Bohaterem „Nikt nie woła” Józefa Hena jest siedemnastoletni Bożek, Żyd pochodzący z Warszawy, tułający się po azjatyckich terenach Związku Radzieckiego. Pragnie on dostać się do Armii Andersa. Z nogami owiniętymi szmatami brnie przez zaspy śnieżne, to znów w upale pracuje przy układaniu torów. Tyle już wycierpiał, że za największe szczęście uważa otrzymywanie trzech posiłków dziennie. Marzy też o miłości, chce, by pokochała go dobra, czuła dziewczyna.
Pozwalają mu zdychać z głodu, pozwalają mu dręczyć się, chodzić boso, upokarzają go i depczą, jakby był mrówką. Ktoś kiedyś będzie go musiał za to pokochać (str. 53).Tylko czy w Samarkandzie można znaleźć miłość? Gdzie szukać wymarzonej dziewczyny? Te z jego otoczenia wyglądają staro, są zniszczone, prymitywne, brudne, wulgarne i bezwstydne. A jednak Bożek wytrwale szuka miłości.
Jaki jest Bożek? Inteligentny, oczytany, wrażliwy, szlachetny. Po prostu dobry. Można go lubić i podziwiać. Gdy po wielu dniach głodu zdobywa chleb, dzieli się nim z małą żebraczką. Nie chce kraść. Myśli o tym, że kiedy wojna się skończy, trzeba będzie wrócić do Warszawy, a on nie chciałby wrócić z opinią złodzieja.
Hen pisze o smutku mężczyzny z powodu marnowania młodych lat, o biedzie, nieludzkich warunkach życia i tęsknocie za miłością. „Nikt nie woła” to ciekawa książka, która nie powinna zostać zapomniana.
---
Józef Hen, „Nikt nie woła”, Wydawnictwo Literackie, 1990. Książkę tę przeczytałam w listopadzie roku 2008. Recenzja ukazała się najpierw w Biblionetce.
