27.02.2014

„Znajomi z pociągu” Patricia Higsmith


Wszystko zaczęło się w pociągu mknącym przez Teksas. Guy – porządny, pracowity architekt, a prywatnie mąż niewiernej Miriam, z którą chciałby wziąć rozwód, został zagadnięty przez Brunona. Bruno pochodzi z bogatej rodziny, nie pracuje, nadużywa alkoholu i o wszystkie swoje klęski życiowe obwinia ojca. Wylewnie opowiada o sobie, ale też sprytnie wyciąga od Guya jego tajemnice. Proponuje, że zabije Miriam, jeśli Guy w zamian zabije jego ojca – w ten sposób obaj pozbędą się osób, które zagradzają im drogę do szczęścia, i pozostaną bezkarni, bo policja nie znajdzie motywów zbrodni i dojdzie do wniosku, że popełnili je chorzy psychicznie.  

Guy z przerażeniem odmawia. Sądzi, że wraz z końcem podróży raz na zawsze uwolni się od Brunona. Jednak lekkomyślnie podał mu wiele wiadomości o sobie i Bruno bez trudu go odnajduje. Naprzykrza się, dzwoni, przypomina o „umowie”. Guy wpada w rozpacz, zaczyna przeczuwać, że już nigdy nie będzie szczęśliwym, spokojnym człowiekiem. Najpierw gnębiła go wulgarna, kłamliwa żona, a teraz, kiedy mógłby wreszcie związać się z ukochaną Anną – poznany w pociągu psychopata.

„Znajomych z pociągu” nie można zaliczyć do kryminałów, gdyż od początku wiemy, kto jest mordercą i dlaczego doszło do zbrodni. Autorka skupia się na opisie myśli i nastrojów dwóch głównych bohaterów, pokazując zmiany zachodzące w ich psychice. Przy okazji stawia pytanie, czy każdy jest zdolny do morderstwa. Guy uważa, że nie, zaś Bruno z cynizmem twierdzi, że każdy, gdyż to zależy nie od charakteru i temperamentu, tylko od okoliczności. Mówi też, że osób takich jak Miriam nie warto żałować. Przekonany jest, że gdyby zabił, nie czułby żadnych wyrzutów sumienia. W jego poglądach można zauważyć echa filozofii Nietzschego o nadczłowieku.

Akcja książki toczy się w latach czterdziestych dwudziestego wieku. Wtedy jeszcze zabójstwa na zlecenie – a opisane przez Patricię Highsmith morderstwo „na krzyż” to przecież forma takiego zabójstwa – nie były tak powszechne jak w naszych czasach. Policja podejrzewała osoby, które miały motywy, a nie mogły przedstawić alibi. Mordercy ze „Znajomych z pociągu” nie musieli martwić się o monitoring, o billingi telefoniczne i o ślady daktyloskopijne, bo nie istniały jeszcze katalogi linii papilarnych. Jeżeli nikt ich nie zauważył i umieli milczeć, mogli czuć się bezpiecznie. 

Powieść napisana została eleganckim, trochę staroświeckim stylem i utrzymana w ponurym, ciężkim klimacie. Akcja mnie nie zaskoczyła, przeczuwałam, jak ta historia się zakończy. Z książek tej autorki nieco bardziej podobała mi się „Księga zemsty dla miłośników zwierząt, może dlatego, że jednak wolę czytać o zwierzętach niż o ludziach takich jak Bruno. 

---
Highsmith Patricia, „Znajomi z pociągu” („Strangers on a Train”), przeł. Bronaczowa Anna, Noir sur Blanc, 2003.

24 komentarze:

  1. Higsmith pisze tak odrobinę staroświecko, tak jak juz się na ogół nie pisze. Jej książki nie są może dziełami sztuki literackiej i kwintesencja tajemniczości, ale bardzo miło mi się je czytało. Mają swój niezaprzeczalny urok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię kryminałów i thrillerów, w których trup ściele się gęsto i jest dużo brutalnych opisów. Staroświeckość Higsmith bardzo mi się podoba :)
      Może jeszcze coś tej autorki przeczytam.

      Usuń
  2. Na podstawie tej książki powstał chyba w latach 50-tych film.
    Intrygująca opowieść, jak widzę pokazuje, że zły czyn do nas powraca. Przeszłość zawsze nas dosięga. I tego doświadcza lekkomyślnie podejmujący decyzję Guy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za informację o filmie! Nie oglądałam go, ale z chęcią obejrzę. Wyczytałam przed chwilą, że film nosi tytuł "Nieznajomi z pociągu" (ciekawe, dlaczego zmieniono tytuł), a reżyserował go Hitchcock :-)
      Guya było mi szkoda. Każdy mógłby znaleźć się w jego sytuacji. Miał pecha, że podróżował razem z psychopatą...

      Usuń
    2. Ale jednak wziąwszy pod uwagę, że jednak skorzystał z oferty trudno jest go żałować.
      Zleciwszy choćby pod namową zabójstwo żony stał się bardziej niż współwinny, a zatem winny i powinien ponieść karę a on tylko naraził się na szantaż co w tej sytuacji z góry mógł był przewidzieć.

      Usuń
    3. Ale Guy wcale nie zgodził się na zabójstwo żony! Kiedy usłyszał propozycję towarzysza podróży, przeraził się i chciał odejść. To tylko Bruno uważał, że wiąże ich umowa :-)
      Przeczytałam teraz informacje o filmie i widzę, że trochę różni się od wersji książkowej. W filmie jeden z bohaterów jest znanym tenisistą, a w książce to architekt. Pewnie są jeszcze inne różnice. Ale tak czy siak obejrzę, bo lubię Hitchcocka.

