„O czym nie mówimy” Slavenki Drakulić to zbiorek szesnastu opowiadań, dobranych bardzo starannie i mocno ze sobą współgrających, a łączy je to, że w każdym z wyjątkiem jednego mowa jest o chorobie lub śmierci. Książkę zaludniają postacie, które albo same chorują, albo towarzyszą komuś bliskiemu w chorobie, albo są w żałobie. A w przypadku opowiadania tytułowego bohaterka nie styka się bezpośrednio z chorobą, lecz słyszy od kogoś o testamencie i uświadamia sobie, że nie poczyniła starań, by kiedyś jej oszczędności trafiły do osób, które chce wesprzeć.
Gdybym musiała wybrać trzy najlepsze opowiadania, byłyby to „Krótka notatka o czekaniu”, „Cienka skóra” i „Dziewczynka w okularach”. W tym pierwszym pojawia się dokładny opis pobytu w szpitalu, do którego narratorka zgłasza się na operację. Okazuje się, że w Chorwacji wszystko przebiega podobnie jak u nas – pacjenci, dla których zabrakło miejsca, leżą na korytarzu, na tej samej sali jedna z pacjentek dogorywa, a druga katuje wszystkich głośnym oglądaniem telewizji. O ciszy i wypoczynku można tylko pomarzyć. „Cienka skóra” ujęła mnie poruszającym opisem zmagań z COVID-em. Bohaterka przechodzi go bardzo ciężko – przez kilka dni przebywa nawet na OIOM-ie, pod respiratorem i bez świadomości, a potem długo odzyskuje siły. Dzieje się to na początku pandemii, gdy wiedza o nowym zagrożeniu jest jeszcze znikoma. A „Dziewczynka w okularach” spodobała mi się dlatego, że opowiada o miłości do czytania. Bohaterka, nie chcąc robić kłopotu swoim spadkobiercom, postanawia pozbyć się niepotrzebnych rzeczy. Tylko co zrobić z książkami? Przez wiele lat stanowiły jedyną drogocenną rzecz w jej życiu, zgromadziła ich tysiące. Wie, że w obecnych czasach mało kto chciałby dostać książki, a wyrzucić ich byle gdzie nie potrafi, potrzebuje wiedzieć, kto je przygarnie i jakie będą dalsze losy tych jej skarbów.
We wszystkich tekstach z wyjątkiem „Zagubionej”, „Fioletowej koszuli” oraz „Dodawania, odejmowania” narratorką jest starsza pani. Tylko jedno – „Dodawanie, odejmowanie” – nie zawiera wątku choroby ani śmierci i jest delikatnie optymistyczne. Autorka porusza w nim temat uznawany za tabu, a mianowicie miłość seniorów. Jeszcze odważniejsze jest opowiadanie „Śnieg tak bajecznie miękki”, w którym znajoma narratorki przyznaje, że będąc już w zaawansowanym wieku, poczuła pożądanie. „Otworzyłam oczy i czekałam na jego pocałunek. Miałam osiemdziesiąt lat, ale moje ciało o tym nie wiedziało” (s. 43). Staruszka bardzo wstydzi się tego wybuchu namiętności.
Zastanawiające, jak wiele kobiet z tego zbiorku doświadcza przykrości ze strony mężów. Bohaterka „Zagubionej” traci przez niego przyjaciół i zdrowie psychiczne, a gdy podczas choroby nowotworowej błaga o pomoc, on zamyka się w pokoju i słucha Mahlera. Mężczyzna z „Kolacji” przedłuża wizytę w zajeździe i nic sobie nie robi z lęków żony, która boi się prowadzić samochód po ciemku, a to na nią jako na niepijącą spadnie ten obowiązek. W „Letniej rozmowie, letniej ciszy” mąż w obecności sąsiada tak mówi do swojej wyniszczonej chorobą żony:
„Musisz odbudować mięśnie. Tylko spójrz na te skrzydełka kurczaczka!
Podnosi moje ramię, żeby sąsiad wyraźniej widział zwisającą skórę – dokładnie jak na porcji rosołowej (...) Wyrywam ramię, a łzy już mi napływają do oczu. Dlaczego mi to robisz, i to jeszcze w obecności innych?! (s. 89).
Ten mąż obraża też jej przyjaciółki, a nawet obce dziewczyny na ulicy, komentując ich wygląd, ale bohaterka nic na to nie umie poradzić, jest uległa i chyba trochę wygodnicka, bo przecież łatwiej jest zostać niż odejść. Teraz też nie buntuje się, postanawia tylko, że będzie nosić bluzki z długimi rękawami. I takie właśnie są w większości bohaterki tych opowiadań – spokojne, bezradne wobec męskiego chamstwa i do tego wstydliwe. Nie umieją rozmawiać o chorobach, śmierci, testamentach ani namiętności.
