Nowele Adolfa Dygasińskiego podczytuję od lat, a mam z czego wybierać, gdyż napisał ich ponad sto trzydzieści. Oto kilka słów o tych z najwcześniejszego okresu jego twórczości, z tym że w tym przypadku najwcześniejszy okres twórczości nie jest równoznaczny z młodym wiekiem autora, ponieważ pierwszą nowelę Dygasiński opublikował dopiero wtedy, gdy już przekroczył czterdziestkę i zgromadził mnóstwo obserwacji, doświadczeń i przemyśleń.
„Za krowę”. Bardzo dobra nowela, choć nieco za dużo w niej komentarzy narratora. Jest to historia o nędznym życiu komorniczej rodziny mieszkającej na Ponidziu, o zemście i o miłości do krowy, która dla swojego właściciela była wszystkim. „Domagała wolał, aby mu obito syna, aniżeli miano zająć krowę” (s. 10). Kropicha mieszka w tej samej izbie, co ludzie i może ryczeć, ile tylko chce. Ale pewnego razu zostaje skradziona…
„Jarmark na święty Onufry” to opowieść o jarmarku w Skalbmierzu, na którym dochodzi do dziwnych i pamiętnych wydarzeń. Narrator starannie opisuje rywalizację pomiędzy dwiema przekupkami, a także dzieje psa Kudły. Kiedy zwierzę traci w wypadku tylną łapę, przygarnia je stróż nocny, kuruje i obdarza miłością, ale niestety często zapomina nakarmić i wówczas pies musi radzić sobie sam. I właśnie podczas jarmarku zostaje bez strawy. Najpierw usiłuje wyłudzić coś od przekupek, a potem okraść furmankę. W noweli są ciekawe wątki, ale całość psuje nadgorliwość narratora, który wciąż snuje dygresje albo nawet zwraca się bezpośrednio do uczestników jarmarku: „Dobrzy ludzie! Sprzedawajcie dobrze i kupujcie szczęśliwie!”(s. 45). Poza tym trafiają się egzaltowane fragmenty, na przykład apostrofa do słońca: „O słońce, słońce! Cóż dziś przynosisz oblubienicy swojej, rosą łez gorzkich spłakanej, biednej ziemi?” (s. 44). Słońce jest tu nazywane panem świata, królem, twórcą i wskrzesicielem, z kolei Ziemia – jego oblubienicą i wdową Niobe.
„Walka z dziurami” to krótka nowela o wstydzie z powodu nędzy i próbach jej ukrycia. Akcja toczy się w Pińczowie. Bohater, szesnastoletni Szymek Byk, ma zaledwie jeden płaszcz, który w zależności od potrzeby służy mu za mundurek, szlafrok bądź kołdrę. Jego jedyne buty są już za małe i zniszczone. „Szymek czuł, że tylko uprzywilejowane części ciała ludzkiego mogą bez sromu pokazywać swą nagość na światło dzienne” (s. 69). Do tych uprzywilejowanych części nie należą palce, toteż „gołonóg” – bo taką zabawną nazwę nadaje mu narrator – próbuje załatać dziury okładkami i kartkami książek. A kiedy na lekcji religii ksiądz poucza, by zachować skromność ciała, nieszczęsny chłopak płonie ze wstydu. Opisy walki z dziurami zajmują aż trzy strony.
