04.11.2020

„Powódź” Paweł Fleszar



Mający mniej więcej czterdzieści lat Kris, bohater „Powodzi” Pawła Fleszara, otrzymuje informację o samobójczej śmierci swojego byłego przyjaciela Kuby. Chcąc pomóc jego tacie załatwić formalności pogrzebowe, jedzie do Krakowa. Składa wizytę w Zakładzie Medycyny Sądowej, ogląda mieszkanie Kuby, miejsce jego śmierci, czyta list pożegnalny, rozmawia z komisarzem prowadzącym sprawę – i nabiera przekonania, że coś tu nie gra. Że trzeba się tej śmierci bacznie przyjrzeć. Że Kuba zostawił tropy, które tylko on, Kris, pamiętający ich wspólne zabawy w Indian, może odczytać. Zaczyna więc prowadzić amatorskie śledztwo, a pomagają mu siedemnastoletnia Marika i jej kolega, utalentowany haker Kamil. Podczas tych kilku dni spędzonych w Krakowie bohater naraża się na wielkie niebezpieczeństwo, dowiaduje wielu kontrowersyjnych rzeczy o zmarłym, znajduje też czas, by porozmyślać o swoim małżeństwie. To właśnie przez żonę, która początkowo była dziewczyną Kuby, rozsypała się ta męska przyjaźń.

Powieść jest bardzo „deszczowa”. Akcja toczy się w roku 2018, w lipcu, podczas powodzi. Bohater wciąż moknie, obserwuje ciężarówki przewożące piasek, dowiaduje się o awariach spowodowanych przez wilgoć, a wreszcie ogląda telewizyjną relację ze zniszczenia Mostu Grunwaldzkiego. No właśnie, czy w lipcu 2018 roku na pewno doszło do tego, że „barka rozpirzyła most Grunwaldzki”? Mam wrażenie, że Pawła Fleszara nieco poniosła wyobraźnia, że wyolbrzymił tę powódź, bo tak mu pasowało do fabuły. Ale nie robię z tego zarzutu, autorzy mają prawo mieszać fikcję z rzeczywistością i opisywać zmyślone wydarzenia, o ile tylko nie twierdzą, że ich książki powstały na faktach. 

Każdy rozdział poprzedzony został wstawkami w rodzaju kartek z kalendarza, artykułów z gazet i portali internetowych. Wstawki te uzupełniają fabułę książki, bo na przykład po przeczytaniu tekstu opatrzonego podpisem Kubuś Szansonista można się domyślić, co się stało z blizną Kuby i że Kuba przebaczył Krisowi. Niektóre artykuły nic nie wnoszą, bo na co czytelnikowi dekalog popowodziowy, wiadomości o deweloperach czy informacja, że ósmego lipca imieniny obchodzą Adolf, Teobald i Teobalda? Najgorsze są jednak zamieszczone na początku powieści wstawki o darknecie, filmach snuff czy gangu handlującym kobietami. Przeczytawszy te osobliwe spojlery, przedwcześnie zaczęłam podejrzewać, w jakim kierunku rozwinie się akcja. 

Dużą rolę w „Powodzi” odgrywają komisarz Wit i Marika. Są to, niestety, postacie nieprzekonujące. Komisarz proponuje nowo poznanemu Krisowi przejście na „ty”, przysyła e-mailem wyniki sekcji zwłok, opowiada o szczegółach dochodzeń, i nie chodzi tylko o sprawę śmierci Kuby, ale też o akcję przeciwko bandytom porywającym kobiety. Co więcej, obiecuje „storpedować postępy śledztwa”, jeśli podąży ono w stronę niekorzystną dla Krisa. Jakim cudem ten policjant nie traci pracy, to ja naprawdę nie rozumiem. Z kolei Marika – co za przypadek! – zna i kobietę, którą kochał Kuba, i córkę komisarza Wita, poza tym jest niewiarygodnie przenikliwa. Zobaczywszy stojącego pod galerią Krisa, mówi: „Pan nie jest stąd, prawda? Tu ludzi zna się z widzenia. Czy pan  przypadkiem  nie przyjechał ze względu na tego człowieka, który wyskoczył oknem?”. Czytelnik musi mieć mnóstwo dobrej woli, by uwierzyć, że mieszkańcy jednego z największych miast Polski znają się z widzenia.

Mnie tej dobrej woli (lub naiwności) trochę zabrakło i dlatego nie dołączę do legionu recenzentów zachwyconych „Powodzią”. Paplający komisarz, niezbyt przekonująca fabuła (skąd na przykład Kuba miał pewność, że Kris, z którym dwadzieścia lat temu zerwał kontakty, odczyta zostawiane przez niego tropy i zechce wdać się w rozgrywki z gangsterami?) oraz nadmiar zbiegów okoliczności sprawiły, że lektura mnie nużyła. Jedyne, co liczę autorowi na plus, to pokazanie, że „Internet jest straszniejszy, niż go malują” oraz nawiązania do wojskowej przeszłości Krisa. Fleszar na szczęście nie uległ modzie na przedstawianie byłych saperów jako osób chorych psychicznie i przesadnie delikatnych, jak to zrobił chociażby Jakub Małecki w „Horyzoncie”. Kris widział wypadki na poligonie, przebywał na misji w Kosowie, toteż stykając się z nagłą śmiercią, umie zapanować nad nerwami i przejść nad nią do porządku dziennego. 

Moja ocena: 3/6.

12 komentarzy:

  1. Czyli, że w Internecie, nomen omen, powódź pozytywnych recenzji na temat tej książki? Przyznaję, że ja podejrzliwie podchodzę do utworów, o których pisze się tylko dobrze. Niestety, ale wygląda to trochę tak, że pokutuje u nas przekonanie, że za darmową książkę należy odwdzięczyć się pozytywną recenzją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są i niezbyt pozytywne, ale większość to pochwalne. Niewykluczone, że książka jest dobra, że to ja oczekuję zbyt wiele i przesadzam z krytyką. :)

      Usuń
  2. Ja należę do grona, któremu się "Powódź" podobała. A przynajmniej bardziej niż Tobie. :) Najbardziej wejście w czarne odmęty Internetu i te przerywniki między rozdziałami. Bohaterom, faktycznie, trochę brakowało. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trochę brakowało, a ja lubię, by wszystko było dopracowane. :)

      Usuń
    2. Wiadomo. Wtedy wychodzi książka idealna. Niemniej, trafiałam na o wiele gorsze, dlatego nawet takie "średniawki" wypadają dobrze. :)

      Usuń
    3. Ha, ja też trafiam na książki gorsze niż „Powódź”. :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa recenzja, fabuła jednak do mnie nie trafia. Może następna książka autora bardziej mnie zachęci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następna pewnie będzie lepsza, wiadomo, im więcej się ćwiczy, tym lepsze efekty. :)

      Usuń
  4. A daj pani spokój z tą "Powodzią", napaliłam się, bo akcja w Krakowie, czekałam więc cierpliwie w bibliotecznej kolejce - a tu nie było po co. Nie wiedziałam, że miała tyle pozytywnych recenzji, no ale to mnie fakt nie dziwi, chyba też poddałam się tej sugestii, że wydawnictwa rozdają egzemplarze na prawom i lewo, żeby mieć reklamę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc też czytałaś? Ja postanowiłam sięgnąć po tę książkę ze względu na motyw powodzi. Niedawno czytałam „Topiel” Jakuba Ćwieka i zachciało mi się czegoś podobnego. Jednak powieść Ćwieka wydała mi się bardziej wiarygodna i dopracowana niż ta.

      Usuń

Proszę nie wstawiać linków do blogów.