27.08.2014

„Przeciwko światu przemocy” Roman Hrabar


Ta króciutka książeczka jest dowodem na to, że nawet w tak strasznych czasach jak okres okupacji hitlerowskiej istnieli ludzie skłonni do poświęceń, gotowi ryzykować własnym życiem, by ocalić obce dzieci. Roman Hrabar opowiedział w niej o różnych formach pomocy dzieciom i przedstawił kilkanaście autentycznych historii Polaków, którzy odważyli się sprzeciwić terrorowi Hitlera. Napisał o czteroletniej Urszulce wykradzionej z obozu koncentracyjnego dla dzieci Polanger w Pogrzebieniu, o Jerzym Olku, który we wrześniu 1939 roku z własnej woli zaopiekował się grupą prawie stu sierot uciekających z Chorzowa, o wykradaniu dzieci wywożonych do Rzeszy, o zbrodniach popełnianych w szpitalu dla psychicznie chorych w Lublińcu. 

Jeden z rozdziałów to opowieść o Jerzym Redlichu, który wojnę przeżył tylko dlatego, że ofiarna pielęgniarka chroniła go przed zabiegami pseudomedycznymi i śmiercią. Inny to historia Andrzeja Śliwiaka, który ukrywał i karmił dużą grupkę Żydów. Początkowo Śliwiak miał zamiar pomóc tylko kilku mieszkańcom getta, ale okazało się, że inni Żydzi wiedzieli o tym i wymusili na Śliwiaku, by ich także ukrył:

Nie minęło kilka dni, gdy nocą znów zapukano do drzwi. Weszło dwóch mężczyzn. Cóż za widok - nogi owinięte szmatami, twarze zarośnięte, oczy zapuchłe, zmęczone. 
– Panie Śliwiak – powiedział jeden z nich. – Pan wie, gdzie są tamci, Sperber i Najder.
– Owszem... wiem... Ale dawno już u nich nie byłem... Nie mam pojęcia, czy oni są tam jeszcze – jąkał się Śliwiak. W bunkrze było już tłoczno i wątpił, czy mieszkańcy tego przymusowego więzienia zechcą przyjąć dalsze dwie osoby.
– My nie mamy nic do stracenia – rzekł nagle ten drugi. Pójdziemy do Gestapo i powiemy, że pan wie.
Śliwiak nie potrafił się już opanować. Uderzył swego rozmówcę dwukrotnie w twarz, tak że tamten runął na ziemię jak kłoda. Po chwili uspokoił się jednak, ogarnęło go współczucie. Przecież była to rozpaczliwa walka o dalsze istnienie*.

Stłoczeni w piwnicy Żydzi często się kłócili, hałasowali, uważali też, że każdy ma prawo do jedynej wśród nich kobiety. Śliwiak traktował ich z wyrozumiałością, a gdy dowiedział się, że kilkunastoletni Mieczysław Goldstein nie ma gdzie się podziać, ukrył także jego. Wszystkim udało się przeżyć.

Tak jak nie da się określić liczby zamordowanych podczas wojny dzieci, tak i nie można podać liczby Polaków, którzy za pomoc skazanym na zagładę trafili do obozów koncentracyjnych lub zostali rozstrzelani. Ci, którzy zdobywali się na takie poświęcenie, na ogół nie chwalili się swoimi czynami, uważali, że postąpili w jedyny możliwy sposób.

---
* Hrabar Roman, „Przeciwko światu przemocy”, Wydawnictwo Śląsk, 1982, str. 47.

16 komentarzy:

  1. Andrzej Śliwiak musiał mieć naprawdę mnóstwo empatii, skoro mimo że go szantażowali, tak prędko uznał, że to po prostu walka o przetrwanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Musiał być człowiekiem pełnym empatii i cierpliwości. Dzięki niemu przeżyło aż dziesięciu Żydów - dziewięciu dorosłych i jeden chłopiec.

      Usuń
  2. Dobrze, że powstają też takie pozytywne (? - co może być pozytywnego, gdy wokół mordowani są ludzie) publikacje. Wojna to wyjątkowy okrutny okres, wręcz ekstremalny - w takich warunkach jedne jednostki kompletnie się załamują, staczając się na samo dno człowieczeństwa, natomiast inne wspinają się wówczas na wyżyny empatii i praworządności. Osobiście wolałbym, żeby do tego typu "sprawdzianów" w ogóle nie dochodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wstępie Roman Hrabar wyjaśnił, że chciał udowodnić, że oskarżenia Polaków o niewłaściwy stosunek do ludności żydowskiej podczas wojny są nieprawdziwe i tendencyjne, chciał też pokazać, że wielu Polaków zaciekle sprzeciwiało się napastnikom. Zebrał przykłady zachowań "dobrych", ofiarnych, odważnych. Opisane w książce zdarzenia robią wrażenie.
      Oczywiście całkowicie się z Tobą zgadzam - dobrze byłoby, żeby do takich "sprawdzianów" nie dochodziło i żeby takie książki nie musiały powstawać...