„Demon”. Narrator jedzie pociągiem do Ojcowa. Podejrzliwie obserwuje tytułowego demona, czyli innego podróżnego, wyglądającego na Niemca. A w Ojcowie widzi mnóstwo Niemców budujących hotel, wycinających lasy, i ogarnia go rozpacz. „Gdzież tu są Polacy? Polacy, to zapewne goście, z których Niemcy ciągną zyski, Polacy to także robotnicy, zwożący kamienie, wodę, piasek i usługujący niemieckim majstrom” (s. 94). Wdaje się w dyskusje z tytułowym demonem, a ten wygłasza kontrowersyjne poglądy, mówi na przykład: „Przychodzimy do Polski, bo to jest nasze święte posłannictwo, przychodzimy do was nauczać, przynosimy tu skarb cnót niemieckich, rozum i kapitał. Przyznaj pan, że tego wszystkiego wam brakuje” (s. 92). Narrator jest nastawiony sceptycznie. „Niemiecka nauka!... – myślałem. – Powiadają, że ta nauka jest własnością i błogosławieństwem wszystkich narodów. Czy wszystkich? A jeśli ktoś z nauki nie umie korzystać i inni zwracają przeciw niemu naukę? Nie jestże ona wtedy przekleństwem dla słabych?” (s. 99). Dziwny to utwór i dość męczący, dużo w nim złości na Niemców, przestróg przed zagrożeniem z ich strony, ale też dużo przepięknych opisów przyrody.
„Z niedoli kobiety”. Jest to obrazek z życia pracownicy warszawskiej szwalni, Cesi, która w niedzielę wybiera się do kościoła, a potem do Łazienek, by łowić męskie spojrzenia, objadać się słodyczami, a także marzyć o mężu, dziecku i miłości. Pewien mężczyzna podaje jej w parku kubek z wodą. Zakończenie jest zaskakujące.
„Żerty chłop”. Maciej jest dobry, silny, pracowity, ale ma jedną wadę: tak dużo je, że nie wystarcza strawy dla dzieci. „Toć ty co dzień te nase maluśkie odjadasz, jak nie ociec! (...) te małe mizeroty przy tobie na nic skapieją, nie mający co pożywać” (s. 117) – rozpacza jego żona. Biedny głodomór próbuje dokarmiać się darami natury, ale kiedy kradnie śliwki z sadu proboszcza, spotyka go wielka kara: jest potępiany, wyszydzany, przezywany Śliwińskim. Musi więc opuścić rodzinną wieś. Ale kiedy wreszcie trafia do ludzi, którzy nie skąpią mu jedzenia, kończy się to dla niego bardzo źle… W opowiadaniu tym autor ukazuje, jak bardzo piętnowany jest nadmierny apetyt i jak bardzo cierpi ktoś, kto nie umie poradzić sobie z uczuciem pustki w brzuchu.
„Na trzecim piętrze”. Narrator szuka pokoju do wynajęcia. Jako student ma nieduże wymagania – „chciało mi się trochę widoku na niebo i nieco roślin w sąsiedztwie” (s. 141). Oczywiście stancja musi być też tania. Znajduje pokój w jednym z dużych domów, które akurat budowane są na Hożej. W noweli tej nic wielkiego się nie dzieje, ale przepiękne opisy roślinności płowiejącej u schyłku lata oraz ciekawe, nostalgiczne opisy dawnej Warszawy nadają jej niepowtarzalnego uroku.
„Psia dola”. To najpiękniejszy utwór z tego zbiorku. Dygasiński w przejmujący sposób pokazuje w nim rozpacz wyżlicy, która nie daje rady wykarmić szczeniąt. „Norma była zwierzęciem wychudłym, zbiedzonym, sierść z niej miejscami zupełnie oblazła, trzęsła się, na nogach zaledwie ustać mogła, a na uszach jej i szyi widniały wszędzie nie zabliźnione rany, które wokółek obsiadały muchy ” (s. 151). Jest ledwo żywa, a mimo to podejmuje desperacką próbę zdobycia kęsa jedzenia. Próbuje coś ukraść, wyżebrać, jednak ludzie nie mają dla niej litości…
„Hrabia”. Akcja toczy się w jednym z warszawskich szynków, do którego przychodzi bardzo uprzejmy i elegancki hrabia, by pić i wspominać stare dobre czasy. Kiedyś miał pieniądze, konie, folwarki, dziś jest zdeklasowany i biesiaduje z osobami, które od małego musiały ciężko pracować. Ale nie rozpacza. „Czy mnie ma żal być pieniędzy?... Nie!... Alboż żyłbym lepiej, niż żyję?... Piłbym szampana zamiast czystej i miałbym za przyjaciół wielkich panów zamiast robotników. Cóż to warte?...” (s.16).
