Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Januszewska Krystyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Januszewska Krystyna. Pokaż wszystkie posty

29.01.2012

„Dolina motyli” Krystyna Januszewska



Niezbyt gruba książka Krystyny Januszewskiej pt. „Dolina motyli” opowiada o tragedii, jaką jest dla rodziny strata jednego z jej członków. Joasia miała zaledwie 9 lat, gdy jej tato zginął w wypadku. Mama, zamiast wziąć się w garść i zająć domem i dziećmi, wpadła w depresję, przestała o cokolwiek dbać, nie szukała pracy. Znaczną część pieniędzy z odszkodowania wydała na materiały malarskie i malowała brzydkie obrazy, których nikt nie chciał kupić. W pewnym momencie Joasia ze smutkiem zrozumiała, że na rozsądek matki nie można liczyć i że jeżeli sama nie zadba o brata i dom, ich rodzina się rozpadnie i mały Jaś trafi do Domu Dziecka.

Czasami dziecko okazuje się silniejsze i wytrwalsze od dorosłego. Joasia nie tylko wzięła na siebie domowe obowiązki, ale też starała się nie okazywać matce niechęci i cierpliwie szukała dla niej pomocy. „Myślałam kiedyś, że dorosły człowiek zawsze poradzi sobie z kłopotami, że tylko dzieci są bezradne i zagubione, że tylko one potrzebują opieki. Zawiodłam się na dorosłości” - wspomina Joasia.

Powieść ma różnych pierwszoosobowych narratorów. Najczęściej opowiada Joasia, rzadziej - jej serdeczna przyjaciółka Marta albo kolega Filip. Marta i Filip także w jakiś sposób doświadczyli nieobecności swoich matek, bo jedna z powodu nadmiaru pracy nie ma czasu dla rodziny, druga wyjechała za granicę. Trzeba czasu, aby te trzy matki zrozumiały swoje błędy i się poprawiły, przy czym najdłużej błądzi właśnie matka Joasi.

Na jeszcze jedną rzecz warto zwrócić uwagę. Januszewska pięknie pisze o krainie dzieciństwa Joasi, o Dolinie Motyli, w której żyło się szczęśliwie. „Nic na świecie nie będzie dla mnie ważne, gdy zabraknie Bielinka” - wspomina Joasia, przekonana, że niepotrzebnie przeprowadzali się do Warszawy i że gdyby wrócili na wieś, znaleźliby spokój. 

Choć to powieść dla młodzieży, przeczytałam ją z zaciekawieniem i przyjemnością i szczerze polecam. Książka porusza smutne tematy, ale wcale nie jest depresyjna - przywalone ogromnym ciężarem dziecko daje sobie radę, przyjaciele służą pomocą, a ludzie nie są źli, tylko zagubieni.