Niedawno natrafiłam na „Popielate słońca” Żanety Pawlik i ucieszyłam się, że wreszcie znalazłam polską autorkę, która mi odpowiada, pisze z sensem, rzetelnie, mądrze, nie serwuje banałów. Sięgnęłam więc po kolejną jej powieść, „Granice światła” – i spotkała mnie bardzo nieprzyjemna niespodzianka. Ale po kolei. Początek jest dramatyczny – oto znaleziono dryfujący, pusty ponton. Ponieważ akcja dzieje się w Arktyce, można założyć, że ten, kto wpadł do wody, zmarł z wychłodzenia. A potem czas cofa się o rok i dwoje narratorów – Eliza oraz jej mąż Nikodem – naprzemiennie opowiada o wydarzeniach poprzedzających tę tragedię.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawlik Żaneta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawlik Żaneta. Pokaż wszystkie posty
28.06.2026
20.12.2025
„Popielate słońca” Żaneta Pawlik
Leszek mieszka w centrum Katowic z partnerką Ewą i córką Baśką. Od trzydziestu lat jest niewidomy. Z wiekiem narasta w nim żal do losu, agresja, irytacja. Zawsze chce mieć rację, ciągle zrzędzi, domaga się pomocy. Ewa, która poświęciła mu całą swoją młodość, nie może nawet w spokoju poczytać książki, gdyż Leszek nie raczy używać słuchawek podczas słuchania audiobooków. Nigdy nie dostaje od niego kwiatów ani miłych słów. W razie rozstania zostanie z niczym, bo z marnej pensyjki nie udaje jej się nic odłożyć, a mieszkanie należy wyłącznie do partnera. Nic więc dziwnego, że czuje się niekochana, przegrana, niedoceniana. Myśli o odejściu, jednak nie umie zostawić niepełnosprawnego na pastwę losu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

