Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krasiński Janusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krasiński Janusz. Pokaż wszystkie posty

29.01.2012

„Bracia syjamscy z San Diego” Janusz Krasiński


Nowa książka Janusza Krasińskiego nosi tytuł „Bracia syjamscy z San Diego”. Tym razem Krasiński opisał swoją podróż do San Diego odbytą w roku 2005, a więc całkiem niedawno. Został tam zaproszony przez Czesława, kolegę z dawnych lat. Razem walczyli w Szarych Szeregach. Jednak od ostatniego spotkania minęły 62 lata, szmat czasu, a jak wiadomo, ludzie się zmieniają. Jaki okaże się Czesław? Czy aby nie pozbył się młodzieńczych ideałów? Co robił za komuny? Czego tak naprawdę chce?

Choć Krasiński czuł niejasne obawy, zdecydował się na tę daleką podróż.

Akcja książki szybko przenosi się z Polski do Kalifornii, pojawiają się opisy zwiedzania parków, zoo, redakcji. Dwaj koledzy chcą, by gazety zamieściły reportaże z ich niezwykłego spotkania po latach i by Janusz Krasiński stał się w Stanach sławny. Starają się o wydanie „Niemocy”, zamierzają urządzać spotkania literackie. Pełen żalu Krasiński ma nadzieję, że przynajmniej w Stanach zostanie doceniony, bo w Polsce niechętnie drukowano jego książki: Nie zapraszali mnie na Międzynarodowe Targi Książki, a na krajowych zawsze brakowało dla mnie stolika i zmuszony byłem wymuszać swój w nich udział[1].

Powieść zapowiadała się ciekawie i sięgnęłam po nią z wielką przyjemnością, lecz niestety, wiele rzeczy mi się nie spodobało. Krasiński wciąż wraca do przeszłości i nie może pogodzić się z tym, że po tylu latach nie każdy ma chęć słuchać o okupacji, aresztowaniach i Szarych Szeregach. Oczekuje od innych zrozumienia i empatii, ale gdy ktoś chce mu opowiedzieć o tragedii innego narodu, na przykład o Aborygenach, reaguje gniewnie i nerwowo:
Skuliłem się w lęku przed potokiem mających spaść na mnie jego nowych zwierzeń. Na rany boskie, co mnie mogą obchodzić Aborygeni?! Nie przyleciałem do Ameryki przejmować się losem Aborygenów, jakikolwiek on by był![2].
Pod względem literackim powieść jest mało pomysłowa, przegadana, nieprzyjemnie rozlazła. Koledzy dużo spacerują, zwiedzają, a jednak przyrodę i miasto autor opisał mało barwnie, nieciekawie - czułam się rozczarowana.

I jeszcze ciekawostka. Żona Czesława, Zonia, bezustannie kaszlała i wyglądała na chorą. Z powodów zdrowotnych przebywała na ścisłej winogronowej diecie i nie mogła zjeść ptasiego mleczka, które przywiózł jej w prezencie Krasiński, podała je więc gościom. Polski pisarz poczuł się wielce urażony: 
Tymczasem Zonia wniosła colę, krakersy oraz pudełko ptasiego mleczka. Poczułem się tym dotknięty. Te wedlowskie czekoladki, które w podręcznym bagażu taszczyłem z lotniska na lotnisko, kupiła moja żona na jej własne życzenie i nie powinna była nikomu ich podawać. Prawda, że ta winogronowa dieta nie pozwalała jej wziąć ich do ust, ale to było tylko ptasie mleczko, czekolady tam niewiele...[3].
Zbyt często na kartach książki autor pozwala sobie na narzekania i pretensje, brakuje mu też skromności. Chwilami wydawał mi się zrzędzącym starszym panem oszołomionym podróżą, przejętym własną ważnością. A przecież zawsze lubiłam Krasińskiego.

