Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dystonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dystonia. Pokaż wszystkie posty

21.01.2014

„Przerwany taniec” Julie Sheldon, Lucy Elphistone


W książce pt. „Przerwany taniec” Julie Sheldon opisała swoje kilkuletnie cierpienia związane z chorobą neurologiczną o nazwie dystonia. Lekarze twierdzili, że nie odzyska sprawności, ona jednak całkowicie wyzdrowiała. Wierzy, że wyzdrowienie nastąpiło dzięki modlitwom i pomocy z zaświatów. Chciałaby podzielić się z czytelnikami swoją radością oraz dodać otuchy innym chorym. 

Julie już od dziecka ciągle doświadczała bólu fizycznego. Podczas lat spędzonych w szkole baletowej codziennie bolały ją mięśnie i palce. Miała kilka niebezpiecznych kontuzji. Jeden lekarz nie rozpoznał urazu kręgosłupa, inny zrobił jej zastrzyk w tak nieprawidłowy sposób, że cierpiała przez wiele miesięcy. Potem kochający mąż nalegał na to, by rodziła bez żadnego znieczulenia. A zanim dzieci podrosły, zaatakowała ją koszmarna choroba neurologiczna. Kobieta straciła możliwość poruszania się, jej ciałem szarpały potworne bóle. 

Autorka opisuje swoje zmagania z chorobą, dzieli się też obserwacjami na temat zachowania lekarzy wobec osób przewlekle chorych. Zauważyła na przykład, że kiedy pomimo leczenia stan pacjenta pogarsza się, lekarze często obwiniają o to pacjenta, wmawiają mu, że widocznie za mało się stara albo że ma bardzo niski próg wrażliwości na ból. Kiedy nie umieją postawić właściwej diagnozy, sugerują, że pacjent udaje albo że cierpi na skutek zaburzeń psychicznych. Również pielęgniarki nie lubią pacjentów leżących i mają im za złe, że ciągle skarżą się na ból. Oto dwa fragmenty pokazujące stosunek lekarzy do bardzo chorej pacjentki:
Nowy lekarz, który zajął się moim leczeniem, nie był zadowolony z moich postępów. Pomimo wszelkich wysiłków, stawałam się coraz bardziej i bardziej niesprawna. Nie ośmieliłam się jednak powiedzieć, jemu czy też pielęgniarkom, że od pewnego czasu zastrzyki nie przynoszą żadnej ulgi. W kilka dni później lekarz wyznał Tomowi, że podawane mi są zastępniki leków i ponieważ nie słyszy, żebym się skarżyła na wzrastający ból, to prawdopodobnie miał rację, uważając, że mój stan miał podłoże psychologiczne[1].
Tak nie może być, pani Sheldon - wykrztusił, próbując nie podnosić głosu. - Musi pani wziąć się w garść. Tak naprawdę nic pani nie jest i im wcześniej przyzna pani, że jest to sprawa jej świadomości, tym szybciej pani wyzdrowieje i oszczędzi wszystkim czasu i kłopotów. Musi pani zejść z łóżka i zacząć chodzić. Proszę pomyśleć o swojej rodzinie. Oni potrzebują pani w domu, a nie leżącej tutaj jak samolubny inwalida[2]. 
W książce znajdują się także liczne refleksje na tematy religijne, co dla niektórych czytelników będzie wadą, dla innych zaletą, oraz wspomnienia Julie Sheldon z dzieciństwa i z lat spędzonych w szkole baletowej. Mile zaskoczyły mnie fragmenty o kontaktach autorki z Polakami. Rodzice jej pracowali w ośrodku wypoczynkowym przeznaczonym dla byłych więźniów obozów koncentracyjnych i kilkuletnia Julie Sheldon często miała okazję rozmawiać z kuracjuszami z Polski. Wydawali jej się oni serdecznymi, dzielnymi ludźmi, ale zauważyła, że bardzo boją się dużych psów. 

Pomimo wielu przejmujących opisów cierpienia książka pociesza, można więc dać ją do czytania osobom przewlekle chorym. Szkoda tylko, że nie wszyscy chorzy doświadczą tak niezwykłego uzdrowienia jak autorka...

---
[1] Sheldon Julie, Elphinstone Lucy, „Przerwany taniec” („Dancer Off Her Feet”), Wydawnictwo M, 2011, str. 119.
[2] Tamże, str. 120.