30.12.2012

„Tamtego lata” David Baldacci

Po przeczytaniu książki pt. Tamtego lata mogę zgodzić się z osobami, które twierdzą, że David Baldacci to taka Danielle Steel w spodniach. Pisze równie płytko, chaotycznie i mało realistycznie jak ona.

Główny bohater Tamtego lata nazywa się Jack Armstrong i choruje na jakąś nieokreśloną chorobę: nie da rady chodzić, jest odżywiany i nawadniany za pomocą kroplówek. Lekarze przewidują, że niedługo umrze. Mężczyzna leży w łóżku i rozmawia z bliskimi, pisze także listy do żony, które ona ma przeczytać dopiero po jego śmierci. Żona bardzo go kocha i czule się nim opiekuje, jednak pewnego razu, akurat w wieczór wigilijny, zapomniała kupić mu lekarstwa. Pomimo zapewnień bohatera, że nie trzeba, pojechała do apteki... i zginęła w wypadku samochodowym. Troje dzieci małżonków trafiło pod opiekę krewnych, a Jack Armstrong do hospicjum.

Pisząc tę powieść, Baldacci nie zadbał o realizm. Główny bohater zdrowieje w cudowny sposób. Rurkę do oddychania, która od wielu miesięcy tkwi w jego nosie, bez problemu sam sobie wyciąga i wkłada, nie czując dyskomfortu ani bólu (a przecież wnętrze nosa powinno być bardzo obolałe). Przebywając w hospicjum, wciąż włącza i wyłącza aparat tlenowy, a w pewnym momencie wstaje, idzie sam do łazienki i nikt z personelu tego nie zauważa (jeżeli pielęgniarki śpią, Baldacci mógłby wspomnieć o tym chociaż słowem). A kiedy bohater trafia do szpitala rehabilitacyjnego, jego rehabilitacja polega na skakaniu przez skakankę, robieniu pompek i podnoszeniu sztangi...

Kiedy bohater przebywa jeszcze w hospicjum, umawia się z lekarzami, że na jego znak odłączą oni aparaturę utrzymującą go przy życiu. Lekarze ochoczo się zgadzają. Wydaje mi się, że Baldacci nie przemyślał dokładnie tej sceny powieści. Lekarze wcale nie są skłonni do tego, by na czyjeś życzenie odłączać respirator, gdyż pacjent by zmarł, a oni narażeni byliby na sprawy sądowe zakładane przez krewnych zmarłego. W Stanach eutanazja nie jest legalna.

Tak więc – nie polecam. Słabe to. Moja ocena: 2/6.

---
Baldacci David, Tamtego lata (One Summer), Buchmann, 2012.

10 komentarzy:

  1. Ja też nie lubię, kiedy w książkach które rozgrywają się w naszym świecie (czyli to nie realizm magiczny, ani insze takie) brakuje realizmu. To jak grudki w cieście. Przeszkadza i odbiera apetyt. Baldacciego nic jeszcze nie czytałam. Może inne tytuły są lepsze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest moja pierwsza książka tego autora, pierwsza i ostatnia. Po inny tytuł raczej nie sięgnę... chyba że ktoś godny zaufania przekona mnie, że inne tytuły są lepsze :)

      Usuń
  2. Realizm to moim zdaniem podstawa. Szkoda, że autor o tym zapomniał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadzam się z tym, realizm to podstawa. Wydarzenia nieprawdopodobne można zamieszczać w książkach z wątkami fantastycznymi :)

      Usuń
  3. Zawsze ciekawią mnie entuzjastyczne recenzje zamieszczane w odniesieniu do takiego badziewia, rozumiem oczywiście żelazne prawa marketingu :-) ale recenzja z NYT to już lekka przesada w zestawieniu z Twoją opinią :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tamtego lata" to mój gniot miesiąca. Autor powypisywał, co mu tylko do głowy przyszło, nie dbając o realia :)
      Blogerzy i użytkownicy LC też różnie o tej książce piszą. Niektórzy narzekają na nadmiar nieprawdopodobnych wydarzeń, inni piszą, że to cudowna, piękna książka...

      Usuń
  4. No to zaliczyłaś na koniec roku wpadkę czytelniczą :) nie martw się, następne będą lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pocieszenie :) Na szczęście wczorajszego wieczoru zdołałam przeczytać książkę bardzo dobrą ("Muzeum ciszy"), więc rok kończę z dobrą książką :)

      Usuń
  5. Sama fabuła wydaje się interesująca, szkoda tylko, że autor poprowadził ją w zupełnie nierealistyczny sposób... Zmarnował pomysł, który przez innego autora mógłby być naprawdę dobrze wykorzystany. Szkoda, bardzo szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnęłam po tę książkę właśnie dlatego, że fabuła wydawała się interesująca: chory mężczyzna, problemy z dziećmi... Jednak już po kilku stronach okazało się, że autor nie umie dobrze pisać :)

      Usuń