Czy wobec tego warto sięgać po „Braci syjamskich z San Diego”? Warto, ale niech nie będzie to pierwsze spotkanie z tym pisarzem, lepiej przeczytać „Wózek” czy też „Na stracenie”. Bo na tle dawniejszych powieści Krasińskiego ta najnowsza prezentuje się słabo...

--- 

[1] Janusz Krasiński, „Bracia syjamscy z San Diego”, wyd. Arcana, 2009, str. 6. 
[2] Tamże, str. 99. 
[3] Tamże, str. 169.

27.01.2012

„Wózek” Janusz Krasiński

Akcja „Wózka” Janusza Krasińskiego rozgrywa się na terenie Trzeciej Rzeszy w ostatnich dniach wojny. Bohaterami są więźniowie ewakuowani z obozu, zmuszani do morderczego marszu w palących promieniach słońca. Poganiani przez konwojentów, szczuci psami i przeraźliwie głodni, oddalają się od miejsc, które są wyzwalane spod władzy okupanta.

Jak bardzo więźniowie marzą o tym, by ciągnąć wózek z prowiantem i wodą dla postów! Mogliby wtedy ukraść jakieś resztki jedzenia i zaspokoić głód. Ale tylko dwóch więźniów może pracować przy wózku. Jednym ze szczęśliwców jest narrator tej powieści. Nie odczuwa tak wielkiego głodu jak inni, ale coś za coś – wszyscy mu zazdroszczą, wręcz nienawidzą go. 

Wśród uczestników marszu znajdują się ludzie różnych narodowości, między innymi piętnastoletni Niemiec, rozgoryczony z powodu opuszczenia obozu, w którym żyło mu się całkiem dobrze. Dorośli mężczyźni dokarmiali go, rozpieszczali, chronili przed ciężką pracą. Nocą po baraku roznosiły się odgłosy świadczące o tym, że zaspokajano także inny rodzaj głodu, że mały Niemiec musiał zapłacić za otrzymane prezenty i opiekę. 

W „Wózku” znajduje się wiele strasznych opisów takich jak na przykład bitwa o żyłę z mięsa wyjętą z czyjejś jamy ustnej, wrzucanie do zupy kawałków człowieka. Niezbyt głodny narrator widzi tysiące wściekle głodnych ludzi, gotowych umrzeć za odrobinę jedzenia. Widzi ręce chwytające gorące, wybuchające konserwy z płonącego samochodu. Widzi broń wycelowaną w palce wysuwane przez druty po listek trawy.

Książka Krasińskiego napisana jest prostym, zwięzłym stylem. Narrator prowadzi monolog wewnętrzny, donosząc o zauważonych wydarzeniach, relacjonując rozmowy z towarzyszem. Nie dziwi się niczemu, obserwowane okropności stały się dla niego czymś zwyczajnym, zatracił wrażliwość. Zresztą nie tylko on. Wszyscy. Jeśli jednemu więźniowi z powieści uda się podjąć próbę ucieczki, na pewno inny zaalarmuje strażników i ucieszy się z ukarania śmiałka. Jeśli jeden z uczestników marszu zostanie zastrzelony, inni będą się zastanawiać, czy da się ukraść kawałki jego ciała i je zjeść...

Ta powieść raczej nie jest kierowana do czytelników, którzy oburzali się na Tadka z opowiadań Borowskiego i oceniali zachowania więźniów według kodeksu panującego w wolnym świecie. Tak jak Tadek, narrator tej książki przedstawia siebie bardzo szczerze i bez upiększeń. Mówi o niechęci do zmuzułmaniałego Włocha, o irytacji z powodu bliskości cuchnących, zawszonych ludzi. Z pobłażaniem też patrzy na kanibalizm. Jest ostrożny i obeznany z życiem wśród hitlerowców, wie, jak się zachować, by nie narazić się nikomu i nie stracić dobrej pracy.

To jedna z najlepszych książek Krasińskiego, mocna, przejmująca, bezbłędnie napisana. Polecam.

2010-07-03