
Narratorką krótkiej powieści „Oto słońce” jest Helga, czterdziestodziewięcioletnia pisarka. Mieszka ona w rodzinnej wsi, w pobliżu gór, lasów, rzek. Sąsiedni dom od dawna stoi pusty. Ale oto pojawia się furgonetka przeprowadzkowa, w kartonach widać książki. Czyli obok narratorki zamieszkają ludzie czytający. Ale Helgi to nie cieszy. „Książki: to jest mój wyznacznik tożsamości. I mam się nią teraz dzielić z sąsiadami? Na co mi to” (s. 30). Zamiast przedstawić się nowym mieszkańcom gminy, potajemnie ich obserwuje, szuka ich danych w internecie i odkrywa, że to Christina i Even, pisarze. Oburza ją, że zajmują się tym samym co ona, że będą korzystać z tych samych widoków i opisywać te same krajobrazy. Ale kiedy wreszcie dochodzi do spotkania, te złe emocje przygasają, gdyż narratorka czuje się porażona bliskością Evena. Ma wrażenie, że ich dusze się splotły, zresztą nie tylko dusze dążą do połączenia. „Czuję się, jakby centralnym punktem mnie była moja wagina, reagująca tak silnie, że wręcz czuję, jak się rozpycha” (s. 63).
Gunnhild Øyehaug nie pisze według schematów, więc dalsza część książki nie będzie romansem, tylko czymś dziwnym, chyba nawet gorszym niż romans, bo w romansie przynajmniej fabuła ma jakiś sens, a tu nie ma żadnego. Helga uważa się za nieatrakcyjną i nie wierzy, by Even naprawdę był nią zainteresowany, by przepływały między nimi jakieś miłosne prądy. „Miłość nigdy mi nie wychodziła i teraz też nie wyjdzie” (s. 73). Aby nie patrzeć na niego z okien swojego domu, co ją odrywa od pracy twórczej, wynajmuje biuro i przez podłogę tego biura przelatuje do jakiegoś równoległego wszechświata, w którym wszyscy mówią szeptem i istnieją gadające kury, a ona jest kopią samej siebie, przeżywającą co innego niż ta prawdziwa Helga. Opis pobytu w tej innej rzeczywistości – albo też opis snu, bo mógł to być wyjątkowo długi, rozbudowany sen – zajmuje niestety sporą część książki i jest nudniejszy niż bardziej realistyczny początek.
Aż troje mieszkańców wsi zajmuje się literaturą. Do tego zagęszczenia pisarzy dochodzi całkowicie przypadkowo. Even chce napisać książkę o Wittgensteinie, a dokładniej o „trzech centymetrach, o które Wittgenstein chciał podnieść strop domu swojej siostry” (s. 50), Christina – o pracy w fabryce kuchenek, narratorka zaś pisuje metapowieści. Próbuje patrzeć na siebie jak na bohaterkę utworu literackiego. Według niej fabuła idealnej powieści powinna wyglądać tak:

W wielu miejscach książki pojawiają się nawiązania do słońca. Helga porównuje się na przykład do postaci z opowiadania Kafki, która nosiła znak słońca. Ma wrażenie, że i ona nosi znak, dzięki któremu Even zwróci na nią uwagę. Innym razem wspomina epizod z przeszłości, kiedy to siedziała w ciemnawej sali egzaminacyjnej i nagle zaświeciło słońce. „Ostre słoneczne światło padające na mnie od góry sprawiło, że cala się rozpromieniłam: ja, moje włosy i sutki pod białą koszulką, wskazujące ponad stołem na jednego i drugiego egzaminatora” (s.99).
No i taka to książka. Niezbyt ciekawa, dziwaczna, choć moim zdaniem i tak o niebo lepsza niż „Czekaj, mrugaj” i też o wiele zgrabniej przełożona. Jedna z tych, o których trudno pisać, bo nie mają konkretnej fabuły, zawierają za to dużo dygresji, na przykład o przeznaczeniu, głazach narzutowych, Szekspirze, opowiadaniu Kafki, znaczeniu snów i o wściekłych kobietach żyjących w małych domkach na odludziu, te rozważania są jednak mało interesujące i często absurdalne. Język trudno uznać za ładny, a narratorkę za postać fascynującą. Zbyt często opisuje ona intymne sprawy, przez co wydaje się prostacka, a jej życie osobiste jest równie ubogie co o umysłowe: niemal nic nie robi, nie ma żadnych przyjaciół poza Iriną, z którą komunikuje się przez internet.
Kilka cytatów:
„Jestem rybą młotem, której ubzdurało się, że może zostać motylem” (s. 84).
„Widzę wielkie plakaty z gębą Szekspira wiszące na ścianie” (s.133).
„Nie będę zupełnie w stanie pracować, jeśli przyjdzie mi siedzieć w salonie i patrzeć na jego dom” (s. 67).
„Jestem podwójnie zniewolona, uwiązana do mojej własnej tęsknoty za nim, za czymś, co nigdy nie będzie niczym więcej niż tym, co jest teraz” (s. 69).
---
Gunnhild Øyehaug, „Oto słońce”, przeł. Karolina Drozdowska, Pauza, 2026
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz