Ach, ten Durrell! Przy jego pełnych humoru i entuzjazmu książkach o zwierzętach spędziłam wiele godzin dzieciństwa. Piękne to były godziny. Dowiadywałam się o zwyczajach zwierząt i o tym, że istnieją ludzie, którzy potrafili urzeczywistnić swoje marzenia z dzieciństwa, nawet te tak na pozór nierealne jak założenie własnego zoo.
W „Zapiskach ze zwierzyńca” Durrell opowiada o swojej wczesnej młodości i o tym, jak udało mu się znaleźć pracę w wielkim, nowoczesnym zoo w Whipsnade. Po raz pierwszy zetknął się wówczas z tak egzotycznymi zwierzętami jak lwy, tygrysy, wielbłądy, niedźwiedzie. Opiekował się nimi, sprzątał wybiegi, karmił, poznawał ich zwyczaje, a w międzyczasie czytywał książki dawnych przyrodników i konfrontował wiedzę z tych książek z własnymi obserwacjami.