      Usuń
  3. Po takie pozycje sięgam ostrożnie... Już fragment, który przytoczyłaś robi wrażenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka istotnie robi wrażenie. Mnie chyba najbardziej wzruszyła historia małego Jerzego Redlicha. Chłopiec był całkowicie zdrowy, ale matka i ojczym, chcąc się go pozbyć, oddali go do szpitala dla psychicznie chorych. Podczas gdy najbliżsi zachowali się wobec niego tak okrutnie, obca pielęgniarka dokonywała cudów, by uchronić go od śmierci...

      Usuń
  4. Książka którą na pewno będę chciała przeczytać, dobrze że powstają takie książki, żebyśmy nie zapomnieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze polecam Ci "Skazane na zagładę" tego samego autora. To książka o macierzyństwie kobiet wywiezionych do Niemiec na przymusowe roboty.

      Usuń
  5. Czytam Hrabara, który będzie bohaterem następnego wpisu w okolicach pierwszego września. Sporo książek wzięłam na tapetę (w tym obie, o których piszesz), ale mam ostatnią wakacyjną chwilę i chciałabym zdążyć. Pamięć jest naszym obowiązkiem, a pisanie o niemieckich zbrodniach może być niedługo zakazane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja będę z wielką ciekawością czekała na Twój wpis, bo chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o wspaniałej działalności Hrabara i o jego książkach, a w internecie, tak zasobnym w recenzje modnych czytadeł, nie sposób niczego na ten temat znaleźć. Autor czytany jest tylko przez bardzo wąskie grono osób, mało kto zna jego nazwisko.
      Myślę, że jeśli nawet pisanie o zbrodniach będzie zakazane, to i tak znajdą się ludzie, którzy nie wystraszą się i będą o nich pisać. Najgorsze jest w tej chwili to, że takich wpisów i książek prawie nikt nie chce czytać. Zbyt poważne, zbyt nudne, zbyt ponure...

      Usuń
    2. Kojarzą Hrabala oczywiście;) To był wspaniały człowiek. Przyglądam się pieczątkom na jego książkach, jakie to biblioteki pozbyły się takich dokumentów! Żal ściska. Będę pisać, choć boję się o dzieci w Niemczech:( Właśnie dla nich...
      Szokują mnie komentarze młodych blogerów, że to nie dla nich, bo czyta się ciężko... A nie przymykają oczu na to, co serwuje telewizja? Tam mało okrucieństw i barbarzyństwa?
      Idę czytać:)

      Usuń
    3. Hrabar i Hrabal, tak. Nazwiska bardzo podobne :)
      Masz rację, biblioteki pozbywają się takich dokumentów. Kilka miesięcy temu zapisałam się do biblioteki na sąsiednim osiedlu. I cóż? Klasyki prawie nie ma, półka ze wspomnieniami wojennymi pusta, za to dużo czytadeł dla kobiet i kryminałów. Po dwóch wizytach zrezygnowałam, bo niczego tam dla siebie nie znalazłam.
      A ileż pracy Hrabar wykonał, by zebrać takie historie jak przedstawione w tej książce! Przecież bohaterowie "Przeciwko światu przemocy" nie dbali o rozgłos, nie uważali, że zrobili coś wielkiego. Byli bardzo skromnymi ludźmi.

      Usuń
  6. Zapewne i ta pozycja u mnie kiedyś zagości, ale nieco później...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać, zachęcam.

      Usuń
    2. Mnie nie musisz przekonywać. Lubię sięgać po tego typu publikacje.

      Usuń
    3. Przeczytanie "Przeciwko światu przemocy" na pewno nie będzie czasem zmarnowanym. Wielu rzeczy można się dowiedzieć z tej książki. Wspaniałe jest to, że Hrabal opisał historie ludzi, którzy z takim poświęceniem pomagali i nie chcieli za to nic - ani rozgłosu, ani pieniędzy.

      Usuń