Bardzo dobre nowele. Autor podejmuje w nich najróżniejsze tematy: przestrzega przed Niemcami, ukazuje niedolę chłopów, przypadek samosądu, bezwzględność ludzi wobec zwierząt i męczarnie głodowe (ktoś umiera z głodu, ktoś inny z przejedzenia). W każdej wyraźnie określa miejsce akcji. Raz więc jest to Pińczów, innym razem Ojców, a jeszcze innym Warszawa. W każdej, nawet w tej z akcją osadzoną w Warszawie, mocno obecna jest przyroda. Każda została napisana bogatym, bardzo plastycznym językiem. O czym by Dygasiński nie opowiadał, robi to solidnie i wnikliwie. W „Jarmarku na święty Onufry” i „Demonie” widać jeszcze skłonność do przegadywania i nadmiernego komentowania, ale nawet przy tych wadach są to teksty ciekawe, lepsze, niż napisał niejeden autor po wielu latach szlifowania warsztatu. „Psia dola” to już majstersztyk, utwór tak piękny i poruszający, że chyba każdy nim się zachwyci i przy czytaniu uroni łzę. Mało kto potrafi tak przejmująco i trafnie odmalować cierpienie zwierząt, jak robił to Dygasiński.
A na koniec ciekawostka: w przypisie do książki wyczytałam, że „zoofil” to przyjaciel zwierząt (s. 13). Jak bardzo z biegiem lat zmienia się znaczenie słów…
Kilka cytatów:
---„Powiedziałbym nawet, że natura jest równie usłużną dla złych, jak i dla dobrych. Jeżeli pracowity żniwiarz korzysta z dziennej pogody i żwawo pokłada sute garści pszenicy na zagonie, to złodziej korzysta znowu z ćmy nocnej, aby zagrabić snopy i użyć ich na własną korzyść” (s. 8).„W młodości, podobnie jak po śmierci, człowiek jako lokator małą wartość przywiązuje do zajmowanej przez siebie przestrzeni” (s. 141).„Sierpniowe upały opiekły ziemię: pył, pajęczyna, gąsienice na liściach drzew osiadły” (s. 146).„Jestem może i ograniczonym człowiekiem, gdy mi jest markotno, że ludzie zbyt energicznie tną toporem drzewa” (s. 100).
Adolf Dygasiński, „Nowele i opowiadania. Tom pierwszy”, Książka i Wiedza, 1952

Klasyka mniej znana to coś, co uwielbiam. Pięknie dziękuję za recenzję, z radością skorzystam z Twojej podpowiedzi. :)
OdpowiedzUsuńBardzo zachęcam Cię do przeczytania tej książki. :) Dużo w niej starodawnych słów i dużo staroświeckiej atmosfery, mnóstwo wątków i przepięknych opisów przyrody. Mnie ten zbiorek ogromnie się podobał i będę sięgać po kolejne.
UsuńStarodawne słowa i staroświecka atmosfera - brzmi wspaniale!
OdpowiedzUsuńPrzejrzałam już jednak katalogi pobliskich bibliotek i widzę, że ciężko będzie znaleźć tę książkę. :(
Niemniej, szukam dalej. A Tobie raz jeszcze pięknie dziękuję za recenzję. Właściwie to Tobie zawdzieczam, że swego czasu sięgnęłam po "Zająca".
Tak, to stara książka i niestety trudna do znalezienia. Dwa teksty są trochę słabsze, ale pozostałe to coś wspaniałego. Dzięki mnie sięgnęłaś po „Zająca”? W takim razie niesamowicie się cieszę. :) Dygasińskiego lubię między innymi za to, że w jego utworach jest tak wiele zwierząt. W tym zbiorku mamy krowę, psa Kudłę, wyżlicę Norę…
UsuńTwórczości Dygasińskiego jeszcze nie poznałam, ale z tego co piszesz warto sięgnąć po jego nowele.
