„Wyskoczyła jak ryba na powierzchnię wody, w której brakło tlenu, zaczerpnąć świeżego powietrza. Ale zaraz opadnie w głąb. Nie ma skrzydeł, nie wyrwie się w górę, bo i dokąd? Po co?” (s. 104).
„Jest jak wygaszony piec. Niełatwo będzie rozpalić ogień na nowo. Poza tym wszystko ma takie obolałe. Jedyna rzecz, jakiej pragnie, to cisza – głęboka, zbliżona do letargu. Przecież i drzewa, kiedy jesienią zrzucą liście, korzystają z takiej ciszy. Umrzeć na okres zimy, nie czuć, nie pamiętać” (s. 39).
„Kiedy się żyje? Jak sprawdzić, czy jeszcze jest się żywym? Czy można być i nie żyć? W jakim momencie to się kończy?” (s. 119).
„Niektórzy mogą żyć na pustyni, byle mieli co robić. Praca, obojętnie jaka, zwalnia ich od myślenia. Ale to automaty, kukły biologiczne” (s. 139).
