim morzem, gdzie odpoczywa dwoje Niemców z dziećmi. Przez całe wakacje spotykają ich przykrości ze strony tubylców, a uczestniczenie w pokazie magika kończy się tragedią. Magik był niepozornym człowiekiem ze zdeformowaną sylwetką i odrażającą twarzą, a jednak w nikim nie budził śmieszności. W niezrozumiały sposób umiał narzucić tłumowi swoją wolę. Tę umiejętność wykorzystywał po to, by upokorzyć widzów. W pewnym momencie wypowiedział nawet takie słowa: Są moce silniejsze niż rozum i cnota i tylko wyjątkowo chodzące w parze z wielkodusznością wyrzeczenia[4]. 

We wstępie do książki przeczytałam, że Mann nie chciał, by tę nowelę uważać za satyrę polityczną, a przecież analogie z sytuacją Niemców ulegających wpływowi Hitlera nasuwają się same. Utwór jest pesymistyczny, wynika z niego, że kiedy ludzie dostaną się we władzę kogoś o takiej osobowości jak magik, staną się bezbronni. Tylko nieliczni będą próbowali się uwolnić. Najlepszym przykładem bezwolności jest narrator, który przez cały czas czuł, że choćby ze względu na dzieci powinien wyjść z przedstawienia, a jednak nie był w stanie tego zrobić. 

Obydwa utwory pokazują, że człowiek może dostać się we władanie sił, które uczynią go śmiesznym i bezradnym. Pierwsza nowela świadczy o wielkiej odwadze Tomasza Manna, a druga o jego przenikliwości. 

---
[1] Mann Tomasz, „Śmierć w Wenecji”, przeł. Staff Leopold, Siedmioróg, 1992, str. 76.
[2] Tamże, str. 22.
[3] Tamże, str. 21.
[4] Tamże, str. 138. 

12 komentarzy:

  1. Jejku, jejku, jejku - ja to muszę przeczytać. Po prostu nie ma zmiłuj. Ale ciekawa i inna lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te utwory to klasyka, którą trzeba znać :) Śmierć w Wenecji" podobała mi się bardziej niż "Mario i Czarodziej".

      Usuń
  2. Tomasz Mann to mój kolejny czytelniczy wyrzut sumienia. Znam jedynie twórczość jego syna za sprawą "Mefista", którego chyba również przeczytałaś :) "Śmierć w Wenecji" sprawia wrażenie intrygującej lektury - platoniczna miłość, analiza tego wyjątkowego stanu ducha - oj kusisz, kusisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość czytelników odwrotnie - zna którąś z książek Tomasza Manna, a o Klausie nie słyszało :)
      "Mefista" przeczytałam wkrótce po ukazaniu się Twojej recenzji. Bardzo dobra powieść, ale styl pisania Klausa Manna jest zupełnie niepodobny do stylu ojca. Powiedziałabym, że utwory ojca czyta się trudniej.

      Usuń
  3. Wstyd się przyznać, ale nie znam tych utworów. "Śmierć w Wenecji" mnie kusi i to bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Śmierć w Wenecji" warto przeczytać. Ładna jest :)

      Usuń
  4. W zasadzie czytałam tylko "Czarodziejską górę" i "Tonio Krogera". Obiecałam sobie już powrócić do pierwszej lektury i nabyłam tomik z nowelami. Muszę tam zaglądnąć i zobaczyć czy jest któraś z tych, które polecasz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czarodziejską górę" czytałam kiedyś. Ładna, choć niektóre fragmenty są lekko nużące :)

      Usuń
  5. Miłość w Wenecji nasuwa mi skojarzenie z filmem Miłość i śmierć w Wenecji na podstawie powieści Henrego Jamesa Skrzydła gołębicy. Jednakże to tylko luźne skojarzenie z tytułem, bowiem tam fabuła dotyczy miłości męsko-damskiej, choć w pewien sposób też zakazanej. Manna czytałam dawno temu, zapisuję w kajecie nazwisko, aby sobie przypomnieć, i może nowelka to dobry pomysł na początek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek przypomnienia sobie twórczości Manna nowela będzie na pewno lepsza niż gruba powieść, a powieści Manna są wyjątkowo obszerne - "Buddenbrookowie" i "Czarodziejska góra" to dwa grube tomy, "Józef i jego bracia" - trzy tomy. "Śmierć w Wenecji" może Ci się spodobać ze względu na motyw podróży :)

      Usuń
  6. Koniecznie muszę przeczytać. Tak ciekawie o nich napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do przeczytania :) To ciekawe utwory, które warto znać.

      Usuń