12.06.2014

„Powrót Dawida” Ryszard Wójcik



„Powrót Dawida” należy do reportaży poruszających tematykę Holocaustu. Bohaterem jest Dawid Józefowicz, Żyd pochodzący z Sieradza, były więzień obozów koncentracyjnych. Duża część książki zawiera jego wspomnienia z lat wojennych oraz powojennych. Spisał je reporter Ryszard Wójcik. 

Wspomnienia Dawida są bardzo ciekawe, jednak książkę uważam za słabą i nieudaną. Dlaczego? Otóż Ryszard Wójcik, zamiast ograniczyć się do zarysowania tła i oddać głos bohaterowi reportażu, wciąż wtrąca swoje trzy grosze, tak jakby za wszelką cenę chciał przekonać czytelnika, że bez niego nie powstałby ten dokument. Poruszające opowieści Dawida przerywane są więc wstawkami o problemach z taśmami i z umieszczeniem filmu na antenie. Wtręty te przeszkadzały mi w skupieniu uwagi, zaczęłam nawet zastanawiać się, czy mam do czynienia z historią tragicznie doświadczonego Żyda czy też z książką o trudnościach pracy reportera. 

A Dawid Józefowicz miał tyle ciekawego do powiedzenia! Gdy trafił do obozu, był zaledwie dwunastolatkiem. W Oświęcimiu dostał numer 143048. Przeżył dzięki łutowi szczęścia, pomocy dobrych ludzi i własnej determinacji. Podczas selekcji potrafił schować się w nieczystościach (omal się wtedy nie utopił). Kilkakrotnie próbował uciekać. Torturowano go. Często pomagali mu Polacy. Ukrywali go na swoim bloku, dzielili się jedzeniem z paczek. Polak, któremu Dawid szczególnie wiele zawdzięcza, nazywa się Zygmunt Kielek. 

Józefowicz opowiada także o swoim późniejszym życiu, o trudnościach z wyjazdem do Izraela, o wojnach z Arabami i o tym, dlaczego zdecydował się przeprowadzić do Niemiec. Z jego spostrzeżeń wynika, że niemiecką młodzież izoluje się od prawdy o Holocauście. Kiedy chciał zorganizować spotkanie uczniów z byłymi więźniami obozów, z trudem uzyskał zgodę komitetu rodzicielskiego.

Oto dwie wypowiedzi Dawida:
Że ja żyję – to cud. Wiele cudów, że ja żyję. Bunkier z zimną wodą i co dwie godziny nas biją. Że to idzie wycierpieć, to ja nie wiem. Gumą i kijem przez cały tydzień. (...) Już przewracają stół nogami do góry, wiążą mnie za nogi i ręce do nóg stołu i się zaczęło... Bili elektrycznym kablem, dopóki nie straciłem pamięci  tak się to mówi? Oprzytomniałem, to miałem oko na wierzchu i dupę kotlet siekany. A Łajmerowi odbili płuca, umarł w tym bunkrze, w zimnej wodzie. Ja osiem tygodni leżałem na brzuchu i żeby nie jeden Polak, co przynosił lekarstwa z miasta, tobym był trup[1].
Na pytanie, dlaczego zamieszkał w Niemczech, wyjaśnił:
Pan mówi, że między Niemcami... Ja w Izraelu też byłem z Niemcami. Zamykam oczy i widzę Mengele, widzę obóz, przez całą noc schnell, raus, los, los! Ja jestem zasiedlony Niemcami od środka, to co mi za różnica patrzeć na nich w Stuttgarcie? (...) Pan jest Polak, dobry Polak, i pan się skrzywi na to, co powiem: ja dostaję dwadzieścia osiem dni leczenia w RFN bezpłatnie od rządu, bo jestem obozowy Żyd. A pan wie, ile kosztuje moje leczenie? Ja bym nie miał na to. Ono czasem kosztuje tysiąc marek za dzień[2]. 
Dawid żyje przeszłością. Wciąż śnią mu się zamęczeni więźniowie, tortury, esesmani. Ale nigdy nie śni o tym, jak już po wyzwoleniu mścił się na Niemcach: wrzucił granat do piwnicy, w której się ukrywali, strzelał do nich w ataku furii. 

Opowieści Dawida są ciekawe, pełne poruszających szczegółów, jednak żałuję, że nie spisał ich ktoś inny. Książkę polecam przyszłym reporterom, ale nie jako wzór do naśladowania, tylko ku przestrodze. Jeśli będziecie tworzyć takie reportaże jak Ryszard Wójcik, czytelnicy nie będą chcieli ich czytać.  

Moja ocena: 3/6.

---
[1] Wójcik Ryszard, „Powrót Dawida”, Wydawnictwa Radia i Telewizji, 1989, str. 21.
[2] Tamże, str. 45.

6 komentarzy:

  1. Bardzo lubię reportaże, ale zgadzam się w zupełności, że to nie autor powinien być na pierwszym miejscu, tylko temat, o którym pisze. Bardzo chętnie poznałabym wspomnienia bohatera reportażu, ale nie wiem czy wytrzymałabym z brakiem profesjonalizmu autora - może kiedyś, gdy natknę się w bibliotece to przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie byłoby, gdyby reporter we wstępie przedstawił bohatera reportażu, krótko opowiedział o okolicznościach spotkania z nim - i usunął się w cień. W tym reportażu jest inaczej. Wójcik potrafi przerwać arcyciekawą, wstrząsającą opowieść byłego więźnia tylko po to, by napisać o problemach z taśmami :-(
      Nic dziwnego, że przez ten reportaż prawie nikt nie przebrnął - w Biblionetce ma zero ocen. Z biblioteki można go wypożyczyć, kupować nie radzę - szkoda pieniędzy :)

      Usuń
  2. Dla mnie również ciągła obecność autora w tekście jest niedopuszczalna jeśli chodzi o reportaż. Zniechęca mnie to na tyle, że nie będę się szczególnie rozglądać za książką, o której piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie czytałam gorszego reportażu, więc nie namawiam do czytania :)

      Usuń
  3. Ou, autor chyba zapomniał, że pracą reportera jest słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać, ograniczając własną obecność do niezbędnego minimum. Mimo wszystko, bardzo jestem ciekaw tego, co miał do powiedzenia Dawid Józefowicz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami byłam nawet zła na Wójcika, że nie pociągnął Dawida mocniej za język, bo ten człowiek mógł powiedzieć dużo więcej o życiu w Izraelu, o obozach, o zemście na esesmanach, itd. Ten reportaż to taki literacki groch z kapustą :)

      Usuń