      Usuń
    4. O widzisz jak czytam ze zrozumieniem. Czyli okazał się tylko naiwny. To już lepiej brzmi.
      A książka jest przestrogą, by nie otwierać się zbytnio przed nieznajomymi czyli z pewnym morałem.
      Poszukam w bibliotece. A filmy zazwyczaj nie są odzwierciedleniem fabuły.

      Usuń
    5. To raczej ja piszę niejasno :-) A książki poszukaj, bo zachowanie Guya nie tak łatwo ocenić. Naprawdę byłabym ciekawa, jak Ty byś go odebrała. Ja na początku uważałam go za głupca, ale lubiłam go, potem przestałam go lubić.
      Po przeczytaniu tej książki nawet najbardziej otwarta osoba zastanowi się, czy warto obcemu podawać namiary na siebie.

      Usuń
    6. Napisałaś jasno co stwierdziłam wracając do posta.

      Usuń
    7. W wersji filmowej chyba zawierają umowę, u Higsmith jest trochę inaczej :)

      Usuń
  3. Jakoś nie mam "smaka" na tę książkę. Totalnie mnie nie kręci, może kiedyś mi się odwidzi i po nią sięgnę - kto wie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie skreślaj tej autorki, ona napisała dużo książek, może inna jej książka Cię bardziej zaciekawi :)

      Usuń
  4. Szczerze mówiąc brzmi to wszystko bardzo intrygująco. Jak widać lekkomyślna szczerość może się na człowieku zemścić, ciekawa jestem narracji tej książki.
    Podoba mi się i jest dla mnie bardzo ujmujące Twoje ostatnie zdanie - że wolisz czytać o zwierzętach niż o takich ludziach jak Bruno :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, Higsmith pokazuje, że lekkomyślna szczerość może się na człowieku zemścić. Nie wolno powierzać obcym swoich tajemnic, podawać danych osobowych itd. Od początku było widać, że Bruno to dziwny, niegodny zaufania człowiek i że lepiej trzymać się od niego z daleka.

      Na osoby takie jak Bruno mam alergię. Hazardzista, alkoholik, uważający się za nadczłowieka. Nie bez winy była jego matka, która wciąż myślała o tym, jak dobrać się do pieniędzy bogatego męża i nie starała się dobrze wychować syna. Istotnie, wolę czytać o zwierzętach niż o takich ludziach :)

      Usuń
    2. Guy okazał się być nie tylko naiwnym, i lekkomyślnym, ale w sumie głupcem, którego zaślepiła korzyść z tej szemranej transakcji.

      Usuń
    3. Prawie od początku miałam wrażenie, że Guy jest słaby i w dodatku głupi, bo czy rozsądny człowiek wdawałby się w rozmowy z takim kimś jak Bruno?...

      Usuń
  5. Hoho, akcja powieści rozpoczyna się w pociągu - uwielbiam ten środek lokomocji właśnie ze względu na możliwość nieustannej obserwacji przedstawicieli gatunku ludzkiego, który jak widać na podstawie prezentowanej fabuły jest istotą wręcz niezwykłą! Cenię sobie również powieści nawiązujące do stylu kryminalnego, ale wychodzące poza proste schematy - w końcu nie jest łatwo od początku zdradzić czytelnikowi, kto zabił (przecież wiele kryminałów sprowadza się właśnie do samej zagadki - zgadnij kto?) i w dalszym ciągu cieszyć się jego uwagą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w pociągu lubię czytać książkę :)
      "Znajomi z pociągu" raczej nie zainteresują tych czytelników, dla których najważniejsze jest, kto zabił. Tutaj duży nacisk został położony na pytanie, dlaczego ludzie zabijają. Bardzo sugestywnie został oddany strach szantażowanego, bezradnego Guya.

      Usuń
  6. O, matko! Trzeba uważać na przypadkowych towarzyszy podróży:) Jest coś intrygującego w tej książce, a ten staroświecki posmak zaskakująco nęci. Zaczynam się już gubić w mojej liście książek do przeczytania, ale tę też dopiszę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, trzeba uważać, bo nigdy nie wiemy, kim ta druga osoba tak naprawdę jest. Podczas jazdy pociągiem podróżni się nudzą, chce im się rozmawiać, bardzo wiele osób odczuwa potrzebę zwierzeń. Ale czasami lepiej ugryźć się w język :)

      Usuń
  7. Jak je nazywasz "katalogi linii papilarnych" powstały już w latach 30. XX wieku, a na stałem weszły do użycia po II wojnie światowej.
    A na przypadkowych towarzyszy podróży zawsze warto uważać :-) Chyba się skuszę na tę powieść, recenzja zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akcja dzieje się w drugiej połowie lat czterdziestych, więc dopiero wprowadzano te katalogi - może to i nieodpowiednia nazwa, nie znam się na tym dobrze, bo nie interesuję się kryminalistyką. Chodziło mi o bazę odcisków linii papilarnych :-)
      W każdym razie morderca z powieści najbardziej martwił się o alibi. A książka warta przeczytania. Ja za jakiś czas mam zamiar sięgnąć jeszcze po "Krzyk sowy" tej autorki.

      Usuń
  8. Książkę czytałam dawno temu, ale nie pamiętam nic. widziałam też film, ale w głowie pustki. Powinnam wrócić do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli trafi się okazja, może warto wrócić :)

      Usuń