Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dobraczyński Jan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dobraczyński Jan. Pokaż wszystkie posty

24.01.2012

„W rozwalonym domu” Jan Dobraczyński

Po raz pierwszy powieść Dobraczyńskiego „W rozwalonym domu” ukazała się w roku 1946, a powstała w obozie Bergen-Belsen, wśród ciasnoty i głodu. W przedmowie autor tak o niej pisze: „Nigdy, ani przedtem, ani potem nie tkwiłem tak bardzo w autentyzmie”[1].

Akcja dzieje się w czasie obrony Starówki. Najpierw poznajemy Magdalenę, która siedzi smętnie w rozwalającym się domu, słucha wystrzałów, patrzy na oderwany balkon, na rozbite szyby, poszarpane zasłony i boi się, by jej trzynastoletni syn Wojtek wzorem rówieśników nie wziął udziału w powstaniu i nie umarł. Wkrótce do domu wdzierają się harcerze chcący w oknie salonu urządzić punkt strzelniczy. Ich wtargnięcie kobieta przyjmuje z niechęcią. Łatwo się domyślić, że będzie miała problemy z utrzymaniem syna przy swojej spódnicy.

W książce znajduje się mnóstwo przykładów bohaterstwa. Chłopcy i dziewczęta zdobywają się na ogromne wyczyny, ksiądz Marek spieszy z narażeniem życia do umierającego, wszyscy bronią się do końca. Kapitan Krak krzyczy: „Szaleństwo musi być naszą postawą! Kto ma tak mało jak my, musi bluffować”[2] i krytykuje porucznika Muchę, który przejawia bardziej realną postawę i uważa, że bez pomocy z zewnątrz nie mają szansy na zwycięstwo.

„Obłupane z tynku ściany zdawały się ociekać krwią. Anemiczne drzewka uliczne były martwe i zwęglone”[3] - przez całą książkę przewijają się podobne opisy zniszczeń. Kule karabinowe świszczą, ruiny domów zieją grozą, ranne dzieci, które nie są w stanie uciekać przez Niemcami, proszą o dobicie. Życzenie ich jednak nie może zostać spełnione, trzeba cierpieć, bo: „Życie dopiero wówczas się zmienia, kiedy ktoś cierpi. (...) Byłoby dobrze, gdyby człowiek nie cierpiał. Ale jak mu jest źle, to go boli... I wtedy buntuje się przeciwko złu. Zrobić dobrze może tylko taki, co się zbuntował przeciwko złu[4].

Powieść Dobraczyńskiego jest nieco przestarzała. Dziś, gdy wiemy, ile ofiar poległo w powstaniu, trudno czytać o dzieciakach zachęcanych do walki przez dowódców i ginących bezsensowną śmiercią. Patetyczna decyzja, jaką podjęła matka Wojtka na ostatniej stronie, wydaje się niezrozumiała.

„Tacy byli. Nie idealizowałem ich. Odważni i ofiarni. Trochę naiwni, wierzący w przyszłość jak w poetycki sen. Znali gniew, ale nie znali nienawiści”[5] - napisał o swoich bohaterach Dobraczyński. „Gdy tyle narodów czekało biernie na wyzwolenie lub czyniło tylko symboliczne gesty - Warszawa walczyła zażarcie. Pokazała raz jeszcze, że Polska żyje, póki żyją Polacy”[6].

---
[1] Jan Dobraczyński, „W rozwalonym domu”, wyd. Czytelnik, 1983, str. 9. 
[2] Tamże, str. 59. 
[3] Tamże, str. 125. 
[4] Tamże, str. 154. 
[5] Tamże, str. 9. 
[6] Tamże, str. 10.
Napisane w maju 2010.