OdpowiedzUsuńMnie się te nowele bardzo podobają i będę czytać kolejne. Cieszę się, że napisał ich aż tak dużo. :)
Usuń»„gołonóg” – bo taką zabawną nazwę nadaje mu narrator«
OdpowiedzUsuńTo chyba nie jest neologizm Dygasińskiego, istnieje „Legenda o górze Gołonoskiej i o pustelniku” – o początkach wsi Gołonóg (obecnie to dzielnica Dąbrowy Górniczej), zacytuję wersję z 1910 roku (ale legenda jest starsza, przytaczał ją już Kolberg w 1885 r.), zamieszczoną w „Gościu Świątecznym” (bezpłatny dodatek do „Polaka" i „Kuryera Śląskiego”):
»A ziemia ta często mu była macochą. Dokuczał nieraz głód, dokuczało zimno, ale najwięcej wzbudzał litości swemi bosemi nogami. Skóra pękała na mrozie, a krwawe ślady znaczyły drogę do samotnej groty. I za nic nigdy nóg tych nie okręcił skórą zabitego zwierza, jak to robili inni: taką już pełnił pokutę... Ludzie ze współczuciem „Gołonogiem” zwać go zaczęli i z podziwem patrzeli na wytrzymałość biedaka, dziwując się, że ta sroga pokuta lata trwać może«.
Jeszcze wcześniej Gołonóg było znane jako nazwisko – Genealogie Parafii Ostrów Lubelski podają jego występowanie w latach 1749-1828.
I coś zabawnego – obecnie znowu to słowo jest używane, ale w innym znaczeniu. Ze Słownika Slangu Miejskiego:
»Gołonóg - facet, który goli sobie nogi, stając się bardziej kobiecy, niż niejedna kobieta. Ogólnie rzecz biorąc, słowem tym można określić mężczyznę metroseksualnego tudzież tzw. pedała«.
Dzielnica o nazwie Gołonóg? Niesamowite! Dzięki za te informacje. Mężczyzna z legendy wzbudza współczucie, a ten z noweli Dygasińskiego wprost przeciwnie – jest zawstydzany i wykpiwany… Straszna to rzecz nie mieć butów. Co do golenia nóg, robią to też kolarze, rzekomo dlatego, że gładka skóra zmniejsza opór powietrza i mogą przejechać swoją codzienną trasę o minutę czy dwie szybciej. :)
UsuńNowele to nie moja bajka, ale z chęcią pobuszuję po Ponidziu poszukując śladów pana Adolfa (jakżeż jednak to imię się źle kojarzy) :)
OdpowiedzUsuńDygasiński pisał też powieści, na przykład skierowane do młodzieży „Przygody młodzieńca, czyli Robinsona polskiego”. Mam zamiar po tę książkę kiedyś sięgnąć, bo lubię motyw Robinsona. Autor naprawdę jest dobry. Czytany nie za często, ale może to właśnie jego imię zniechęca czytelników? W każdym razie w jego czasach owo imię nie kojarzyło się tak źle jak teraz. :)
UsuńZupełnie ani nie kojarzę autora ani nowel.
OdpowiedzUsuńTen autor popadł w zapomnienie. A szkoda...
UsuńHeh, swego czasu, kiedy jeszcze dojeżdżałem do pracy na rowerze, regularnie przejeżdżałem ulicą Dygasińskiego i cały czas obiecywałem sobie, że sięgnę po twórczość tego pisarza. Ale lata mijają, a ja ciągle autora znam tylko z nazwiska. Co polecasz na początek znajomości z tym autorem?
OdpowiedzUsuńKtórykolwiek zbiór nowel. Jego nowele są tak różne pod względem tematów i klimatu, że na pewno któraś Ci się spodoba. :)
Usuń