We wstępie do „Cienia tajnych służb” Dorota Kania pisze tak:
W książce, którą właśnie trzymacie Państwo w rękach, znalazły się wyniki śledztw w sprawach najgłośniejszych zabójstw i samobójstw, które miały miejsce w minionych dwudziestu trzech latach. Książka bazuje na dokumentach, które w większości do tej pory nie były znane. Wcześniej wgląd w nie miała tylko wąska grupa badaczy i śledczych. Czytając materiały poszczególnych postępowań prokuratorskich i sądowych, dokumenty archiwalne i historyczne, zobaczyłam, że niemal w każdym opisanym w niniejszej książce śledztwie pojawiają się funkcjonariusze slużb specjalnych PRL. (...) Czy był to czysty przypadek, że powiązani z nimi ludzie ginęli często w tajemniczych okolicznościach?[1].
Autorka omawia okoliczności śmierci Andrzeja Stuglika, Alicji i Piotra Jaroszewiczów, Marka Papały, Ireneusza Sekuły, Jacka Dębskiego, Jeremiasza Barańskiego, Marka Karpa, Krzysztofa Olewnika, Grzegorza Michniewicza, Stefana Zielonki, Andrzeja Leppera, Leszka Tobiasza, Sławomira Petelickiego oraz, w ostatnim rozdziale, osób związanych z katastrofą smoleńską. Do osób tych zalicza Eugeniusza Wróbla, Remigiusza Musia, Dariusza Szpinetę, Krzysztofa Zalewskiego, biskupa Mieczysława Cieślara i nie wiadomo dlaczego Krzysztofa Knyża.
Po książkę sięgnęłam pod wpływem impulsu, jednak szybko straciłam do niej serce i czytanie zaczęło mnie męczyć. Może dlatego, że spodziewałam się rzeczowego omówienia, tymczasem Dorota Kania napisała nie tylko o faktach, ale też o plotkach krążących na temat śmierci wyżej wymienionych osób, ponadto niepotrzebnie przytoczyła wypowiedzi sąsiadów, którzy zapewniali, że dana osoba nie mogła popełnić samobójstwa, bo nie zdradzała oznak depresji czy też nie paliła papierosów:
Najbliżsi przyjaciele i rodzina zgodnie stwierdzili, że Grzegorz Michniewicz nie był typem samobójcy. Bardzo dbał o swoje zdrowie. Nie pił alkoholu, nie palił papierosów, był wegetarianinem[2].
Z zeznań świadków można wywnioskować, że chorąży snuł plany na przyszłość i nie miał myśli samobójczych[3].
Sąsiedzi, którzy składali zeznania wojskowym śledczym, także nie wspominali o depresji, wręcz odwrotnie. Mówili m.in., że Stefan Zielonka planował remont tarasu i zakup nowego telewizora[4].
Bracia kategorycznie zaprzeczyli, by Stefan Zielonka cierpiał na depresję lub miał skłonności samobójcze[5].
Książka raczej nie jest adresowana do zbyt wnikliwego czytelnika, bo wiele spraw zostało opisanych po łebkach. Podam tu przykład. Przedstawiając przypadek Andrzeja Leppera, autorka wspomina, że w dniu śmierci przyjął on lekarstwa ratujące życie[6]. Ale jakie to lekarstwa? Ich nazw Kania nie podaje, nie wiem więc, czy naprawdę ratowały życie, czy były zwyczajnymi lekarstwami. Trudno też zrozumieć, dlaczego dziennikarka uważa, że śmierć biskupa Cieślara zapoczątkowała tragiczną serię zgonów osób, które miały kluczowe znaczenie w kontekście dochodzenia do prawdy smoleńskiej[7]. Biskup objął obowiązki proboszcza po księdzu Adamie Pilchu, ofierze katastrofy, ale czy to wystarczy, by zaliczyć go do osób mogących odkryć „prawdę smoleńską”?... Każdy rozsądny człowiek powie, że jednak nie.
Do osób, których śmierć ma związek z katastrofą smoleńską, Dorota Kania zaliczyła Krzysztofa Knyża: Zachodnia prasa pisała, że zamordowano go we własnym mieszkaniu w Moskwie. Tych informacji nigdy nie zdementowano[8]. Nie wiem, dlaczego dziennikarka zapomniała wspomnieć o tym, że feralnego dnia w ogóle nie było go na miejscu katastrofy, bo ciężko zachorował i przebywał w szpitalu.
Tajne służby, morderstwa pozorowane na samobójstwa to ważne tematy i chętnie przeczytałabym książkę na ten temat, ale napisaną przez innego autora.
---
[1] Kania Dorota, „Cień tajnych służb”, Wydawnictwo M, 2013, str. 5.
[2] Tamże, str. 132.
[3] Tamże, str. 146
[4] Tamże, str. 151.
[5] Tamże, str. 150.
[6] Tamże, str. 171.
[7] Tamże, str. 201.
[8] Tamże, str. 202.
