„Witold i Elwira” Władysława Bochenka to powieść o Śląsku. Akcja toczy się w środowisku górników, którzy przed wojną wyjechali do Francji lub Belgii, a kiedy tamtejsze kopalnie zamknięto, wrócili do Polski. I z przyjemnością zauważyli, że warunki życia w kraju się poprawiły. Otrzymali zatrudnienie, o wiele lepsze wypłaty niż paręnaście lat temu, a także poniemieckie domki – wprawdzie zdewastowane i ogołocone przez szabrowników, ale zawsze to własny dach nad głową. Przekonali się też, że zawód górnika zyskuje coraz większą rangę. Pracownicy polskich kopalń mają swoje święto, paradne stroje, mogą czuć się ważni i dumni, podczas gdy we Francji zawód górnika nadal uchodzi za jeden z najgorszych i przeznaczony jest głównie dla ludzi, którzy nigdzie indziej nie mogą znaleźć zatrudnienia, czyli dla cudzoziemców i kryminalistów.