Jeśli chodzi o choroby trapiące bohaterów, najczęściej jest to nowotwór, ale zdarza się też zakażenie koronawirusem i udar. W opowiadaniu otwierającym zbiorek mamy natomiast wadę wzroku, w dodatku wykrytą zbyt późno, gdy już zdążyła poczynić duże szkody w psychice dziecka. Autorka nie powtarza banalnych refleksji, że choroba uszlachetnia, a nieszczęście łączy rodzinę, wprost przeciwnie, chorzy z jej opowiadań często nie otrzymują wsparcia, a jeśli nawet otrzymują, to i tak czują się samotni. Narratorka „Rozmowy telefonicznej w Boże Narodzenie” zapewnia swoja umierającą córkę, że jest razem z nią. „Ale to było kłamstwo. Nikt nie był z nią tam, gdzie się znajdowała. Ani nie może być. I to właśnie boli najbardziej” (s. 135). Autorka umie też pokazać, jak bardzo ciężka choroba niszczy życie zarówno chorego, jak i opiekuna. „Chociaż to nie moja choroba, mam wrażenie, że ją dźwigam” (s. 153) – wyznaje jedna z bohaterek.
Książka okazała się bardzo ciekawa, a przy tym gorzka, melancholijna, refleksyjna.
Kilka cytatów:
„Zasmuciły mnie słowa przyjaciółki, że ludzie już nie przyjmują książek. Mówią: Nie, dziękuję” (s. 65).
„Nie jestem staroświecka, mam Kindle’a. Ale czytnik to słaby zamiennik prawdziwych książek” (s. 68).
„Poważna choroba nieznośnie zawęża perspektywę i oddala od innych, którym trudno pojąć, jak bardzo zmienia ona człowieka i jak izolujący może mieć wpływ” (s. 87).
„Jaka była naiwna, gdy wierzyła, że chorowanie zbliży ją do przyjaciół…! W rzeczywistości coraz bardziej oddalało, jakby stanowiło źródło zarazy” (s. 57).
—
Slavenka Drakulić, „O czym nie mówimy”, przeł. Siniša Kasumović, Biblioteka Słów, 2026

Przeczytam na pewno, bo zaciekawiłaś mnie swoją recenzją.
OdpowiedzUsuńNie jest to książka o niczym, lecz o ważnych, trudnych sprawach. :)
UsuńSłyszałam o tej autorce i mam wrażenie, że były to pozytywne opinie.
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie to jedno odmienne tematycznie opowiadanie. Czy to nie zgrzyt?
Zadałaś bardzo ciekawe pytanie. :) Opowiadanie „Dodawanie, odejmowanie” jest nieco inne, ale według mnie dobrze pasuje do całości, stanowi urozmaicenie, a nie dysonans. Owszem, nie ma w nim wątku choroby ani śmierci, ale bohaterką jest starsza pani, która robi coś, co według wielu osób uchodzi za wstydliwe i nieprzyzwoite, coś, o czym się nie mówi, a mianowicie chce spotykać się ze staruszkiem, który jej się podoba. Smutne, ale nieraz widziałam, że wielu ludzi reaguje wściekłością na widok seniorów szukających miłości, podobnie zresztą jak na widok zakochanych niepełnosprawnych. Tak jakby tylko piękni i młodzi mieli prawo do miłości…
UsuńChętnie przeczytam. Mi też nie podoba się zwisająca skóra z ramion. Mówię na to nietoperze. Jeszcze gorsze są bryczesy na łudach ... Ukraińskie kobiety lepiej dbają o siebie.
OdpowiedzUsuńhaha,,,, ukraińskie kobiety o siebie dbają.... dobre
UsuńNie przepadam za opowiadaniami, ale jak widać pozwalają one przedstawić podobne zagadnienia z wielu różnych stron.
OdpowiedzUsuńO tak, te opowiadania przedstawiają temat choroby i śmierci z wielu stron. :) Ja akurat lubię opowiadania, choć przyznaję, że dość szybko zapominam o ich treści. Powieści pamiętam dłużej.
UsuńZa dużo tematyki opowiadań w realnym życiu, więc na razie pas.
OdpowiedzUsuń
UsuńU mnie niestety też dużo tej tematyki w realnym życiu... Tak patrzę, że od grudnia aż pięć razy byłam na SOR-ze, jako osoba towarzysząca trzem różnym osobom z rodziny!
A ja zastosowałam embargo na opowieści o chorowaniu, badaniach, szpitalach, lekarzach, bo bliska mi osoba nie mówi o niczym innym, więc można dostać ....
OdpowiedzUsuń
UsuńAno właśnie, u nas chorzy wciąż mówią o badaniach, szpitalach i o swoich dolegliwościach, nawet tych intymnych. U nas w przeciwieństwie do Chorwacji nie są to tematy, o których się nie mówi. :)
Chętnie sięgnę!
OdpowiedzUsuńKsiążka jest smutna, ale bardzo życiowa i wiarygodna. :)
UsuńOpowiada mi nie przeszkadzają, ale te historie w tej książce brzmią bardzo depresyjnie.
OdpowiedzUsuńTo prawda, wesołe nie są. Ta książka nie poprawia humoru, lecz uświadamia, że czeka na nas choroba i śmierć.
Usuń